Skandal na konferencji posłanki PO

- Konferencja Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej zamyka możliwość organizowania w Łodzi festiwalu - stwierdził Marek Żydowicz, szef Plus Camerimage

Posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska zorganizowała wczoraj konferencję prasową poświęconą "perspektywom festiwalu Camerimage". Zaprosiła dziennikarzy, nie zaprosiła natomiast szefa festiwalu. Ale Marek Żydowicz na konferencji się pojawił, a spotkanie zamieniło się w pyskówkę między posłanką a dyrektorem Plus Camerimage.

- Dlaczego organizuje pani konferencję w sprawie mojej imprezy, zatajając ten fakt przede mną? Czy mam zorganizować konferencję w sprawie przyszłości pani biura poselskiego? Czy robi pani tę konferencję dla dobra miasta czy dla siebie? - pytał Żydowicz. - Próbowałem się z panią spotkać, przedstawić plany, pomysły, a pani nie znalazła czasu. Wydaje mi się, że kompetencja osoby publicznej, przewodniczącej sejmowej komisji kultury, obliguje panią do tego, żeby dogłębnie rozpoznać problem, a dopiero potem skomentować.

Katarsińska: - Pan tę imprezę wymyślił, ale to nie tylko pana impreza, to także impreza twórców i instytucji, które ją dofinansowują: miasta, ministerstwa, urzędu marszałkowskiego, Polkomtela - wyliczała posłanka. - Przedstawicieli tych instytucji także nie zaprosiłam. A z panem umówiłam się w piątek o godz. 12. Dziś nie miałam czasu.

Żydowicz: - Na spotkaniu w piątek będzie jeszcze kilkudziesięciu organizatorów imprez. To nie jest odpowiednie forum do dyskusji o przyszłości Plus Camerimage.

Posłanka Katarasińska poprosiła szefa festiwalu, żeby wyszedł z jej konferencji.

- Wyjdę razem z dziennikarzami - odparł Żydowicz. - Chcę usłyszeć, co pani ma do powiedzenia. Uważam, że poseł polskiego Sejmu powinien uszanować moje prawa obywatelskie do wysłuchania komentarzy prasowych na temat tego, co pani powie o mnie i o mojej imprezie. Chcę, żeby miała pani odwagę cywilną zakomunikowania mi tego prosto w oczy. I dała mi szansę skomentowania. Nie wyjdę. Może pani wezwać straż miejską albo policję.

O czym miała być konferencja

Katarasińska podkreślała, że jest zwolenniczką obecności festiwalu w Łodzi. A konferencja miała posłużyć - jak mówiła - rozwianiu wątpliwości i komentarzy, że w Łodzi nie ma warunków do tego, żeby festiwal trwał. I sformułowała "sześć warunków niezbędnych dla umocnienia pozycji festiwalu w Łodzi".

Wśród nich znalazły się istotne: * nadanie organizacyjnej formy przedsięwzięciu, by było wiadomo, jaką odpowiedzialność ponoszą władze miasta, jaką Fundacja "Tumult", jaką - i czy - urząd marszałkowski * oficjalna deklaracja władz miasta - gdzie, kiedy, za czyje pieniądze i dla jakich potrzeb ma być centrum kongresowo-festiwalowe zbudowane. Był też punkt świadczący o nieznajomości tematu: * uzyskanie odpowiedzi, czy władze miasta rezygnują z budowy na terenie EC1 Specjalnej Strefy Sztuki.

Od roku wiadomo, że SSS ma powstać w nowoczesnym budynku, na który w lipcu rozstrzygnięto międzynarodowy konkurs architektoniczny. Stuletni zabytkowy budynek EC1 miasto wcześniej przekazało Fundacji Sztuk Świata.

Żydowicz: - Nie będzie festiwalu w Łodzi

Konferencja zamieniła się w godzinną kłótnię.

Żydowicz: - Dziękuję pani poseł, chyba osiągnęła pani to, co pani chciała. Nie będę tego festiwalu tu organizować. Pani potraktowała mnie gorzej niż w czasach PRL. Pani nie uszanowała mnie ani mojej imprezy. Wstyd! Wstyd, pani poseł! Ta impreza ma sens, dopóki będzie niezależna. Nie będę na terenie, na którym politycy chcą ją wykorzystywać do własnych celów.

Katarasińska: - Centrum festiwalowo-kongresowe jest Łodzi bardzo potrzebne. Ale nie można tak wielkiej inwestycji budować na łapu-capu, jeśli nie przewidują jej żadne plany finansowe.

Żydowicz: - Dlaczego marszałek Fisiak przez 12 miesięcy nie chciał podjąć rozmów na ten temat, odmówił spotkań, nie odpowiadał na pisma? Mówi pani, że jest za festiwalem, a jednocześnie nie znajduje pani czasu, żeby o nim ze mną rozmawiać. Nie będę organizować festiwalu tam, gdzie reprezentanci mieszkańców są pełni hipokryzji.

Katarasińska: - W poniedziałek doszło do spotkania prezydenta Kropiwnickiego i marszałka Fisiaka w sprawie EC1.

Żydowicz: - Są jakieś efekty?

Katarasińska: - Panowie wymienili się poglądami.

Po południu posłanka Katarasińska przysłała do "Gazety" oświadczenie, że Marek Żydowicz uniemożliwił jej przeprowadzenie konferencji: "Trwająca bez mała godzinę awantura stek obelg i kłamstw, jakimi zostałam obrzucona w obecności dziennikarzy i pracowników mojego biura poselskiego nie tylko oburzają, ale i dziwią. Intencją mojej rozmowy z dziennikarzami miało być sformułowanie kilku warunków, które, moim zdaniem, są niezbędne, by umocnić pozycję Camerimage w Łodzi i raz na zawsze przeciąć spekulacje, iż nasze miasto nie sprosta wyzwaniom, jakim jest impreza kulturalna o światowym zasięgu. Zamiast nieustannego dylematu - wyjdzie - nie wyjdzie - chciałam zaproponować władzom miasta rozważenie kilku posunięć organizacyjnych, które moim zdaniem, uspokoiłyby atmosferę i doprowadziły do jasnych deklaracji wszystkich zainteresowanych stron co do pomyślnej przyszłości Festiwalu w Łodzi (...)".

Komentarz Jakuba Wiewiórskiego

Istotniejsze od wczorajszej kłótni jest coś, co można wyczytać między słowami. Skoro przez rok urząd marszałkowski (z powodów finansowych, politycznych czy jakichkolwiek innych) nie zdecydował się dofinansować budowy centrum festiwalowo-kongresowego, można domniemywać, że już się nie zdecyduje. Deklaracje ze strony urzędu miasta też nie znajdują odzwierciedlenia w budżecie miasta - centrum festiwalowo-kongresowego nie ma w planach finansowych na przyszły rok.

Szefa festiwalu uspokaja się obietnicami, a nikt z władz nie ma odwagi powiedzieć, że na budowę centrum nie ma pieniędzy. Taka odwaga byłaby politycznie kosztowna, bo można stracić popularność - festiwal jest wśród łodzian bardzo popularny. A wybory za dwa lata.

Posłuchaj:

Czy Camerimage powinien pozostać w Łodzi?