Pijana cysterna runęła na przejazd kolejowy

Cysterna z płynnym asfaltem przewróciła się na przejeździe kolejowym. Zablokowane zostały trasy drogowa i kolejowa. Kierowca jest lekko ranny

45-tonowa cysterna wypełniona masą bitumiczną przewróciła się na tory w Godkowie między Chojną a Moryniem w poniedziałek o godz. 5.30. Zdaniem policji, Stanisław P. - 50-letni kierowca firmy transportowej z Lubina - był pijany.

- Miał 1,5 promila alkoholu we krwi - mówi sierżant Michał Kubiak, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Gryfinie.

Samochód na łuku drogi uderzył w słup trakcji kolejowej. Upadając zerwał trakcję. Zmiażdżył słup. Uszkodził słup oświetleniowy oraz napęd i sygnalizatory rogatek. Zdeformował jeden z torów. Cysterna leżała na przejeździe.

- Rozszczelniła się podczas upadku i zaczął się wylewać asfalt - mówi Ryszard Stachowicz, zastępca dyrektora ds. eksploatacji Zakładu Linii Kolejowych PKP w Szczecinie. - Baliśmy się, że zaasfaltuje nam tory i zniszczy cały odcinek.

Strażakom udało się skierować odpływ asfaltu na pobocze. Masa spłynęła do prowizorycznie przygotowanego basenu (obwałowanego zagłębienia w ziemi). Tam zaschła. Usunięta ma być na koszt właściciela pojazdu pod nadzorem pracowników ochrony środowiska.

- Ze Świebodzina [ok. 70 km od Godkowa - red.] ściągaliśmy ciężki dźwig, który jest w stanie podnieść do 50 t - mówi mł. bryg. Grzegorz Kalenko, dyżurny Wojewódzkiej Straży Pożarnej. - Z Pyrzyc dojechał ciężki samochód ratunkowy. Razem usiłowały podnieść auto. W końcu około godz. 14 udało się i samochód przesunięto na pobliską zatoczkę przy drodze. Stamtąd ma go zabrać właściciel.

Ponad osiem godzin zdezorganizowany był ruch na drodze z Chojny do Mieszkowic oraz kolejowej linii Szczecin-Zielona Góra. Dla ciężarówek policja zorganizowała objazdy przez Moryń. Osobowe samochody początkowo przepuszczano obok leżącej ciężarówki.

- Jednak po godz. 12, na czas podnoszenia cysterny, całkowicie wstrzymaliśmy ruch - mówi sierż. Kubiak.

Pociągi towarowe także kursowały objazdami. Za ich opóźnienia ZLK PKP będzie musiał płacić (każda minuta powyżej półgodzinnego spóźnienia jednego składu kosztuje 8 zł).

Pasażerskie jeździły tylko do Chojny. Stamtąd autobusy zastępcze woziły pasażerów do Mieszkowic. Dalej znowu jechali pociągiem. Po południu udało się uruchomić jeden tor. Ruch kolejowy odbywa się już normalnie. - Drugi tor jest zdeformowany i naprawa potrwa dłużej. Mamy nadzieję, że zdążymy w dwie doby - ocenia dyrektor Stachowicz.

We wtorek dyrektor Stachowicz z ekspertami i prawnikami zaczną szacować straty. - Trudno dzisiaj o nich mówić, ale raczej będą to setki tysięcy - uważa wiceszef ZLK PKP Szczecin.

Kierowca cysterny po opatrzeniu w szpitalu został zatrzymany w policyjnej izbie wytrzeźwień. Wieczorem trwały przesłuchania właściciela firmy przewozowej, do której należy cysterna.

Udało się nam skontaktować z nim telefonicznie. - Jestem zdruzgotany. Kierowca jechał z Niemiec do Bolesławca. Gdzie on się napił? Dlaczego? Nigdy nie pił - mówił właściciel firmy (prosi o nieujawnianie nazwiska). Załamany tłumaczył, że jego firma jest niewielka. Ma sześć aut. - Tutaj zniszczenia są tak ogromne, że ten wypadek to najprawdopodobniej likwidacja firmy. Gdyby kierowcy przyszło płacić, nie wiem, czy starczy mu życia.

Po godz. 15 także w Szczecinie Płoni na Szosie Stargardzkiej doszło do wypadku cysterny z chlorosiarczanem żelaza. Podczas skrętu auto wjechało na pobocze i zapadło się. Na szczęście żrąca substancja nie wydostała się na zewnątrz. Strażacy musieli jedynie unieszkodliwić paliwo wydobywające się z uszkodzonego baku. Do godz. 18 na drodze ruch odbywał się wahadłowo.