Dziś dzień bez zakupów - chowajcie portfele i torebki

Jak co roku w ostatnią sobotę listopada przypada obchodzony także w Polsce Międzynarodowy Dzień Bez Zakupów. To idealna okazja, aby choć na chwilę wyrwać się z kazamatu takich samych weekendów w centrach handlowych i poświęcić więcej czasu rodzinie, znajomym. Niestety, jak dotąd konsumenci nie byli specjalnie zainteresowani uczestnictwem w tym nietypowym święcie, a zapał straciły także organizacje, które zwykle tego dnia prowadziły akcje uświadamiające kupujących.

Terapeuta: zakupoholicy są wśród nas

Tradycja dnia bez zakupów, czyli Buy Nothing Day narodziła się w 1992 roku w Stanach Zjednoczonych., gdzie obchodzony jest on zawsze w piątek po Święcie Dziękczynienia, w Europie obchodzi się go zaś zawsze w ostatnią sobotę listopada. Reguła jest prosta - spróbujmy przez 24 godziny żyć bez zakupów, zróbmy niezbędne zapasy wcześniej i spędźmy ten dzień bez wydawania pieniędzy. Zamiast cosobotniej wizyty w centrum handlowym można spędzić ten czas na spacerze z rodziną, na koncercie, wystawie albo jakiejkolwiek innej formie aktywnego wypoczynku - zachęcają amerykańscy organizatorzy akcji, rekrutujący się głównie ze środowisk ekologicznych, przerażonych bezsensem i bezmiarem ludzkiej konsumpcji. Nieprzypadkowo postanowili ustanowić ten dzień tuż po Święcie Dziękczynienia i u startu bożonarodzeniowej gorączki zakupowej, bo wiadomo, że wtedy wydaje się najwięcej. Pomysł chwycił i został przejęty przez inne kraje - na stronie amerykańskich organizatorów akcji www.adbusters.orgszczegółowo wymienione są plany imprez i happeningów, które będą organizowane w kilkudziesięciu krajach świata. W niektórych miastach, jak np.w austriackim Grazu impreza rozrosła się nawet do rangi "Tygodnia bez kupowania", a w jej programie zaplanowane sympozja, dyskusje, wspólne gotowanie i giełdę, na której można się wymieniać rzeczami.

W Polsce po raz pierwszy "oficjalnie" dzień bez zakupów zorganizowano w 2003 roku, a zajęła się nim warszawska grupa Obin.org. - Uważamy, że ten dzień jest bardzo potrzebny w naszym społeczeństwie, coraz częściej wchodzimy w sferę konsumpcji, zapominamy o innych ważnych sferach naszego życia. Coraz więcej czasu spędzamy na zakupach niż w gronie rodziny, nie zastanawiamy się zbyt często, dlaczego i po co kupujemy -mówił wtedy Przemysław Badziąg, rzecznik organizacji. Na stronie internetowej organizacji umieszczony jest nawet specjalny manifest. "To samozwańczy festiwal skromnego, prostego życia i umacniania więzi społecznych. To dzień, w którym Ty, Twoja rodzina i przyjaciele macie szansę sprawdzić się powstrzymując od zakupów, a w zamian poświęcić się życiu (). Wyzwaniem jest spróbować zwyczajnie żyć dniem, spędzić czas z rodziną i przyjaciółmi, zamiast wydawać z nimi pieniądze. Ludzie decydują się na przerwę od kupowania traktując to jako osobisty eksperyment lub też publiczną deklarację, a najwspanialsze w tym wszystkim jest to, że to nic nie kosztuje" - czytamy w komunikacie zachęcającym do udziału w zeszłorocznej akcji.

Wolimy dawać pozytywną alternatywę

No właśnie, w tym roku próżno szukać informacji o obchodach dnia bez zakupów. Wcześniej młodzi ludzie tworzyli tego dnia przed centrami handlowymi flash moby, inscenizowali kolumny "zakupoholików", rozdawali ulotki. Czy w tym roku nie zanosi się na tego typu akcje? - Prawdopodobnie w Łodzi nie będą organizowane żadne obchody. Zajmowałem się tym przez kilka lat, ale teraz już nie - mówi Piotr Bielski, socjolog i animator z łódzkiej fundacji Białe Gawrony. - Ideą tgej akcji było zwrócenie uwagi na wszechobecny konsumpcjonizm. Ludzie zadłużają się, w supermarketach wpadają w amok zakupów, co wiązaliśmy z kulturą Fast foodów i pośpiechu. Chcieliśmy wyrazić sprzeciw wobec takiej postawy, ale z czasem uznaliśmy, że chcemy robić działania pozytywne, nie zabraniać ludziom kupowania, tylko pokazywać jak można inaczej - dodaje Bielski.

Inaczej w tym kontekście oznacza promowanie świadomej konsumpcji, sprawiedliwego handlu i produktów ekologicznych, ale ma to też szerszy aspekt. - Uruchomiliśmy bank czasu, w którym ludzie mogą się nawzajem wymieniać usługami, poza wymiernymi korzyściami dostarcza to możliwości kontaktu z innymi ludźmi - mówi. Co jakiś czas organizują też akcje "Daj rzeczom używanym drugie życie", by zapobiegać sytuacjom, gdy, jak mówi Paweł "taniej jest wyrzucić stary telewizor niż naprawić". - Mylą się ci, którzy uważają, że wzrost gospodarczy jest kluczem do szczęścia, nadmierna konsumpcja służy zadowoleniu, ale kiedy zrobi się tego zbyt dużo ludzie się gubią - tłumaczy.

Tym bardziej, że jak tłumaczy Bielski, odzew na organizowane przez Białe Gawrony akcje był mizerny. - Na dzień bez zakupów tłok w sklepach jest nie mniejszy niż zazwyczaj. Ludzie reagowali na nasze akcje różnie - zwykle przechodzili obojętnie, sporo ludzi śmiało się w głos, ale niektórzy reagowali też agresją, na przykład kiedy zrobiliśmy "paradę zakupoholików" - mówi Bielski.

Z tych samych powodów nie będzie happeningu w Toruniu. - Organizowaliśmy pikiety kilka lat temu, kiedy powstawały hipermarkety. W tej chwili alternatywą są dla nas rynki wymiany. W umówionym miejscu spotykają się ludzie i zamieniają się niepotrzebnymi rzeczami: myszkami i klawiaturą od komputera, wieżą, ubraniami, to wszystko można zamienić na inną rzecz - mówi Michał Jabłoński z kolektywu Lalucza. - Ale popieram tą akcję. Trzeba uświadomić ludziom, że nadmierna konsumpcja ma na nich zły wpływ, gromadzimy masę rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebujemy, ale po co? - dodaje.

Z jednej strony to dobre rozwiązanie, z drugiej trochę szkoda, bo ludzie na ulicach generalnie nie wiedzą nic na temat dnia bez zakupów. - Już w tą sobotę? Ale jak to? Sklepy będą zamknięte? Nic nie słyszałam - obrusza się starsza pani w Złotych Tarasach. Kiedy wszystko zostaje wyjaśnione, już na spokojnie komentuje. - To ciekawa sprawa, tylko pewnie mało kto o niej wie. Zresztą, chyba bardziej powinny się nad nią zastanowić te wszystkie osoby, które spędzają w marketach całe dnie - mówi.

W tej sytuacji ironią jest, że największym wydarzeniem dnia bez zakupów może być otwarcie wielkiego centrum handlowego w Płocku. Galeria Wisła, bo tak się nazywa to pierwszy tego typu obiekt w Płocku i w promieniu 100 kilometrów- na 23 tys. Mkw. Znajdzie się ponad 120 sklepów, kino,kręgielnia i restauracje. Jak zwykle w takich wypadkach można się więc spodziewać prawdziwego zatrzęsienia ludzi. I to wszystko w dzień bez kupowania. - Tak, słyszałam o tym, że właśnie w sobotę obchodzony jest dzień bez zakupów. Ale nie mieliśmy wyboru możliwości wyboru innej daty, nie braliśmy nawet pod uwagę takiej możliwości - tłumaczy Izabela Tucholska,marketing manager Wisły.

Polska - kraj zakupoholików?

Centra handlowe stały się nieodłączną częścią naszego życia, bo nawet gdy nie idziemy na zakupy, a tylko np. pograć w kręgle albo do kina i tak większość tych przybytków jest zlokalizowanych w wielkich przestronnych galeriach, które z daleka kuszą promocjami i wyprzedażami. A nawet jeśli jakoś uda się nam przebrnąć przez gąszcz butików, masą reklam o aktualnych okazjach bombardują nas wszelkiej maści media. Czy na dłuższą metę można się temu oprzeć? Pewnie tak, ale nie wszyscy i nie zawsze. A to pierwszy krok do zakupoholizmu, czyli najnowszego i tylko z pozoru niegroźnego uzależnienia, na który według różnych badań cierpi ok. 15 milionów mieszkańców USA, z gwiazdami show biznesu na czele takimi jak Beyonce, Mariah Carey, czy Katie Holmes. Zakupoholicy są też w polskim show biznesie, jakiś czas temu portale plotkarskie zarzucały uzależnienie od zakupów Joannie Liszowskiej tłumacząc, że to jej sposób na poprawę samopoczucia po rozstaniu z ukochanym. Ale problem dotyczy też zwykłych ludzi - we wrześniu "Dziennik" przedstawił historię Brytyjki Helen McNallen, która w ciągu czterech lat wydała 400 tys. Funtów na różnego rodzaju przyjemności. Kupowała bez zastanowienia, a jej rekord to roztrwonienie 1200 funtów w ciągu pięciu minut. Wszystko zaczęło się niewinnie od dżinsów - nie mogąc się zdecydować kupiła sześć par. Zanim się obejrzała, zakupoholizm zrujnował jej małżeństwo, doprowadził rodzinę do bankructwa, a ją samą do depresji. Czy fala zakupoholizmu dotarła już do Polski? Anna Maria Czechowicz, terapeuta uzależnień przyznaje, że takich przypadków jest coraz więcej, przestrzega jednak przed kategoryzowaniem, że tylko kobiety mają problemy z zakupami. - Nie ma jednego ściśle określonego typu szczególnie podatnego na zakupoholizm. Zgłasza się do mnie równie dużo mężczyzn jak kobiet -mówi.

Jak wygląda leczenie z zakupoholizmu? - Przede wszystkim razem z pacjentem musimy dojść do przyczyny, dlaczego stało się tak, a nie inaczej, bo często takie uzależnienie jest maską, za którą kryją się problemy. Po pewnym czasie problem z zakupami ustępuje, ale to praca przynajmniej na kilka tygodni - uważa Ciechowicz, która od razu dodaje, że taką przyczyną jest najczęściej chęć zapełnienia jakiejś wewnętrznej pustki. -Moi pacjenci przez zakupy próbują coś zastąpić, mówią sobie, pójdę do sklepu, kupię coś ładnego i będę miał więcej przyjaciół. Ważne, aby pamiętać, że gdy zdamy sobie sprawę, że nie panujemy nad zakupami, warto jest porozmawiać z psychologiem. To nie jest oznaka słabości, wręcz przeciwnie, to chęć zmieniania samego siebie i to już połowa sukcesu, żeby nie wstydzić się poprosić o pomoc - mówi Ciechowicz.

Dzień bez zakupów to...