Ukradli obrazy Malczewskiego i Witkacego

Dwa portrety autorstwa najbardziej znanych polskich malarzy ukradli wczoraj w nocy złodzieje ze śródmiejskiej galerii. Straty wyceniono na pół miliona złotych. Takiej kradzieży nie było w stolicy od lat.

Alarm w siedzibie Domu Aukcyjnego "Desa" przy Marszałkowskiej włączył się dokładnie o godz. 2.37 w nocy z poniedziałku na wtorek. Złodzieje najpierw przepiłowali kraty, potem wybili szybę. To właśnie wtedy do centrali firmy ochroniarskiej dotarł sygnał o włamaniu. Patrol dotarł na miejsce po zaledwie pięciu minutach, ale po włamywaczach nie było już śladu. Po dwóch obrazach też.

Przeczytaj także: W Warszawie powstanie 900-metrowy tunel?

"Portret kobiety" autorstwa Stanisława Ignacego Witkiewicza wisiał w witrynie. Miał trafić pod młotek 4 grudnia na najbliższej aukcji organizowanej przez galerię. To obraz z 1931 r. namalowany na papierze pastelami i węglem. "Desa" wyceniła go na niespełna 50 tys. zł.

Znacznie droższe jest drugie ze skradzionych dzieł. "Portret mężczyzny na tle pejzażu" Jacka Malczewskiego powstał w 1920 r. W katalogu galerii widnieje przy nim zawrotna suma 450 tys. zł. Złodzieje musieli wejść po płótno trochę bardziej w głąb pomieszczenia, ale wciąż niedaleko wyjścia.

Dlaczego zabrali tylko te dwa obrazy? Czy dlatego, że były najbliżej? - Nie mam pojęcia. W galerii wisi przecież dużo równie cennych dzieł. W ogóle nie rozumiem, po co ktoś decyduje się ukraść obrazy, z którymi nic potem nie może zrobić - mówi Magdalena Żuk z FineArt Communications, która reprezentuje Desę. - Dlatego też zdecydowaliśmy się poinformować media o kradzieży, by utrudnić ewentualny dalszy obrót.

Policjanci są niemal pewni, że włamanie nie było dziełem przypadku. - Przecież złodziej nie kradnie dla siebie. Musi mieć pewność, że ktoś mu za ten obraz zapłaci. Desa zapewnia, że wszystkie dzieła, które ma w ofercie są ubezpieczone. Mają też specjalne oznaczenia, które w przypadku ich odnalezienia pozwalają na identyfikację. Jakie? To tajemnica.

Przeczytaj także: Tak wygląda najlepsza restauracja w Warszawie

To nie pierwsze włamanie do galerii przy Marszałkowskiej. Dziewięć lat temu niemal w identyczny sposób złodzieje ukradli trzy obrazy znanych malarzy. Wtedy też przecięli kratę, wybili szybę i w ten sposób weszli do środka. I także po pięciu minutach przyjechali ochroniarze. Ale obrazy były wyżej, bo na piętrze. I warte były mniej: dzieła Juliusza Kossaka, Aleksandra Gierymskiego i Juliana Fałata wyceniono wówczas na niespełna 100 tys. zł. Policji udało się je odnaleźć po siedmiu latach poszukiwań.

Więcej o: