W słodyczach nie ma kryzysu

Spożycie słodyczy nadal w Polsce rośnie, a producenci liczą na spadki cen surowców wcześniej wywindowanych przez spekulacyjne fundusze

- Słodyczy kryzys się nie ima - powiedział prezes Zakładów Przemysłu Cukierniczego "Mieszko" Marek Moczulski. Raciborska firma znana z pralin Chocoladorro i cukierków Zozole zarobiła w III kw. na czysto 3,5 mln zł, trzykrotnie więcej niż przed rokiem. Sprzedaż wzrosła blisko 10 proc.

Wartościowo rynek słodyczy w Polsce rośnie w tempie dwucyfrowym (ok. 15 proc.), podczas gdy w Unii - jednocyfrowym. W tym roku Polacy zjedzą ok. 5 kg słodyczy na głowę, podczas gdy średnia unijna wynosi blisko 7 kg. Rekordziści (Brytyjczycy i Niemcy) zjadają kilkanaście kilogramów.

Obok rosnącego rynku producentów cieszy spadek cen surowców do produkcji, które w 2007 r. stały się przedmiotem spekulacyjnych zakupów funduszy podwyższonego ryzyka (hedge funds). Doprowadziło do gigantycznych wzrostów cen niezwiązanych ze wzrostem popytu ze strony przemysłu. Podobnie działo się na rynku tzw. twardych surowców, czyli ropy naftowej, miedzi. Obecnie ich ceny gwałtownie spadły, np. ropa potaniała ze 147 do 65 dol.

- Od kilku miesięcy sytuacja na rynku surowców się ustabilizowała. Potaniało mleko i mąka. Mam nadzieję, że potanieją tłuszcze i ziarno kakaowe - mówi prezes Moczulski. Jako przykład spekulacyjnego wzrostu cen podaje ziarno kakaowe, niezbędne do produkcji czekolady, które w ciągu roku podrożało z 600-700 do 1500 funtów za tonę. - Nie miało to nic wspólnego z realnym zapotrzebowaniem, to była czysta spekulacja funduszy hedgingowych. Jeszcze na niektórych surowcach siedzą, ale zejdą - dodał Moczulski. Gwałtowny wzrost cen surowców na giełdach zmuszał producentów do podwyżek cen na półkach, bo nie byli w stanie wziąć całej podwyżki na siebie. Mieszko podniósł w zeszłym roku ceny 5-7 proc.