RPP zachęca do euro

Rada Polityki Pieniężnej obawia się o wzrost gospodarczy i zaleca, jak najszybsze wejście do strefy euro. Stopy procentowe RPP zostawiła wczoraj bez zmian. I raczej już nie wzrosną - oceniają ekonomiści

Jeszcze kilka tygodni temu analitycy stawiali na podwyżkę stóp w październiku do 6,25 proc. O takiej potrzebie mówili nawet niektórzy członkowie Rady. Dziś jest już jasne, że stopy nie wzrosną powyżej 6 proc., a gorsze perspektywy dla naszej gospodarki sprawiają, że mniej więcej za trzy miesiące stopy trzeba będzie ciąć.

We wczorajszym komunikacie RPP napisała, że spowolnienie gospodarcze, które może okazać się głębsze, niż wcześniej sądzono, doprowadzi do spadku presji inflacyjnej.

Opublikowane wyniki najnowszych projekcji inflacji i PKB (przygotowanych przez ekspertów NBP) pokazują jednak, że wzrost gospodarczy w przyszłym roku będzie wyraźnie spadał, podczas gdy sama inflacja utrzyma się na podwyższonym poziomie. - Inflacja na koniec 2009 r. ma wynieść 4,2 proc., niemal tyle samo co w projekcji sprzed trzech miesięcy. Tymczasem przyszłoroczny wzrost gospodarczy obniży się do około 2,6 proc., wobec 4,8 proc. wyliczonych poprzednio - zauważa Agnieszka Decewicz, ekonomistka Pekao SA.

Zdaniem Mariana Nogi z RPP przyszłoroczny wzrost może wynieść 2,8 proc. Ekonomiści już dawno uznali, że zapisane w projekcie budżetu na 2009 r. 4,8 proc. wzrostu PKB to nierealistyczne założenie, ale minister finansów Jacek Rostowski wciąż obstaje przy swoim. We wczorajszym wywiadzie dla Radia TOK FM wyjaśnił, że taka korekta powinna nastąpić jak najpóźniej. Chodzi o to, by mieć jak największą pewność co do wpływu kryzysu na naszą gospodarkę.

Na razie ekonomiści są dużo bardziej optymistyczni niż eksperci banku centralnego. Ich zdaniem w 2009 r. wzrost wyniesie około 3,5 proc. - Ale istnieje ryzyko, że te prognozy trzeba będzie jeszcze obniżać. Koszt pieniądza jest wysoki, dostęp do kredytu ograniczony, leasing rozwija się wolniej. Nie ma co oczekiwać, że uda się utrzymać tempo wzrostu inwestycji - uważa Piotr Kalisz, ekonomista Citibanku Handlowego.

RPP podkreśliła ponadto, że Polska powinna jak najszybciej wejść do strefy euro. Na wtorkowym posiedzeniu rząd przyjął mapę drogową, zakładającą wprowadzenie euro 1 stycznia 2012 r. Ale by było to możliwe, trzeba przekonać opozycję do zmiany konstytucji w pierwszej połowie 2009 r. Na razie PiS jest wobec euro sceptyczne, ale jest dużo bardziej skłonne do rozmów, ale stawia warunek: referendum w sprawie euro.

- Przewidujemy, że w ciągu najbliższych dwóch-trzech lat żaden nowy kraj nie wejdzie do strefy euro - stwierdził w środę unijny komisarz ds. monetarnych Joaquin Almunia. Jego rzeczniczka Amelia Torres precyzuje jednak, że nie oznacza to, że Komisja nie wierzy, że Polska spełni warunki w założonym czasie. - Mamy jednak nadzieję, że osiągnie postawiony sobie cel, jakim jest rok 2012, że podejmie odpowiednie kroki w polityce gospodarczej - mówi Torres. - Drzwi strefy euro są otwarte, to nie jest zamknięty klub.

Potwierdzenie przez rząd daty 1 stycznia 2012 r. wywołało falę spekulacji medialnych po jakim kursie złoty miałby być zastąpiony przez euro. Wicepremier Waldemar Pawlak uznał, że dla gospodarki byłby korzystny obecny kurs złotego ok. 3,60 zł za euro. Ekonomiści skrytykowali jego wypowiedź, twierdząc, że przez najbliższe kilka lat nie wiadomo, co się wydarzy na rynku, a kurs zamiany powinien być jak najbliższy tzw. kursowi równowagi (to kurs, przy którym wzrost gospodarczy nie powoduje presji inflacyjnej). - Kurs nie może być ani za słaby, bo będzie powodował presję na wzrost cen, ani za mocny, bo pogarszałby konkurencyjność naszej gospodarki - tłumaczy Andrzej Rzońca, wiceprezes Forum Obywatelskiego Rozwoju. - Doświadczenie Słowacji pokazuje, że w czasie pobytu w przedsionku euro, systemie ERM II, waluta się umacnia - dodaje.

Z dzisiejszej perspektywy można podejrzewać, że za trzy lata ten kurs równowagi może wynosić około 3-3,3 zł.