Legitymacja zgubiona, czyli uprana

Ogłoszenie Dominika Gliszczyńskiego: ?28 sierpnia 2008 roku zgubiłem legitymację Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Warszawie nr 8783?. Dominik wyjaśnia: właściwie nie zgubiłem, tylko uprałem

Przeczytaj także: Przedszkolaki nie będą myły zębów, bo nie ma warunków, żeby przechowywać szczoteczki

Ogłoszenie Dominika Gliszczyńskiego: "28 sierpnia 2008 roku zgubiłem legitymację Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Warszawie nr 8783". Dominik wyjaśnia: właściwie nie zgubiłem, tylko uprałem.

Dominik studiuje psychologię w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania. Pod koniec sierpnia przez przypadek wyprał swoją legitymację. - Zostały szczątki, nie było co ratować, więc wywaliłem - opowiada. - Ale gdybym wiedział, że będą takie problemy z wyrobieniem nowej, włożyłbym te świstki do woreczka foliowego i poniósł do dziekanatu - zaraz dodaje.

Najpierw z dziekanatu skierowano go do biura spraw studenckich. A tam dowiedział się, że nie wystarczy zapłacić 7,50 zł za nową legitymację. Nawet nie wystarczy oświadczenie o wypraniu czy zgubieniu dokumentu. Powiedziano mu, że powinien zachować wyprane strzępki. A skoro tego nie zrobił, to teraz, zanim dostanie nową, musi zamieścić ogłoszenie w gazecie albo dostarczyć zaświadczenie z policji o zgubieniu dokumentu. Taka procedura. - Zdębiałem. Czy to znaczy, że mam kłamać na policji, zamieszczać płatne ogłoszenia, w których też kłamię. A wszystko po to, żeby dostać nową legitymację. Przecież to jest nakłanianie do składania fałszywych oświadczeń. O co tu chodzi? - z niedowierzaniem mówi Dominik. Ale nikt mu tych zawiłości już nie wytłumaczył. Usłyszał: "Takie przepisy". Mniej więcej to samo powiedziano mu w dziekanacie. Po nową legitymację miał się zgłosić z podaniem i egzemplarzem gazety, w której ukazało się jego ogłoszenie.

Od wyprania starej legitymacji minęły już prawie dwa miesiące. A Dominik nowej dalej nie ma. Zdążył już kupić normalny bilet miesięczny, dwa razy jechał pociągiem, też z normalnym biletem. I jak mówi, już stracił sporo pieniędzy. - Płacę za tę szkołę, a ulgi studenckie to był jeden z nielicznych przywilejów. Nie wiem, może mennica ich rozlicza z tych legitymacji? - gdyba.

W końcu skapitulował i zgłosił się do "Gazety", żeby zamieścić ogłoszenie o zgubionej legitymacji, której nie zgubił. Tak dowiedzieliśmy się o jego sprawie.

- Po co ta afera? To jakieś nieporozumienie - mówi Krzysztof Godlewski, pełnomocnik rektora szkoły. A po sprawdzeniu w biurze spraw studenckich, tłumaczy, jak wygląda procedura: - Kiedyś tak było. Ale teraz wystarczy tylko oświadczenie, że zgubiło się albo wyprało legitymację - przekonuje. - A w ogóle czy ten student może udowodnić, że rzeczywiście tak było? Czy ma jakieś pismo z dziekanatu, które potwierdza jego wersję? - pyta.

Dominik prosił o potwierdzenie tajemniczej procedury szkoły na piśmie. Ale odmówiono mu.

Zadzwoniłem do rektoratu, podając się za studenta i opowiadając historię Dominika jak swoją. Usłyszałem, że ogłoszenie musi być. - Ale niekoniecznie w "Gazecie Stołecznej". Proszę sprawdzić w "Ofercie". Może tam będzie taniej - poradziła miła pani.

Ogłoszenie Dominika zamieściliśmy na początku tekstu za darmo.

Przeczytaj także: Tragedia na przejściu dla pieszych koło szkoły