Pomorze prosi o atom

Pomorskie chce mieć swoją elektrownię jądrową. Marszałek Jan Kozłowski wysłał wczoraj w tej sprawie list do Donalda Tuska. - W ciągu siedmiu lat możemy zacząć odczuwać brak energii. Czas poważnie zająć się tematem - mówi Kozłowski.

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl

- Nasze województwo importuje aż 70 proc. energii - mówi Kozłowski (PO). - Ogranicza to możliwość dostaw nowym odbiorcom i bardzo obniża konkurencyjność Pomorza w ocenach potencjalnych inwestorów.

By na Pomorzu powstała elektrownia jądrowa, zgodę musi wyrazić rząd. Dlatego marszałek wysłał wczoraj list do premiera. Dopiero potem samorząd województwa będzie mógł wpisać inwestycję do regionalnej strategii rozwoju energetyki i ruszyć z jej realizacją.

- Cieszy nas taka inicjatywa - mówi Waldemar Pawlak, minister gospodarki.

Zgodnie z jego planem do 2013 r. 15 proc. prądu mają dostarczać w Polsce elektrownie jądrowe. Warunek - zgodę ma wyrazić społeczeństwo. W jaki sposób, nie zostało to jeszcze ustalone.

Pomorski Urząd Marszałkowski szacuje, że elektrownia mogłaby powstać za 10 lat. Na początku października w Pomorskiej Strefie Ekonomicznej marszałek zorganizował w tej sprawie debatę z przedsiębiorcami oraz samorządowcami. W planach są również konsultacje społeczne poprzedzone kampanią informacyjną.

Wstępny projekt zakłada, że elektrownia powstałaby w rejonie Gniewina, Wejherowa, Krokowej lub Żarnowca, a koszt przedsięwzięcia - ok. 12 mld euro - wziąłby na siebie prywatny inwestor. Urzędnicy przekonują, że zainteresowanych jest kilka zachodnich firm.

W 1990 r. polski rząd przerwał podobną inwestycję nad Jeziorem Żarnowieckim - głównie ze względu na przestarzały projekt, kłopoty finansowe i protesty społeczne nasilające się od czasu awarii w Czarnobylu.

Według danych Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej na świecie eksploatowanych jest 439 reaktorów. 35 kolejnych jest w budowie. Kraje, które w nie inwestują, to m.in. Bułgaria, Rumunia, Finlandia i Szwajcaria.