Fundusze odchorują czarny piątek

Po największym od dziesięciu lat spadku cen akcji na giełdzie fundusze inwestycyjne przygotowują się na większą niż zwykle liczbę klientów wycofujących pieniądze. Ale liczą, że będzie ich mniej niż w czasie styczniowej paniki, gdy Polacy wycofali 11 mld zł

W piątek indeks WIG20, który odzwierciedla zmiany cen najważniejszych giełdowych spółek, zanurkował aż o 8,1 proc. i był to jego największy jednodniowy spadek od 1997 r. Inwestorzy sprzedawali akcje bez względu na cenę - w pewnym momencie indeksy traciły po 12-13 proc. To była kulminacja czarnego tygodnia na giełdzie. Od poniedziałku do piątku WIG20 stopniał aż o 15 proc.!

Ten zjazd cen akcji sprawił, że mocno schudły oszczędności trzech milionów Polaków trzymających pieniądze w funduszach inwestycyjnych. Z naszych obliczeń wynika, że w ciągu ledwie kilku dni stopniały o mniej więcej 5 mld zł (łącznie w funduszach jest prawie 90 mld zł, z czego ponad jedna trzecia zainwestowana na giełdzie).

Oszczędności stopniały i co dalej?

Powiernicy nie mają wątpliwości: po piątkowym giełdowym dramacie wśród wielu klientów znów zachwieje się wiara w sens inwestowania w funduszach. Część z nich zechce ratować resztę pieniędzy. Zwłaszcza że zewsząd wieje grozą: w piątkowych serwisach telewizyjnych i sobotnich wydaniach gazet załamanie giełdy było tematem numer jeden. Zaś dziennik "Polska" obwieścił nawet na pierwszej stronie: "Wielki krach".

- W piątek nasza infolinia odebrała znacznie więcej telefonów od klientów niż zwykle. Ludzie chcieli dowiedzieć się, co się dzieje - przyznaje Cezary Burzyński, prezes TFI PKO. Ale przedstawiciele funduszy nie wiedzą jeszcze, jak wiele osób zdecydowało się wycofać pieniądze na fali paniki. - Pierwsze dane o zleceniach złożonych w piątek i sobotę spłyną dopiero w poniedziałek po południu - przyznaje Burzyński.

Powiernicy nie wykluczają, że główna fala zleceń napłynie za kilka dni. A to dlatego, że fundusze wyceniają swój majątek z jedno-, dwudniowym opóźnieniem, więc efekty czarnego piątku będą widoczne w spadku wartości jednostek uczestnictwa dopiero w poniedziałek lub wtorek.

Już w piątek sytuacją w funduszach zainteresowała się Komisja Nadzoru Finansowego. Z naszych informacji wynika, że jej urzędnicy kontaktowali się z szefami niektórych TFI i zbierali dane o przepływach pieniędzy klientów.

Wszyscy liczą, że nie będzie aż tak źle jak w styczniu, kiedy Polacy wycofali z funduszy ponad 11 mld zł. Wtedy WIG20 też stracił 20 proc. w ciągu dwóch tygodni, ale wyprzedaż akcji nie była tak gwałtowna jak teraz. Z drugiej strony wtedy w funduszach było znacznie więcej pieniędzy - ponad 130 mld zł, teraz jest tylko niecałe 90 mld zł.

Funduszom nie zabraknie pieniędzy

Przedstawiciele funduszy, którzy monitorują dzień po dniu salda wpłat i umorzeń, pocieszają się, że do połowy poprzedniego tygodnia wśród klientów nie było paniki, choć giełda już szła ostro w dół. - W środę i czwartek klientów wycofujących pieniądze było dużo, ale nie była to nawet połowa liczby zleceń, którą widzieliśmy w styczniu - mówi przedstawiciel jednego z dużych TFI.

Humorów powiernikom nie poprawiają dane zza oceanu. W piątek agencja Bloomberg podała, że tylko w pierwszym tygodniu października Amerykanie wycofali z funduszy inwestycyjnych 52 mld dol. A gdyby i u nas doszło do masowej wyprzedaży jednostek funduszy, czy są one przygotowane, by wypłacić klientom w krótkim czasie kilka miliardów złotych?

Powiernicy zapewniają, że tak. - Widzimy, że sytuacja jest napięta, więc zarządzający funduszami trzymają więcej gotówki niż zwykle - uspokaja Burzyński z TFI PKO. W normalnych czasach fundusze mają na czarną godzinę rezerwę wynoszącą 3-5 proc. majątku. Ale w ostatnich dniach - jak nieoficjalnie mówią nam przedstawiciele funduszy - tych odłożonych pieniędzy jest nawet dwa razy więcej. - Poza tym fundusze mają też otwarte w bankach linie kredytowe na wypadek zwiększonych wypłat - dodaje Magdalena Bielak z TFI BZ WBK (fundusze Arka).

Przedstawiciele naszych funduszy zapewniają, że nie wchodzi w grę powtórka sytuacji sprzed trzech tygodni w USA. Rząd federalny musiał tam przeznaczyć 50 mld dol. na pomoc dla klientów funduszy pieniężnych. Zaczęły one tracić pieniądze, bo miały obligacje gwarantowane przez zbankrutowany Lehman Brothers. Wypłacających klientów było tak dużo (według Bloomberga w najgorszym dniu Amerykanie zgłosili się po prawie 90 mld dol.), że niektóre fundusze musiały zawiesić obsługę klientów.

Powiernicy namawiają, by zachować spokój

Przedstawiciele funduszy zalecają rozwagę i uspokajają. - Klienci pomimo zrozumiałych wątpliwości nie powinni poddawać się niepotrzebnym emocjom i tylko pod ich wpływem wycofywać ulokowanych w funduszach środków. Obecnie to najgorsza z możliwych decyzji. W najbliższym czasie osiągniemy dolne pułapy spadków na giełdzie i rozpoczniemy odrabianie strat - zapewnia Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami skupiającej wszystkich powierników.

Do spokojnego czekania na rozwój wypadków namawiają też zarządzający funduszami Arka. W ich specjalnym komentarzu po piątkowej sesji czytamy: "Mierzący zmienność amerykańskich rynków akcji wskaźnik VIX, nazywany barometrem strachu, notuje rekordowo wysokie poziomy. Nawet w przypadku pęknięcia bańki internetowej, ataków z 11 września, kryzysu azjatyckiego czy kryzysu rosyjskiego nie osiągał tak wysokich wartości jak obecnie. I nigdy nie pozostawał długo na wysokich poziomach. Dlatego przypuszczamy, że w ciągu najbliższych tygodni ekstremalnie wysoka zmienność kursów akcji spadnie".