Egipt: porwano 11 turystów i co najmniej czterech Egipcjan

11 turystów: 5 Niemców, 5 Włochów i Rumun zostało porwanych niedaleko Asuanu w południowym Egipcie. Z turystami porwano też co najmniej czterech Egipcjan. Nie potwierdziły się początkowe informacje o dwóch Izraelczykach, wiadomo natomiast, że wśród porwanych nie ma Polaków. - Trwają negocjacje w sprawie okupu, którego zażądali porywacze - poinformowało egipskie ministerstwo turystyki.

Rzecznik egipskiego rządu potwierdził, że porywacze wywieźli wszystkich uprowadzonych na terytorium Sudanu. - Zostali wywiezieni poza granice Egiptu przez czterech przestępców, którzy ich porwali - powiedział egipski minister turystyki Mohammed Zuheir Garana agencji Reutera.

Polska ambasada w Kairze poinformowała, że wśród porwanych nie ma Polaków. Taką informację przekazała jej egipska policja.

Ministerstwo Turystyki w Egipcie poinformowało, że prowadzi negocjacje z porywaczami dotyczące uwolnienia zakładników w zamian za zapłacenie okupu.

6 milionów okupu

- Nie ma bezpośredniego kontaktu z porywaczami. Komunikacja odbywa się za pośrednictwem biura podróży - powiedział przedstawiciel władz. Porywacze mieli zażądać 6 milionów dolarów.

Włoskie i niemieckie MSZ potwierdziły, że wśród porwanych znajdują się ich obywatele. Dodatkowo Niemcy zapowiedzieli, że powołają sztab kryzysowy, który będzie pracował nad uwolnieniem turystów.

Według Niemców napastnicy pojawili się, kiedy turyści byli na biwaku. Jeden z Włochów zdążył zadzwonić do żony i powiedzieć jej, że porywacze wyglądają jak "Afrykanie".

Uprowadzeni do Sudanu?

Turyści byli w drodze do Jaskini Pływaków na płaskowyżu Dżilf al- Kabir w południowo wschodniej części kraju oddalonej od Kairu o około 900 km. Aby tam dotrzeć, trzeba mieć zgodę armii i podróżować przynajmniej z jednym ochroniarzem. Podróż może potrwać nawet 12 dni.

Według anonimowego oficera policji, na którego powołują się Reuter i AP, do porwania doszło na dalekiej prowincji, w pobliżu granicy z Sudanem.

Czterej porwani Egipcjanie to najprawdopodobniej przewodnicy i pracownicy ochrony.

W dolinie Nilu ataki na turystów nie zdarzały się praktycznie wcale odkąd władzę objął prezydent Hosni Mubarak. Ostatni miał miejsce w 1997 roku, kiedy 58 osób zostało zamordowanych w świątyni w Luksorze. Zdarzają się jednak ataki na izraelskich turystów na półwyspie Synaj.