PiS wiecował pod Stocznią Gdańsk

Podczas wiecu pod Stocznią Gdańską prezes PiS Jarosław Kaczyński, przemawiając z wózka akumulatorowego wezwał Lecha Wałęsę, by ten stanął w obronie stoczni. - Zanim on pomyślał, ja to już zrobiłem - odpowiada Wałęsa

Na wtorkowy wiec przyszło ok. 500 zwolenników PiS i słuchaczy Radia Maryja. Spotkanie rozpoczęło się o godz. 14.30, kiedy robotnicy zaczęli opuszczać zakład. Stoczniowcy szli jednak dalej, zatrzymywali się tylko nieliczni. - Bzdury urządzają, a stoczni to nie pomoże - mówili.

Politycy debatowali o katastrofalnym stanie stoczni. PO oskarżała o zaniedbania poprzednie rządy. PiS i Lewica odpierała: winna jest Platforma. - Żenujące spektakl - komentują związkowcy z Gdyni. Czytaj: Stocznie toną we wrzasku

A przed bramą nr 2 Stoczni Gdańsk zebrali się głównie emeryci. Mówcy ustawili się na wózku akumulatorowym, niemal identycznym, jak ten, z którego Lech Wałęsa przemawiał w stoczni w sierpniu 1980 r. Nad przemawiającymi powiewały wczoraj transparenty "Rząd Platformy grabarzem stoczni", "Żądamy utrzymania miejsc pracy - dość cudów Donalda Tuska", "Donaldzie Tusku obiecałeś cud a oszukałeś ludzi".

- Tylko PiS chciał pomóc stoczniom. To nie Jasińskiego [minister skarbu w rządzie PiS - red.]trzeba postawić przed Trybunał tylko Grada [obecny minister skarbu - red.] i Tuska - przemawiał Karol Guzikiewicz, wiceszef zakładowej "Solidarności". Jego organizacji nie podoba się ewentualna sprzedaż Stoczni Gdynia właścicielowi Stoczni Gdańsk - ukraińskiemu ISD. Związkowcy z Gdańska nie chcą być w jednej firmie z Gdynią.

Przez PiS apeluje do Komisji Europejskiej

- Zniszczenie gospodarski morskiej to przestępstwo przeciwko setkom tysięcy osób i przeciwko Polsce - mówił z kolei prezes PiS Jarosław Kaczyński. - Przyjechałem bronić stoczni i przypomnieć, że nie byłoby tej Europy bez "Solidarności" i nie byłby "Solidarności" bez tej stoczni.

Wiec zwołano, by Jarosław Kaczyński wystosował apel do szefa Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso, aby unijni urzędnicy nie zmusili stoczni do zwrotu pomocy publicznej, która trafiła do stoczni. Jeśli taka decyzja zapadnie, doprowadzi do upadku zakładu.

Były premier wyjaśnił po wiecu, że nie wysłał żadnego dokumentu do Brukseli w tej sprawie uznając, iż wystarczy ustny apel. - Nie podejmujcie decyzji, która doprowadzi do upadku stocznie, bo podniesiecie rękę na dziesiątki tysięcy ludzi, na Polskę i na samą Unię Europejską - apelował przed stocznią do Komisji Europejskiej.

Kolejny apel Kaczyński wystosował do "innego ośrodka decyzyjnego". - Do tych, którzy teraz rządzą - precyzował. - Do rządu Donalda Tuska.

W tym momencie zebrani odpowiedzieli buczeniem. Pojawiły się okrzyki: "To nie jest polski rząd!".

- Zwracam się do nich: weźcie się do roboty - kontynuował były premier. - Bo to wy nie dopełniliście swoich obowiązków, a teraz chcecie uciec przed klęską. Dlatego sięgacie po Trybunał [PO chce postawić Wojciecha Jasińskiego przed Trybunałem Stanu za doprowadzenie stoczni do obecnej sytuacji - red.] i prowadzicie kampanię przeciwko nam.

Zapytany przez nas o ocenę tych wypowiedzi poseł PO Tadeusz Aziewicz, szef sejmowej komisji skarbu, broni działań rządu mówiąc, że przygotowany został program restrukturyzacji, toczą się rozmowy z inwestorami i są pieniądze na dodatkową pomoc publiczną. - Słowa Kaczyńskiego są tak odległe od rzeczywistości, że trudno się do nich odnosić, a już zupełnie niezrozumiałe są żądania związkowców, żeby Stoczni Gdynia nie sprzedawać ISD - ocenił Aziewicz.

Wałęsa odpowiada na apel

Adresatem kolejnego apelu Kaczyńskiego był Lech Wałęsa. - Są w Polsce konflikty rzucające cień na stosunki osobiste. Ale na tym wózku chętnie stanąłbym z każdym, także z Lechem Wałęsą, żeby tylko bronić polskich stoczni - przemawiał prezes PiS. - Wzywam go, żeby zwrócił się do Brukseli i premiera Tuska w tej sprawie.

Co na to Wałęsa? - Zanim on pomyślał, ja to dawno zrobiłem - skomentował były prezydent. - To nie są czasy na wiece, na kamienie. To są czasy na inteligentne załatwianie spraw, a takie wiecowanie szkodzi. Ja bez przerwy czuwam, zwracałem się i do Brukseli i do premiera, tylko tego nie pokazuję.

Oprócz Guzikiewicza i Kaczyńskiego na wózku przed bramą stali m.in. poseł PiS Jacek Kurski, senator z tej partii Dorota Arciszewska-Mielewczyk, były pisowski prezes Stoczni Gdańskiej Andrzej Jaworski oraz przewodniczący "S" Janusz Śniadek i szef regionu gdańskiego "S" Krzysztof Dośla.

Śniadek dziękował stoczniowcom za udział w sierpniowej manifestacji związku, która odbyła się w Warszawie. Odczytał też uchwałę, podjętą wczoraj przez Komisję Krajową "S", popierającą starania załóg stoczni w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie o utrzymanie miejsc pracy. - Nie zostaniecie sami w potrzebie - obiecał zebranym.

Alojzy Szablewski, w latach 80. przewodniczący stoczniowej "S", zwrócił się do prezydenta Lecha Kaczyńskiego. - Proszę przekazać bratu - spojrzał w stronę prezesa PiS - żeby nie podpisywał Traktatu Lizbońskiego, jeśli Unia Europejska tak postępuje z naszymi zakładami.

Słowa te wywołały największą owację.

Po trwającym blisko godzinę wiecu Jarosław Kaczyński złożył kwiaty pod pomnikiem Poległych Stoczniowców. Jego sympatycy skandowali "Ja-rek, Ja-rek", zaintonowali nawet prezesowi "Sto lat". Sympatycy rozwinęli tam nowy transparent: "Spadnie z oczu łuska, gdy nas Tusk wytuska. Wytuskać=oszukać".

Wymyk:

Alojzy Szablewski, w latach 80. przewodniczący stoczniowej "S", zwrócił się do prezydenta Lecha Kaczyńskiego. - Proszę przekazać bratu - spojrzał w stronę prezesa PiS - żeby nie podpisywał Traktatu Lizbońskiego, jeśli Unia Europejska tak postępuje z naszymi zakładami