Odkryto labirynt prarolników

Najstarsze fortyfikacje na ziemiach polskich znajdują się w Dzielnicy, wiosce gminy Cisek. Zbudowali je około 5,5 tys. lat p.n.e. osadnicy z kręgu tzw. kultury ceramiki wstęgowej rytej

Krystian Józef Jaskolka od lat siał zboże na swoim polu w Dzielnicy i ani przez myśl mu nie przyszło, że już 5 tys. lat przed Chrystusem na jego ziemi gospodarzyli inni ludzie. Mało tego! Zbudowali osadę, jakiej dziś próżno szukać w całym kraju, a w Europie to można podobne zliczyć na palcach rąk i nóg.

- Odkryliśmy najstarsze fortyfikacje na ziemiach polskich - mówią dr Mirosław Furmanek z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego, który wspólnie z archeologiem Arturem Rapińskim i studentami UWr od czterech lat przekopują ulokowane na pagórku pole pana Krystiana.

Dwa światy oddzielone rzeką

Pagórek spodobał się osadnikom z kręgu tzw. kultury ceramiki wstęgowej rytej. Archeolodzy ochrzcili ich tak z uwagi na sposób zdobienia naczyń, na których ryli aplikacje w formie falującej na wietrze wstążki.

Budowali osady według podobnego planu, począwszy od Ukrainy, przez Słowację i Morawy, aż do Francji. Żyli w enklawach, w miejscach, gdzie ziemia była szczególnie urodzajna.

Zatrzymali się w Dzielnicy, ale skusiła ich nie tylko ziemia. Miejsce, gdzie od czterech wieków gospodarzy rodzina Jaskolki, neolitycznym rolnikom wydało się szczególnie bezpieczne. Z jednej strony rozległa równina pozwalała na obserwację kilkudziesięciu kilometrów powierzchni, z drugiej dolina Odry uniemożliwiała niezauważone przybycie obcych.

Postawili więc domy dla siebie i dobytku. Szerokie na około 10 metrów i długie w zależności od wielkości rodziny i ilości inwentarza. Ściany wznieśli z plecionki oblepianej gliną i przyozdobili je malowanymi wzorami. W umocowaniu dachu pomogły rzędy drewnianych słupów wewnątrz (zawsze po trzy słupy w jednym rzędzie) ciągnące się przez całą długość domu. Na nich też mocowano ściany wewnętrzne, bo dom składał się najczęściej z trzech pomieszczeń.

Ale dolina z rzeką była nie tylko barierą geograficzną. Bo oto po jej przeciwnych stronach zamieszkali ludzie z innych światów. Budującym i zdobiącym swe domy rolnikom przyglądali się bowiem mieszkający w szałasach ludzie ze społeczności łowców i zbieraczy.

Z pewnością z początku nieufnie. - Intrygowało mnie, jak przenikały się te dwa światy. Chciałem sprawdzić, jak wyglądały relacje między nimi. I to był jeden z powodów, dla których rozpoczęliśmy badania - mówi dr Furmanek. Powód drugi był bardziej prozaiczny - archeologiczne stanowisko może zostać całkowicie zniszczone przez orkę i procesy erozyjne.

Archeologowie nie szukali w ciemno. Już przed wojną miejscowi wynajdowali w ziemi kawałki skorup z różnych okresów - od młodszej epoki kamiennej po średniowiecze - oraz kawałki obsydianu, czyli skały wulkanicznej wyglądającej jak czarne szkiełko i niezwykle ostrej. Nasi przodkowie oprawiali je w róg lub w kości i obrabiali nimi drewno lub skórę.

- Wiedzieliśmy, że coś tu jest, ale nie spodziewaliśmy się, że natrafimy na taką sensację - przyznają archeolodzy.

Wymiana narzędzi i... kobiet

Łowcy i zbieracze żyli po drugiej stronie Odry w okolicach dzisiejszej Dzielnicy na 10 tys. lat przed przybyciem rolników z kręgu tzw. kultury ceramiki wstęgowej rytej. Prowadzili gospodarkę przyswajalną, co znaczy, że nie powodowali zmian w środowisku, tylko wykorzystywali to, co im dawała przyroda.

- Nie można jednak twierdzić, że rolnicy byli kulturą bardziej rozwiniętą niż łowcy i zbieracze. To by było myślenie zgodne z XIX-wiecznymi teoriami ewolucjonizmu. Badania Richarda B. Lee i Irven De Vore obalają ten mit. Łowcy i zbieracze prowadzili bardzo wydajną gospodarkę. Polowania nie zajmowały im tak wiele czasu, mieli więc go przeznaczać na wypoczynek i życie obrzędowe - opowiada dr Furmanek.

Z pewnością jednak zdumienie budzili w nich uwijający się wokół domów rolnicy z drugiej strony rzeki, uprawiający zboże i doglądający bydła. Ale nieufność została przełamana, co potwierdzają badania podobnych stanowisk. Bo oto u rolników naukowcy znajdują narzędzia krzemienne łowców i zbieraczy, u których z kolei napotykają na ceramikę rolników.

Wymiana nie sprowadzała się jednak tylko do przedmiotów. Z czasem do sąsiadów przechodziły kobiety, co było konieczne, by uniknąć wymiany genów w tej samej puli genowej.

- Taką wymianę kobiet potwierdzają badania izotopów strontu i tlenu w kościach i zębach. To pierwiastki występujące w wodzie i w podłożu, dziś bardzo dokładnie wiadomo, w jakich ilościach i w jakim miejscu świata. Porównując ich zawartość w kościach, można powiedzieć, na jakim terenie ktoś wyrastał, mimo że jest pochowany gdzie indziej. Ale to drogie badania, które obecnie są prowadzone w Europie Zachodniej - mówi dr Furmanek.

Fortyfikacja z rowów

Przez kilkaset lat ludzie z lasu i z osady żyli zgodnie. Jednak nagle wydarzyło się coś, co zaburzyło dobrosąsiedzkie stosunki. I to nie tylko w okolicach dzisiejszej Dzielnicy, ale w całej ówczesnej Europie. W efekcie rolnicy zaczęli fortyfikować swoje osady, co potwierdzają także odkrycia na Morawach, w Niemczech, Holandii i w Belgii.

- Trudno spekulować, dlaczego tak się stało. W Niemczech i na Morawach archeolodzy znaleźli zbiorowe groby ludzi z dziurami w czaszkach, najwyraźniej zadanymi siekierami - mówi dr Furmanek.

Obrona rolników polegała na zbudowaniu systemu umocnień. Ale nie przypominał on znanej nam fosy otaczającej warowne budowle. Około 5 tys. lat przed Chrystusem wymyślili oni system rowów, przez które przejście można porównać do wędrówki po labiryncie. Bliżej osady zbudowali nieckowaty rów. Kilka metrów przed nim kolejny, łukowaty, który wcale nie jest równoległy do tego pierwszego. Można przejść między nimi suchą stopą, bo nie mają postaci okręgów, ale tylko pod warunkiem, że wie się, w którym miejscu jest to możliwe.

- To najstarsza ufortyfikowana osada na ziemiach polskich. Będziemy ją badać magnetometrem, co pozwoli nam poznać przebieg umocnień. Trudno jednoznacznie wyrokować, jaka była jej rola, bo stanowisko archeologów nie jest jak zawsze jednoznaczne. Niektórzy uważają, że takie fortyfikacje miały znaczenie symboliczne, gdyż oddzielały przestrzeń zamieszkałą od obcej, niezamieszkałej. Oczywiście kryło się za tym magiczne myślenie - kończy archeolog.

Badania finansuje wojewódzki konserwator zabytków w Opolu.