Wchodzą do mieszkań przez molo na dachu

Aby dojść do swoich mieszkań, lokatorzy bloku przy Wałbrzyskiej wjeżdżają na dach i idą drewnianą kładką. Te podniebne spacery zafundowała im spółdzielnia Służew nad Dolinką, która prowadzi największą w Warszawie operację wymiany wind

Blok w stolicy: Przez dach do mieszkania...

Dziesięciopiętrowy budynek przy Wałbrzyskiej 19 jest jednym z najstarszych na osiedlu. Zbudowano go na początku lat 70. go na francuskiej licencji. Jego mieszkańcy jako jedni z pierwszych w Polsce mieli plastikowe okna i wykładziny uważane wtedy za luksus.

Wyjątkowość konstrukcji dała o sobie znać podczas wymiany wind. Trzy klatki schodowe nie mają połączeń, a każdą obsługuje tylko jedna winda. Żeby lokatorzy ze środkowej, gdzie trwa właśnie montaż nowego dźwigu, nie musieli chodzić piechotą, spółdzielnia zainstalowała na dachu drewnianą kładkę. Ludzie wjeżdżają tam windami w innych klatkach i wędrują molem do swojej.

Z dachu roztacza się wspaniały widok na Służew. - Panorama piękna, ale nie na taką pogodę - rzuciła wczoraj para mieszkańców i pospiesznie przemknęła kładką, uciekając przed silnymi podmuchami wiatru.

Pani Magdalena molem chodzi codziennie - wynajmuje mieszkanie właśnie w środkowej klatce. - Z dachu muszę jeszcze zejść kilka pięter w dół, często z ciężkimi zakupami, laptopetm i na szpilkach, bo pracuję w biurze. To niezłe wyzwanie - mówi. - Za to codziennie mogę podziwiać niesamowite widoki.

Pan Paweł nie mieszka wprawdzie w środkowej klatce, ale ma tam znajomych, których czasem odwiedza. - Deski na kładace były do niedawna dziurawe. Chybotały się, strach było po nich chodzić. Dopiero parę dni temu przykryto je drewnianymi solidnymi płytami - opowiada. - Na szczęście molo jest ogrodzone balustradą, bo przy silniejszym wietrze słabsze kobiety i starszych ludzi mogłoby zwyczajnie zwiać.

Wiatr rzeczywiście niemal urywał wczoraj na dachu głowę i trzeba się było mocno zapierać nogami.

- Nie mieliśmy innego wyjścia, trzeba było zbudować to molo - mówi wiceprezes spółdzielni Grzegorz Jakubiec. - Musimy wymienić 30-letnie windy. Nowe będą większe, bo likwidujemy przestrzeń do przewożenia mebli, z której mało kto korzystał.

W jednej z klatek już jeździ nowa winda, druga zostanie zainstalowana do końca sierpnia, trzecia - na początku przyszłego roku. - Na żądanie spółdzielni montujemy je w półtora miesiąca zamiast ośmiu tygodni - mówi Włodzimierz Cerlica z firmy Kone. Ta firma wygrała przetarg na kompleksową wymianę ponad 90 starych wind w blokach osiedla Służew nad Dolinką. Koszt wymiany jednego dźwigu to ok. 150 tys. zł, cała operacja będzie kosztować spółdzielnię ok. 14 mln zł. Służew nad Dolinką zdobył pieniądze, sprzedając rok temu centrum handlowe Land za blisko 100 mln zł. - W kilku naszych blokach Urząd Dozoru Technicznego pozwalał na użytkowanie wind warunkowo, tylko na rok. Był najwyższy czas na wymianę - dodaje Jakubiec.

- Windy w PRL-owskich blokach powstały na szwedzkiej licencji. Nie mają drzwi kabinowych, tylko drzwi na klatkę, które trzeba ręcznie otwierać. Dziś nie można już takich montować - mówi Waldemar Buczkowski z UDZ, który co roku przeprowadza kontrole wszystkich 16 tys. wind w warszawskich blokach.

- Chodzi o bezpieczeństwo: w starych windach można np. wypchnąć szybkę w drzwiach. Od początku roku mieliśmy w Warszawie już trzy takie wypadki - dodaje Ewa Dorobińska, rzeczniczka urzędu.

Fama o atrakcyjnym punkcie widokowym na dachu Wałbrzyskiej rozeszła się już po okolicy. - Nasze molo staje się lokalną imprezowanią. Coraz częściej można spotakć na dachu menelków pijących piwo - skarża się mieszkańcy.

Interwencje "Gazety Stołecznej" . Problemów naszych czytelników nie zostawiamy bez odpowiedzi. Polecamy: Albo wychodzisz, albo nie pijesz kawy