Pielgrzymki korkują nam ulice. Zróbcie coś

- alarmują nas mieszkańcy miasta. - Nawet gdyby wytyczyć najmniej uciążliwe dla częstochowian trasy pielgrzymek, zawsze trafi się ktoś, kto ma pecha i stanie w korku - twierdzą zgodnie: urząd miasta, centrum zarządzania kryzysowego, policja.

- Pół godziny staliśmy na ul. Korczaka, bo Sobieskiego szła pielgrzymka. Nawet miejski autobus nie zdołał się przebić. Gorąco w nim było strasznie, ludzie się wściekali... Prosili kierowcę, by ich wypuścił z rozgrzanego pudła, że się spieszą, a on tłumaczył, że otworzyć drzwi wolno mu tylko na przystanku - opowiadała "Gazecie" zirytowana pani. Inna Czytelniczka widziała dwukilometrowy korek za jedną małą grupą, która podążała do miasta od strony Dźbowa.

- Dlaczego pątnicy muszą chodzić akurat wąskimi drogami? - denerwował się kierowca.Zobacz: Najlepsze pielgrzymkowe zdjęcia "Gazety"

Dlatego że trasy (patrz: Tędy idą pielgrzymi) dla pielgrzymów omijają najruchliwsze ulice. Przykładowo: 1 i 10 odciążają ul. Warszawską, 4 - Krakowską, 5, 6 i 7 - prowadzące do Blachowni ulice Przejazdową i Główną, zaś 8 i 9 schodzą z ul św. Rocha przed jej najbardziej zatłoczonym odcinkiem. Tylko pielgrzymki idące od wschodu nie mają alternatywy, musi ich pomieścić ul. Mirowska. W sumie do miasta wejdzie nimi w sierpniu prawie 121 tys. ludzi w ponad 50 pielgrzymkach.

Zdaniem policji, Miejsko-Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego i magistratu, czyli instytucji odpowiedzialnych za miasto podczas pątniczego szczytu, aktualnie obowiązujące trasy zdają egzamin. Sprawdza się je zresztą co roku. - I np. rok temu zostały zmienione: pątnicy nie chodzą już ul. Dąbrowskiego - mówi Stanisław Słyż, naczelnik centrum.

- Tzw. kolumna piesza ma takie same prawa do korzystania z jezdni, jak każdy znajdujący się na niej pojazd - tłumaczy nadkom. Marek Struski z częstochowskiej policji drogowej. Ale ma też pewne obowiązki.

Po pierwsze - długość jednej kolumny nie może przekraczać 50 m, a między kolumnami muszą zostać zachowane stumetrowe odległości. - W te przestrzenie mogą wjeżdżać samochody wyprzedzające kolumny, dzięki czemu za pielgrzymką nie powinien tworzyć się korek - wyjaśnia nadkomisarz.

Po drugie - oznaczenia: odblaski, a kiedy robi się ciemno - latarki.

Po trzecie - kierującego: osobę pełnoletnią, wyposażoną przynajmniej w tzw. lizak, znającą zasady ruchu drogowego (choćby ogólnie, o tyle, o ile zna je np. rowerzysta).

Widuje się rozgarniętych porządkowych. Idąc z boku kolumny, widzą dobrze, czy z naprzeciwka nadjeżdża jakieś auto. Jeśli nie, potrafią zamachać do kierowcy wlokącego się za kolumną: możesz wyprzedzać. Ale zdarza się też kierujący ciapa. Na takiego właśnie trafiła druga ze wspomnianych wyżej Czytelniczek: jej zdaniem korek był, bo kierujący nie potrafił zorganizować swojej grupy i w odpowiednich momentach przepuszczać samochodów.

Problem w tym, że policja nie prowadzi ani nie wymaga żadnych szkoleń przygotowujących do roli porządkowego. - Czy takie szkolenia naprawdę są potrzebne? - pyta Struski. - Przecież chodzi głównie o to, by te osoby kierowały się zdrowym rozsądkiem - jak każdy użytkownik drogi. Zresztą o dobrych porządkowych powinna zadbać organizująca pielgrzymkę parafia. To ona odpowiada za bezpieczeństwo grupy.

A może to policja winna przejmować pielgrzymów, gdy przekroczą granice miasta?

- Nie mamy tylu ludzi. W szczycie do poprowadzenia wszystkich grup, na które dzielą się pielgrzymki, musielibyśmy mieć kilka tysięcy funkcjonariuszy.

Co w takim razie może zrobić kierowca, który miał pecha i utknął w korku za pielgrzymką? Wezwać policję, by na zatkanej ulicy pokierowała ruchem?

- Po co? Przecież policjant nie rozpędzi pielgrzymki i nie rozładuje w ten sposób korka - odpowiada Słyż, naczelnik centrum zarządzania kryzysowego. - To prawda, nie wszyscy kierujący są sprawni, ale z roku na rok jest z tym coraz lepiej. A w najbardziej newralgicznych punktach miasta i tak stoi policja. Informacje z Częstochowy : Śmietnik potrzebny, huśtawki przesuniemy