Gospodarka dostaje zadyszki

Najnowsze dane GUS potwierdzają obawy, że nasz wzrost gospodarczy siada. Eksport zaczyna odczuwać skutki szybko umacniającego się złotego i słabnącego popytu w Europie

Jest już pewne, że w II kwartale wzrost gospodarczy nie dorównał wyśmienitym wynikom z początku roku. Analitycy obniżają swoje szacunki po poinformowaniu przez GUS w piątek, że produkcja przemysłowa w czerwcu zwiększyła się jedynie o 7,2 proc. A spodziewano się wzrostu o 10 proc. Na szczęście budownictwo wciąż solidnie się rozwija - w czerwcu produkcja firm tego sektora zwiększyła się o 20,9 proc.

Słabsze dane z przemysłu to już kolejny niepokojący sygnał dobiegający z naszej gospodarki. Wskaźnik koniunktury PMI (opracowywany w wielu krajach na podstawie ankiet wśród menedżerów oceniających w skali od 1 do 100 pkt) już od maja znajduje się poniżej 50 pkt. To oznacza, że warunki działania firm pogarszają się.

Do tego zatrudnienie w ciągu dwóch ostatnich miesięcy nie zwiększyło się. To znak, że choć prace sezonowe w pełni, przedsiębiorcy nie są już tak skłonni zatrudniać nowych pracowników.

W sumie w porównaniu z czerwcem ubiegłego roku produkcja wzrosła w 19 spośród 29 działów przemysłu, najsilniej w sektorze maszyn i urządzeń oraz samochodów. To gałęzie, w których znaczna część produkcji trafia na eksport.

To jednak nie daje pewności, że silny złoty i pogarszająca się kondycja gospodarcza państw, z którymi handlujemy, nie zaczyna szkodzić eksportowi.

Analityków Banku Millennium zaskakuje, że wśród działów o najbardziej dynamicznym wzroście produkcji nie ma sprzętu i urządzeń radiowych, telewizyjnych i telekomunikacyjnych. A właśnie tego sprzętu eksportujemy bardzo dużo. Spada produkcja w innej branży eksportowej - meblarstwie. Producenci sof, kanap, krzeseł nie mogą równoważyć niższych wpływów z eksportu tańszym importem surowców, bo korzystają przede wszystkim ze źródeł krajowych.

Według najnowszych danych GUS i NBP w maju nasza sprzedaż zagraniczna zwolniła. Zdaniem analityków Banku Millennium w najbliższych miesiącach przyhamuje jeszcze bardziej. Firmy nie są bowiem w stanie przystosować się do tak szybkiego umocnienia złotego (tylko w ciągu ostatniego miesiąca cena euro spadła o 17 groszy, czyli o 5 proc.).

Niespodziewanie kiepskie dane o produkcji przemysłowej sprawiły, że Bank BPH obniżył swoje szacunki wzrostu PKB w II kwartale z 5,7 proc. do 5,4-5,5 proc. Citibank Handlowy sądzi, że w drugiej połowie roku będzie to już tylko 4,5 proc.

Dla gospodarki najgorszym scenariuszem byłoby utrzymanie się wysokiej inflacji, gdy wzrost gospodarczy siądzie. Niestety, nie brakuje bodźców popychających ceny w górę. Pracownicy wciąż domagają się podwyżek i je otrzymują. Wzrost płac w czerwcu utrzymywał się na bliskim rekordowemu poziomie 12 proc.

- Po czasie doskonałej koniunktury pozostały wysokie żądania płacowe. Pracownicy jeszcze nie zauważyli, że sytuacja firm się pogarsza - tłumaczy Maja Goettig, ekonomistka Banku BPH. To stawia firmy w coraz trudniejszej sytuacji - maleją zamówienia, a koszty związane z żądaniami płacowymi i drogą energią rosną.

Dylemat ma Rada Polityki Pieniężnej. Musi znaleźć sposób, jak walczyć z inflacją, by nie zaszkodzić wzrostowi gospodarczemu. Rada musi brać pod uwagę, że od przyszłego roku ceny energii dla gospodarstw domowych zostaną uwolnione. A to kolejny czynnik mogący spowodować wzrost cen.

Z komentarza jednego z członków Rady Andrzeja Sławińskiego udzielonego TVN CNBC wynika, że RPP nie będzie skłonna spieszyć się z podwyżkami, dopóki złoty pozostanie rekordowo mocny. Silna waluta jest bowiem pomocnikiem Rady w ograniczaniu inflacji.

Analitycy rynkowi spodziewają się, że na kolejne podwyżki stóp poczekamy do jesieni - września lub października. Dziś podstawowa stopa NBP wynosi 6 proc.

To, jak będzie wyglądać polityka pieniężna w kolejnych miesiącach, zależeć będzie od tego, jak gwałtownie będzie hamował wzrost PKB i czy złoty pozostanie rekordowo silny. Część ekonomistów zaczyna mówić o obniżkach stóp w 2009 r.