Cudowne ozdrowienie policjanta z Katowic

Cierpiący na dyskopatię i zespół nerwic aspirant Zbigniew Wasilewski został uznany przez komisję lekarską za niezdolnego do pracy w policji. Kiedy po miesiącu poprosił o uznanie, iż schorzeń nabawił się podczas służby, lekarze stwierdzili, że jednak jest zdrowy. - To przekracza możliwości nauki i zakrawa na cud - kpią policyjni związkowcy.

Zszokowany orzeczeniem komisji 36-letni Wasilewski kilka dni temu poprosił o przejście na emeryturę (przysługuje po 15 latach pracy w mundurze). Z policji odejdzie 31 lipca, zapowiada jednak, że złoży pozew w sądzie pracy i ubezpieczeń społecznych. - Będę walczył o uznanie mojego inwalidztwa, bo decyzja komisji lekarskiej przeczy zdrowemu rozsądkowi - mówi aspirant.

Wasilewski w policji pracuje od 17 lat. Karierę zaczynał w oddziałach prewencji, potem pracował w komendzie miejskiej, a następnie jako oficer dyżurny komisariatu I w Katowicach. Dzięki jego informacjom policja znalazła krykę, czyli laskę skradzioną przez złomiarzy z pomnika generała Jerzego Ziętka. To on zapobiegł samobójstwu mężczyzny, który chciał skoczyć z wieżowca w centrum miasta. - To była ciekawa robota, ale odchodzę, bo straciłem przez nią kawał zdrowia - mówi policjant.

Od trzech lat Wasilewski leczy się w poradni zdrowia psychicznego, bo rozpoznano u niego zespół nerwic. Stwierdzono też dyskopatię i rwę kulszową. 12-godzinna służba (tyle pracują oficerowie dyżurni) była dla niego katorgą. Żeby wysiedzieć w fotelu, garściami łykał tabletki przeciwbólowe. - Ostatnie 12 miesięcy spędził na zwolnieniu lekarskim - mówi podinspektor Adam Momot, szef katowickiej policji.

W związku z przedłużającą się chorobą Wasilewskim zajęła się Wojewódzka Komisja Lekarska MSWiA. Pod koniec maja przebadali: go laryngolog, okulista, chirurg, lekarz wewnętrzny, zrobiono mu też rentgen i badania ekg. Komisja potwierdziła, że ma dyskopatię, zespół bólu korzeniowego, skręcenie stawów kolanowych, lekką utratę słuchu oraz wzroku i uznała go za niezdolnego do pracy w policji. Aspirantowi przyznano III grupę inwalidzką. Miesiąc później Wasilewski zwrócił się o stwierdzenie, że jego inwalidztwo ma związek ze służbą w policji. Takie orzeczenie miałoby wpływ na wysokość jego emerytury.

Na początku lipca aspirant stanął więc przed Okręgową Komisją Lekarską MSWiA. Policjant zrobił dwa przysiady, skłon w przód i bok, przeszedł przez pokój na palcach i piętach, z zamkniętymi oczami dotknął kciukiem nosa oraz opowiedział o swojej służbie. - Wszystko po to, żeby usłyszeć, iż jestem okazem zdrowia i nadaję się do pracy w policji - mówi Wasilewski.

- Mamy prawo weryfikować orzeczenia komisji wojewódzkiej i uznaliśmy, że u tak młodego człowieka wątpliwe jest inwalidztwo z powodu choroby kręgosłupa. Nie było też podstaw do orzekania niezdolności do służby - tłumaczy dr Ilona Łach, przewodnicząca okręgowej komisji lekarskiej MSWiA w Katowicach.

Policyjni związkowcy są zdumieni sprzecznymi ze sobą opiniami na temat aspiranta Wasilewskiego. - Naszym zdaniem to stan zdrowia, a nie wiek pacjenta powinien mieć wpływ na ocenę jego przydatności do pracy w mundurze. Obawiam się jednak, że dla członków komisji lekarskich służba w policji jest czystą abstrakcją - mówi Roman Wierzbicki, przewodniczący NSZZ Policjantów w Katowicach. Polecamy: Policjant nie choruje, bo nie dostanie nagrody