Starostwo zapłaci za molestowanie seksualne

30 tys. zł odszkodowania nie powstrzyma innych samców w urzędniczych mundurkach przed molestowaniem kobiet - ocenia mecenas Andrzej Rogoyski z Centrum Praw Kobiet wczorajszy wyrok częstochowskiego sądu pracy

Była tłumaczka starostwa częstochowskiego od swego dawnego pracodawcy domagała się pół miliona odszkodowania za krzywdy, których doznała: mobbing i molestowanie seksualne. W lutym 2003 roku z oficjalną delegacją powiatu - dowodzoną przez ówczesnego starostę Ireneusza Skubisa i jego zastępcę Stanisława K. - pojechała do zaprzyjaźnionego niemieckiego powiatu bodeńskiego. W drodze powrotnej - jak zeznawała potem przed sądem - pijany wicestarosta zaczął się do niej dobierać: całował ją w szyję, wkładał rękę pod bluzkę i łapał za krocze.

O tamtych wydarzeniach opowiedziała publicznie dopiero, gdy starosta nie przedłużył z nią czasowej umowy o pracę. O molestowanie oskarżała starostę i jego zastępcę. Prokuratura akt oskarżenia skierowała tylko przeciw Stanisławowi K. W 2006 roku zapadł wyrok. Sąd uznał byłego wicestarostę za winnego i skazał go na półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Po uprawomocnieniu się wyroku Ewelina R. wystąpiła do sądu pracy także o odszkodowanie od starostwa.

- Mobbingu - czyli uporczywego nękania pracownika - nie było - oceniła jednak orzekająca w procesie sędzia Krystyna Mieszkowska. Jak tłumaczyła wczoraj podczas ogłoszenia wyroku, przed tamtą podróżą do Niemiec Ewelina K. była z pracy zadowolona, czuła się w niej doceniana. - Nie ma natomiast wątpliwości, że doszło do naruszenia intymności i seksualności kobiety - orzekła sędzia. - Niewątpliwie ma ona prawo domagać się odszkodowania, lecz kwota 500 tys. zł jest zbyt wygórowana.

Sędzia za adekwatne doznanej krzywdzie uznała odszkodowanie w wysokości 30 tys. zł. - To równowartość dwuipółrocznego wynagrodzenia Eweliny R. jako tłumaczki starostwa - uzasadniła.

- To kpina - oceniła wyrok Ewelina R. - Dlaczego podstawą obliczenia odszkodowania ma być 30 miesięcy? - pytała retorycznie. - Przecież to było prawie sześć lat temu. I dlaczego pod uwagę wzięto pensję tłumaczki? Miałam obiecane stanowisko rzeczniczki prasowej, trzy razy lepiej płatną.

Kobieta zapowiada apelację. Podobnie - reprezentujący ją mecenas Andrzej Rogoyski, współpracujący z Centrum Praw Kobiet. Bo - jak twierdzi - jedyny plus wczorajszego wyroku, to że jego klientce przyznano odszkodowanie.

- Ale czym jest 30 tys. zł wobec gigantycznego budżetu starostwa? - komentował wysokość przyznanej kwoty. - I czym jest wobec godzin, które pani Ewelina spędziła w gronie rozochoconych samców w urzędniczych mundurach? Taka wysokość odszkodowania nie będzie miała wymiaru restrykcyjnego i prewencyjnego - twierdził. - Nie powstrzyma innych przed molestowaniem kobiet. A że takich miejsc jak starostwo częstochowskie i przypadków takiego traktowania kobiet jest znacznie więcej, wiemy doskonale na przykładzie Olsztyna.

Barbara Kosińska-Bus, reprezentująca w sądzie starostwo, takiego właśnie odszkodowania się spodziewała. Uważa, że jest odpowiednie do tego, co spotkało Ewelinę K. - To było niedopuszczalne, ale do oceny przede wszystkim w aspekcie moralnym i etycznym - uznała. - Nikt nie może pić takich ilości alkoholu. Nie usprawiedliwia to w niczym byłego wicestarosty, ale trzeba pamiętać, że to był jednorazowy incydent.

Kosińska-Bus będzie przekonywała obecny zarząd powiatu, by nie odwoływał się od wyroku. Z jej informacji wynika natomiast, że władze powiatu zastanawiają się, czy zasądzonej kwoty nie dochodzić na drodze prawnej od winnych całej sytuacji - Ireneusza Skubisa i jego zastępcy Stanisława K.

Magdalena Środa, filozof i etyk, była pełnomocniczka rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn, komentuje: - Sądzę, że kary za molestowanie powinny być znacznie większe niż ta zasądzona w Częstochowie (i wiele innych podobnie niskich w całej Polsce). Ważne jest bowiem ich znaczenie prewencyjne, a bardzo trudno o prewencję tam, gdzie istnieją głęboko zakorzenione obyczaje. Kobiety zawsze były traktowane jako obiekty seksualne, stanowiące własność mężczyzn, stąd ogromna łatwość w traktowaniu ich jako przedmiotów do "poklepywania" i "macania", niewybrednego komentowania ich wyglądu. Mężczyznom wydaje się, że mając władzę (a w Polsce to mężczyźni mają władzę, to oni są prawodawcami, dyrektorami, prezydentami, wójtami etc.) mogą wykorzystywać kobiety, bo zachowanie takie jest uświęcone tradycją. Znaczna część mężczyzn myśli jeszcze, że kobiety są zachwycone, gdy je jakiś podstarzały, obleśny mężczyzna zaczepia i czyni im "awanse". Panowie są tutaj ogromnie w sobie zadufani.

Tyle że od czasu, gdy kobiety mają prawa i przestały być własnością mężczyzn, "awanse" takie są karalne. Molestowanie seksualne rozumiane jako wykorzystywanie seksualne związane z relacją władzy jest - od niedawna - poważnym przestępstwem. Toteż - dla popularyzacji wiedzy o tym - warto, by kary były dotkliwe. Ogromna liczba kobiet cierpi z powodu podobnych problemów i ogromna ich liczba wie, że ich kariera, a nawet miejsce w pracy, są uzależnione od "przychylności" seksualnej wobec szefa. Rzadko kiedy kobiety mają odwagę o tym mówić i z tym walczyć, bo po prostu boją się o swoją przyszłość. Tym bardziej trzeba podobne sprawy nagłaśniać, sprawców dotkliwie (finansowo) karać, a kobietom będącym ofiarami - rekompensować przestępstwo na nich popełnione.