Dymisja zastępcy prokuratora generalnego

Andrzej Kaucz, zastępca prokuratora generalnego, złożył we wtorek wieczorem dymisję na ręce minister sprawiedliwości Barbary Piwnik po tym jak znaleziono podpisany przez niego akt oskarżenia i wyrok w procesie Barbary Labudy w 1983 r. Oznacza to, że okłamał premiera mówiąc mu, iż nie był oskarżycielem w tej sprawie.

Dymisja zastępcy prokuratora generalnego

Andrzej Kaucz, zastępca prokuratora generalnego, złożył we wtorek wieczorem dymisję na ręce minister sprawiedliwości Barbary Piwnik po tym jak znaleziono podpisany przez niego akt oskarżenia i wyrok w procesie Barbary Labudy w 1983 r. Oznacza to, że okłamał premiera mówiąc mu, iż nie był oskarżycielem w tej sprawie.

We wtorek zdobyliśmy dokument wykazujący czarno na białym, że prokurator Andrzej Kaucz był oskarżycielem Barbary Labudy w procesie w 1983 r. To kopia wyroku w jej sprawie. Znaleziono też podpisany przez niego akt oskarżenia. Te dokumenty dowodzą, że zastępca prokuratora generalnego okłamał premiera. Gdy we wtorek po południu powiadomiliśmy o tym rzecznika rządu Michała Tobera powiedział on "Gazecie": - To jest istotna jakościowo różnica w stosunku do tego, co prokurator Kaucz wcześniej mówił premierowi.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że w tej sytuacji premier wymógł na Kauczu natychmiastowe podanie się do dymisji. Kaucz ogłosił o swej rezygnacji wieczorem w "Monitorze Wiadomości" TVP.

- To nie jest kwestia, że mam poczucie winy, że kogoś wprowadziłem w błąd - wyjaśniał. Zapewniał, że nie pamiętał okoliczności swojego udziału w procesie Barbary Labudy i dlatego informował premiera, że uczestniczył tylko w rozprawie sądowej.

Dokumenty podpisane "Kaucz"

Akt procesowych Barbary Labudy nie ma w archiwach wrocławskiego sądu. Ale - wbrew temu, co publicznie twierdzi pani minister Barbara Piwnik - nie zginęły one bynajmniej w 1997 r. w czasie powodzi. Nie było ich tam już kilka lat wcześniej! Nie było też adnotacji, kto je wyniósł z sądu.

Skąd to wiadomo? Od szefa IPN prof. Leona Kieresa. Stwierdził on, że dowiedział się tego od osoby wiarygodnej, która w 1995 r. poszukiwała tych akt, by pisać pracę naukową.

Prof. Kieres odnalazł jednak wyrok w procesie Labudy w innych aktach. Pojawia się w nim nazwisko tylko jednego prokuratora - Andrzeja Kaucza. Szef IPN odnalazł wyrok w aktach kobiety, która zeznawała jako świadek w sprawie Labudy, ale już po zapadnięciu wyroku, podczas rozprawy rewizyjnej (Labuda dostała półtora roku więzienia, prokurator Barbara Radzicka-Górecka odwołała się i zażądała czterech lat). Tę kobietę przesłuchiwał także Kaucz, namawiając ją do złożenia zeznań obciążających Labudę. Zeznania miały skłonić sąd do wydania wyższego wyroku.

Z kolei - jak wczoraj wieczorem podał PAP - we wrocławskim Ossolineum odnaleziono fotokopię aktu oskarżenia przeciwko Labudzie podpisanego przez Kaucza. W archiwum znajduje się również zdjęcie notatki ze spisanymi na gorąco wypowiedziami Kaucza w trakcie procesu z 1983 roku. ">Solidarność< była autentycznym ruchem robotniczym, którego tragedią było opanowanie przez inteligencję, czego przykładem jest oskarżona, ją obciążają śmiertelne ofiary w Lubinie..." - to znaleziony w notatkach cytat z wypowiedzi Kaucza.

Czy Labuda chce zobaczyć synka?

Labuda pamięta, jak wyglądały przesłuchania prowadzone przez Kaucza.

- Ponieważ odmawiałam składania zeznań - opowiada - bez przerwy byłam poniżana. Kaucz np. mówił do drugiego prokuratora obecnego podczas przesłuchania: "Patrz, niby wykształcona, a jaki tuman, ani jednego zdania nie umie powiedzieć". Pytał też, czy chcę jeszcze zobaczyć swojego synka. Mateusz miał wtedy 12 lat.

Przypomnijmy, że w zeszły piątek rano, premier Miller mówił, że rozmawiał z Kauczem i usłyszał od niego, że "nie oskarżał Labudy". Miller pytany, co będzie, jeśli się okaże, że jednak Kaucz Labudę oskarżał, odparł: "Wtedy już nie będzie chodziło o to, czy pan Kaucz jest profesjonalistą, czy nie, ale czy mówi prawdę".

We wtorek po południu w Radiu Zet premier Miller podtrzymywał to, że Kaucz nie był oskarżycielem w całym procesie Labudy. - Dopóki minister Piwnik nie poinformuje mnie, że zmieniła zdanie i że zaistniały okoliczności, by złożyć wniosek o odwołanie Kaucza, sprawę uważam za zamkniętą - dodał. Powołał się przy tym na autorytet prof. Kieresa. Zdaniem premiera Kieres uważa, że z tych dokumentów można wywnioskować jedynie, że Kaucz był obecny na procesie Labudy podczas wygłaszania wyroku. W jakim charakterze mógł występować Kaucz, jeśli nie oskarżyciela - tego premier nie wyjaśnił.

Tymczasem "Gazeta" dysponuje też oświadczeniem prof. dr. hab. Józefa Heinsteina z Uniwersytetu Wrocławskiego: "Oświadczam, że podczas jednej z rozpraw sądu we Wrocławiu, na której byłem obecny i w czasie której sądzono moją ówczesną doktorantkę Barbarę Labudową za działalność w podziemnej >Solidarności<, miejsce oskarżyciela zajmował pan prokurator Andrzej Kaucz, co stwierdzam własnoręcznym podpisem".

Jak tłumaczy się rząd

We wtorek w "Sygnałach Dnia" minister Piwnik usiłowała tłumaczyć, że nieprawdą jest, że Kaucz prowadził sprawę Labudy, bo był zaledwie jednym z oskarżycieli w tej sprawie.

Jednak Miller twierdził przecież, że Kaucz mu powiedział, że "nie oskarżał pani Labudy". Kaucz zatem zaprzeczał, by w ogóle był oskarżycielem Labudy.

Sam Kaucz nie chciał z nami rozmawiać. Powiedział tylko, że za kilka dni nie będzie już obiektem zainteresowania mediów.

"Gazeta": Czy zostanie Pan zwolniony?

Kaucz: To wy powiedzieliście.