Będzie pierwszy proces przeciwko Renomie

Dziewczyna poszkodowana przez kontrolerów biletów wytacza Renomie proces o zadośćuczynienie. Żąda 30 tys. zł. To pierwszy taki proces przeciwko firmie sprawdzającej bilety

Skandaliczne zachowanie kontrolerów Renomy

Dwa tygodnie temu opisaliśmy , jak trzech kontrolerów Renomy w tramwaju, a potem na przystanku lży i maltretuje pasażerkę bez biletu. Była to osoba niepełnosprawna i jak się teraz okazuje, uprawniona do jazdy bez biletu. Władze Gdańska do dzisiaj nie upomniały Renomy za zachowanie kontrolerów. Przyjęły wyjaśnienia firmy, że zdarzenie miało inny przebieg niż opisał to reporter "Gazety" i poszkodowana dziewczyna.

"Gazeta": Dlaczego podjął się pan bezpłatnego prowadzenia sprawy tej pani?

Mecenas Grzegorz Ksepko, prawnik z Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów Głuchowski Jedliński Rodziewicz Zwara i Partnerzy: Poznałem sprawę z mediów, wydała mi się skandaliczna. Zawsze nie lubiłem, gdy ktoś nadużywa władzy. Ta pani zasługuje na pomoc i współczucie. Wcale mnie nie dziwi, że taka sytuacja w końcu została nagłośniona. To jest też ciekawy problem prawniczy. Z tego co wiem, to będzie pierwszy taki proces przeciwko firmie sprawdzającej bilety.

Co im pan zarzuca?

- Po pierwsze zniewagi słowne. Nikt nie ma prawa pozwalać sobie na takie zachowanie. Po drugie naruszenie nietykalności osobistej. Popchnięcie kogoś, przewrócenie, przytrzymywanie, to są zachowania, które są bezprawne. Kontrolerzy nie mają uprawnień pozwalających im posługiwać się siłą w stosunku do osób, którym sprawdzają bilety. Jedyne, do czego są uprawnieni, to wylegitymowanie. W sytuacji jakiegokolwiek oporu są zobowiązani wezwać policję i nie podejmować żadnych czynności do jej przyjazdu.

Ci konkretni kontrolerzy twierdzą, że to oni zostali zaatakowani przez pana klientkę i że się tylko bronili.

- To jest dość charakterystyczne tłumaczenie. Zwykła zmowa, czyli uzgodnienie zeznań. To dlatego nigdy nikomu nie udaje się wygrać z Renomą. Ich jest zawsze trzech, a skarżący jeden. Żaden prokurator nie zaryzykuje postawienia zarzutów w takiej sytuacji dowodowej. Tutaj szczęśliwie jest więcej świadków, do tego z wielu względów tłumaczenia kontrolerów są mało wiarygodne.

Dlaczego?

- Ta pani jest po bardzo ciężkim wypadku drogowym. Miała niezwykle rozległe obrażenia głowy, oczu, połamane większość kości, skomplikowane złamania miednicy. Ma orzeczenia komisji lekarskich, które potwierdzają, że jest osobą niepełnosprawną, ciągle wymagającą rehabilitacji. To jest mało przekonujące, gdy trzech rosłych facetów opowiada, że ich napadła, a do tego ciężko pobiła.

Władze Gdańska mówią: "nie byłoby problemu, gdyby ta pani miała bilet".

- To też jest ciekawe. Akurat w wypadku tej pani nie ma mowy o jeździe na gapę. Jest osobą niepełnosprawną, ociemniałą, której przysługuje jazda w komunikacji miejskiej bez opłaty.

Jakie kroki podjął pan w stosunku do Renomy?

- Wystawiłem im już wezwanie do zapłaty z tytułu znieważenia i pobicia. Zostało to przez nich odrzucone. W tej sytuacji występujemy na drogę sądową i żądamy zadośćuczynienia w wysokości 30 tys. zł.

Czy to nie jest za wysoka kwota?

- Przeciwnie, uważam, że jest to umiarkowane roszczenie. Proszę pamiętać, że jest ona osobą bardzo schorowaną, niepełnosprawną, z poważnymi urazami czaszki, na które leczy się od lat. Przewrócenie jej na ziemię mogło zakończyć się tragicznie. Zresztą i tak teraz uskarża się ona na szereg dolegliwości, które powstały w wyniku tego zdarzenia.

Co by pan radził osobom, które w trakcie kontroli biletów czują się nieodpowiednio potraktowane?

- Należy natychmiast poprosić stojące obok osoby o uważne przypatrywanie się sytuacji i postarać się kontakt do nich. To praktycznie jedyna możliwość udowodnienia później swojej racji.

Więcej informacji z Trójmiasta na www.trojmiasto.gazeta.pl