Koszmarna wycieczka gimnazjalistów do Zakopanego

Wycieczka z płockim biurem Fiztur to organizacyjne dno - mówią nauczyciele z gimnazjum w Płońsku. - W autobusie sauna. Przewodnik, obiady, noclegi - niezapłacone. Gdyby nie dobra wola właściciela zakopiańskiego pensjonatu, pięć dni jedlibyśmy kanapki. Na ulicy albo na dworcu.

- To był prawdziwy koszmar. Nikomu nie życzę, żeby znalazł się w mojej sytuacji - opowiada Anna Biernacka, nauczycielka z gimnazjum w Płońsku i opiekunka dzieci na wycieczce. O ich przykrej przygodzie napisał w czwartek "Tygodnik Podhalański".

Na początku tego roku płocki Fiztur wysłał swoją ofertę do szkoły z Płońska. Wydawała się konkurencyjna: ciekawy program, porządne zakwaterowanie w Zakopanem. I atrakcyjna cena: 365 zł od osoby za pięć dni wypoczynku. Dzieciaki z Płońska zdecydowały się na wyjazd. Część należności zapłaciły jeszcze w styczniu, resztę - w maju.

- Problemy zaczęły się przed samym wyjazdem. Najpierw dowiedzieliśmy się, że będziemy mieszkać w zupełnie innym miejscu. Fiztur twierdził, że oferowany nam wcześniej ośrodek jest w remoncie - opowiada nauczycielka. - I potem ta podróż... Jechaliśmy małym, ciasnym, nieklimatyzowanym autobusem. Bez możliwości otworzenia okien. Spędziliśmy 10 godz. w potwornym upale. Część z nas z bagażami na kolanach, bo nie wszystkie torby zmieściły się w luku bagażowym.

Pilota nie było, pojawił się dopiero w Krakowie. Nie było też miejsca parkingowego dla autokarów przed ośrodkiem, w którym mieli mieszkać uczniowie. - Właściciel ośrodka wskazał nam parking strzeżony. Za który trzeba było rzecz jasna zapłacić. Tylko kto miał to zrobić? - relacjonuje nasza rozmówczyni.

Jeszcze gorzej było po kolacji. Podszedł do mnie właściciel ośrodka. I poprosił o uregulowanie rachunków za noclegi. Okazało się, że nie otrzymał wszystkich pieniędzy. Właściwie to nie mieliśmy prawa tam nocować. Gdyby nie dobra wola tego człowieka, zostalibyśmy na ulicy.

Nie mogłem wyrzucić ich na ulicę

Sławomir Kujawiak, bo właśnie o nim mowa, wyjaśnia: - Tydzień wcześniej zgodziłem się na taki sposób płatności: przed przyjazdem zaliczka, po przyjeździe - reszta pieniędzy. Ale byłem przekonany, że rozmawiam z przedstawicielem szkoły! Tylko dlatego zaakceptowałem taki układ, szkoły to pewni płatnicy. Ktoś z biura Fiztur po prostu podszył się pod nauczyciela. Gdybym usłyszał, że rozmawiam z biurem turystycznym, nigdy bym na to nie przystał. Mieliśmy tu z tego typu biurami całą masę negatywnych doświadczeń. Tym razem zresztą było podobnie, grupa przyjechała, a pieniędzy nie było. No ale co robić, nie mogłem wyrzucić ich na ulicę w środku nocy.

- Starałam się nie pokazywać dzieciom, że znaleźliśmy się w podbramkowej sytuacji - kontynuuje Anna Biernacka. - Ale całkiem nie dało się tego ukryć. Właściciel ośrodka poprosił, żebyśmy nie rozpakowywali do końca naszych bagaży. Stwierdził, że jeśli do następnego dnia do południa, pieniądze nie wpłyną na jego konto, będzie zmuszony się z nami pożegnać. Dzieci porządnie się wystraszyły, rodzice podobnie. Stres był ogromny.

To nie był zresztą koniec kłopotów. Gimnazjum z Płońska podpisało umowę z zagwarantowanym śniadaniem, suchym prowiantem na wycieczki i obiadokolacją, ciepłym posiłkiem. W Zakopanem okazało się, że w ośrodku mają zamówione tylko śniadania, suchy prowiant i kolacje. Bez gorącego posiłku przez cały dzień.

- Daliśmy te obiady, trudno, po prostu nie zarobiliśmy na tej grupie - mówi Sławomir Kujawiak.

I jeszcze kwestia przewodnika: on także nie dostał swoich pieniędzy. - I także powiedział, że jeśli do jutra, do godz. 12 zapłaty nie otrzyma, Zakopanego pokazywać nam nie będzie - mówi nauczycielka z Płońska. - I tu znowu z pomocą musiał przyjść pan Sławomir. Podpowiedział, jak zorganizować czas do południa.

Szkoła chce zwrotu pieniędzy

Na szczęście dzieci z Płońska w sumie wróciły do domu zadowolone. Dużo widziały, pooddychały świeżym powietrzem. - Ale dla mnie to była prawdziwa droga przez mękę. Chce ostrzec moich kolegów po fachu, nawet przy wnikliwym sprawdzaniu biura zawsze można natknąć się na kogoś nieuczciwego - mówi Anna Biernacka.

Nauczycielka jeszcze w styczniu sprawdziła, czy biuro ma koncesję urzędu marszałkowskiego. Miało. Na wszelki wypadek wpisała do wyszukiwarki nazwę: Fiztur. Opinii negatywnych nie znalazła. - A biuro oficjalnie nazywa się inaczej, Fiztur Club. I pod tym hasłem w sieci wyświetla się długa lista oszukanych klientów, którzy od lat bezskutecznie walczą o swoje pieniądze - przyznaje nauczycielka.

Po powrocie z Zakopanego rozmawiała z Fizturem, zapowiedziała, że szkoła będzie domagać się zwrotu części należności: - Usłyszałam, że nasze pretensje są nie na miejscu. Że wszystko odbyło się zgodnie z planem.

Koncesja? Sami zrezygnowaliśmy

Fiztur na swej stronie internetowej chwali się kilkunastoletnim doświadczeniem. Na przestrzeni tych lat zaliczył jednak klika wpadek. Jeszcze w 2002 roku "Gazeta" pisała, jak chciał wysłać dzieci w góry autokarem z niesprawnymi hamulcami. W 2005 roku Polska Izba Turystyki ostrzegała na swojej stronie internetowej, że biuro bezprawnie posługuje się ich znakiem (Fiztur zresztą do tej pory nie jest zrzeszony w izbie). A w marcu tego roku wydział turystyki urzędu marszałkowskiego cofnął mu koncesję. - Biuro nie opłaciło ubezpieczenia dla swoich klientów - argumentują w urzędzie.

W samym biurze problemu jednak nie widzą. - Proszę zwrócić uwagę na cenę wycieczki - podkreślają. - 365 zł za pięć dni. Dlatego w naszej ofercie mieliśmy autokar klasy turystycznej, bez klimatyzacji. Nie był za ciasny, w takim autokarze jest 40 miejsc, uczestników wyjazdu było 30.

Zmiana ośrodka? - Ten drugi był dużo lepszy, bliżej centrum, w pokojach łazienki.

Zaległości w płatnościach? - Właściciel ośrodka wyraził zgodę na zaliczkę i przelew następnego dnia po przyjeździe.

Nie wiedział z kim rozmawia? - Niemożliwe. Prowadziliśmy korespondencję mailową. Trudno się pod kogoś podszyć w takiej sytuacji.

Skąd w takim razie żal nauczycieli i uczniów z Płońska? - Nie wiemy. Być może spodziewali się lepszego autokaru. Ale proszę wziąć pod uwagę cenę.

Brak marszałkowskiej koncesji także nie martwi płockiego biura. - My sami z niej zrezygnowaliśmy. Nie organizujemy już wypoczynku, jesteśmy biurem agencyjnym. Można u nas zamówić wyjazd organizowany przez inne biura. No tak, wycieczkę do Zakopanego organizowaliśmy, ale umowę ze szkołą w Płońsku podpisaliśmy jeszcze w styczniu.

Epilog

Biuro nadal jednak organizuje wycieczki dla szkół. "Gazeta" dysponuje np. dokumentem, w którym nie ma mowy o żadnym pośrednictwie, figurują tam tylko dwa podmioty, szkoła i Fiztur. Umowa została podpisana w czerwcu.

Więcej informacji z Płocka i okolic na www.plock.gazeta.pl