Nowa Zelandia: od pięciu dni szukają Polaka

Wojskowy helikopter dołączył do trwających od soboty poszukiwań Polaka, który zaginął w parku krajobrazowym Rimutaka w Nowej Zelandii - poinformowała nowozelandzka agencja prasowa.

Jacek Grzybowski miał ekwipunek na jednodniową wycieczkę, tymczasem nie ma go już od pięciu nocy. Śmigłowiec patrolowy wspomaga siedem zespołów ratowników, które wyruszyły na poszukiwania Polaka.

Policja wie, że Jacek Grzybowski ma pewne doświadczenie alpejskie. Od czasu przyjazdu do Nowej Zelandii większość weekendów spędzał na trekingach.

Policja boi się, że Polak mógł zboczyć ze ścieżki, a teraz nie jest w stanie powiadomić o swoim położeniu. Kamery monitoringu zarejestrowały Polaka, gdy stoi na peronie Stacji Wellington o godz. 6.57 rano w sobotę. Policja przypuszcza, że Jacek Grzybowski wsiadł do pociągu o godz. 7.03, wysiadł w miejscowości Waterloo, a potem złapał autobus do Wainuiomata. Policja rozmawiała już z dwójką ludzi, którzy spotkali się z Polakiem, zanim wszedł na teren parku. Jeden z nich dawał mu wskazówki, gdzie znajduje się wejście.

Policja zawiadomiła polską ambasadę w Wellington, jednak jak zapewniają oficerowie, cały czas wierzą, że Polak się odnajdzie. Jacek Grzybowski ma 180 cm wzrostu, jest średniej budowy ciała, ma ciemnoblond włosy. Przybył do Nowej Zelandii w lutym, żeby trochę popracować.