Gedania: Nie zapłacimy Niemczyk, bo balowała

Mistrzyni Europy Małgorzata Niemczyk domaga się przed sądem zaległych pieniędzy od Energi Gedania Gdańsk. Klub nie ma zamiaru płacić i oskarża siatkarkę o pijaństwo

Siatkarki muszą za sobą skakać w ogień

Bonitty sposób na rywala: zagraj z nim mecz

Niemczyk podpisała kontrakt w Gdańsku 7 listopada 2006 r. To był hit transferowy, ośmiomiesięczny kontrakt gwarantował zawodniczce prawie 480 tys. zł brutto.

- Liczyliśmy, że zatrudnienie tak znanej siatkarki przyniesie klubowi korzyści zarówno pod względem sportowym, jak i marketingowym - mówi prezes Gedanii Zdzisław Stankiewicz. - Niestety, pomyliliśmy się. Niemczyk dużo czasu spędzała w trójmiejskich klubach nocnych - dodaje Stankiewicz.

Mimo to klub płacił zawodniczce do maja 2007 r., w sumie ok. 240 tys. zł.

- Miarka przebrała się 10 maja, kiedy Niemczyk zgłosiła kontuzję - złamany palec. Według jej relacji urazu nabawiła się na treningu, tymczasem mamy świadków, że stało się to podczas imprezy w sopockim klubie SPATiF, gdzie zawodniczka miała zresztą swój stolik - relacjonuje Stankiewicz. - To nie było pierwsze zdarzenie świadczące o jej kompletnym braku profesjonalizmu. Np. do jednego z meczów ligowych przystąpiła na kacu po całonocnej imprezie - wylicza Stankiewicz.

Klub z Gdańska przestał płacić zawodniczce i postanowił renegocjować z nią kontrakt. Siatkarka nie chciała się na to zgodzić.

- Niemczyk wystosowała pismo do naszego sponsora, firmy Energa, w którym domagała się wypłacenia zaległych pieniędzy. Oczywiście wytłumaczyłem, dlaczego tak się dzieje, ale jak się później okazało, wybryki Niemczyk kosztowały nas bardzo dużo - podkreśla Stankiewicz.

Zdaniem prezesa Gedanii firma Energa stanowczo zareagowała na "tworzenie negatywnego wizerunku" wokół klubu i w związku z tym obniżyła wysokość sponsoringu na kolejny sezon o 400 tys. zł.

- Niemczyk naraziła klub na stratę właśnie tej kwoty - podkreśla Stankiewicz. - Biorąc więc pod uwagę, że teoretycznie zalegamy zawodniczce ok. 240 tys. zł, de facto to ona jest nam jeszcze winna 160 tys. zł. Nie wiem, czy będziemy domagać się od niej odszkodowania. Zobaczymy, jaką decyzję podejmie sąd - dodaje prezes Gedanii.

Sprawę w sądzie założyła Niemczyk. Klub z Gdańska twierdzi, że ma świadków, którzy widywali zawodniczkę w nocnych klubach w Sopocie.

Co na to Niemczyk? - Są to nieprawdziwe pomówienia, ale prasa nie jest miejscem do ich rozstrząsania. Zgodnie z kontraktem podpisanym z Gedanią obowiązuje mnie tajemnica ustaleń w nim zawartych i dopóki sąd nie da mi zgody, nie mogę o tych rzeczach rozmawiać. Pan Stankiewicz swoimi słowami obraża moją reputację i autorytet i z pewnością będę zastanawiała się nad obroną mojego dobrego imienia przed sądem. Słowa, jakich użył pan Stankiewicz, są mocne. Na szczęście w Polsce są jeszcze sądy.