Zespół do walki z rasizmem

Rasizm to w polskiej piłce nie mniejszy problem niż korupcja czy brak stadionów, na co zwróciła nam uwagę nawet UEFA. Na szczęście nie brakuje przykładów skutecznej walki z tą chorobą

Kiedy w 2005 roku przechodził z Górnika do Korony, rasiści z Kielc kipieli ze złości: "Czarny u nas?!". Hernani nie dał się złamać, nie ustąpili też włodarze klubu. Dziś Brazylijczyk jest gwiazdą drużyny, a w Polsce czuje się jak w domu.

Z Hernanim rozmawia Tomasz Porębski

Pape Samba Ba nie wytrzymał i pokazał gest Kozakiewicza kibicom GKS Katowice, za co obejrzał czerwoną kartkę. Słusznie?

- Nie powinien ulegać emocjom. Jednak rozmawiałem na temat tej sytuacji z Felipe, który razem z Senegalczykiem gra w Odrze Opole. I powiedział mi, że okrzyki wcale nie zaczęły się od faula w trakcie spotkania. Już od początku meczu z trybun dochodziły rasistowskie hasła, np.: "Wracaj do Afryki!". Na murawę podobno leciały też z kierunku trybun różne przedmioty. Na boisku było wtedy trzech czarnoskórych piłkarzy. Niestety, jeden z nich dał się sprowokować.

Chyba jednak trzeba mieć naprawdę mocny charakter, żeby podchodzić do takiej sytuacji ze spokojem?

- Nie wiem, jak wygląda to w Afryce. Ale w Brazylii od małego byłem przygotowywany na takie problemy. Nie chciałbym mówić, że jestem Brazylijczykiem i dlatego jestem lepszy, ale na pewno mam mocniejszą psychikę. Gdy miałem 15 lat, uczono mnie, jak walczyć z presją kibiców, atakami dziennikarzy, ale też z rasizmem. Taka praca psychologiczna bardzo mi pomogła.

Nie bolało Cię, jak byłeś potraktowany przez niektórych kibiców po przyjściu do Korony?

- Przede wszystkim nigdy żadnych komentarzy nie usłyszałem na ulicy. Ani razu nikt mnie nie zaczepił podczas spaceru czy zakupów. Okrzyki pojawiały się podczas meczów, ale ja ich zwyczajnie nie słyszałem. Gdy jestem na boisku, to skupiam się na grze. O tym, co się działo na trybunach, zazwyczaj dowiadywałem się dopiero z telewizji.

Korona bardzo stanowczo zareagowała na tamte incydenty.

- To, co zrobiła wtedy Korona, było dla mnie największym prezentem. Z działaczami odbyłem kilka rozmów. Zapewniłem ich, że mogą być spokojni - ja na boisku nie wykonam żadnych gestów, nie będę odpowiadał na zaczepki kibiców. Oni mieli zrobić resztę. Świetnie przyjęła mnie też drużyna. Po miesiącu pobytu w drużynie czułem się w Kielcach lepiej niż po półtora roku w Górniku Zabrze.

Temat rasizmu wraca jak bumerang. O problemie głośno mówi UEFA, która zamierza surowo karać kluby za brak walki z tą patologią.

- I bardzo dobrze! Czas z tym kończyć. To nie jest problem tylko Polski, lecz całego świata. Piłkarze grają dla drużyny, są jej przedstawicielami. Należy im się szacunek bez względu na kolor skóry.

Od dłuższego czasu starasz się o polskie obywatelstwo. Kiedy je otrzymasz?

- Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Wszystkie dokumenty są już gotowe i od dawna złożone. Rozmawiałem z Rogerem, tu sprawa poszła dużo szybciej niż u mnie. Korona jest młodym i mniej doświadczonym klubem niż Legia. Może więc dlatego dłużej to trwa? Za kilka tygodni żenię się jednak z Polką i mam nadzieję, że to trochę przyspieszy sprawę.

Mazurka Dąbrowskiego znasz?

- Na razie tylko początek. Ale jeśli miałbym szansę wystąpić w reprezentacji Polski, czego bardzo pragnę, nie będę przed meczem stał jak mruk. Hymn zaśpiewam z całą drużyną. I to w całości, bo nieznanej mi części nauczę się w mig.

Jakie słowa najszybciej zapadły ci w pamięć na początku pobytu w Polsce?

- Dzień dobry, a na boisku to przód, tył, lewa i prawa. A gdy już pokonaliśmy rywala, to jeszcze mogłem mu powiedzieć: do widzenia (śmiech).