Polscy żeglarze: w raju złoto, w piekle też złoto?

- Do Chin jedziemy jako aktualni mistrzowie świata! To fajnie, oszałamiająco, niesamowicie - jeszcze nie ochłonąłem po owacji na stojąco. Ale za kilka dni chcę już o tym tytule zapomnieć - mówi sternik polskiego stara Mateusz Kusznierewicz po zdobyciu w ubiegły piątek tytułu na regatach na Florydzie.

- Mistrzostwo świata to ogromny sukces, ale regaty na Igrzyskach Olimpijskich będą zupełnie inne. Żadnych gwarancji w żeglarstwie nie ma - tonuje nastroje po triumfie polskiej załogi w klasie star Tomasz Chamera, dyrektor sportowy związku żeglarskiego.

Rzeczywiście trudno przewidzieć, co się stanie w Pekinie. Na akwen olimpijski w Quindao narzekają wszyscy. Słabe wiatry, duże fale, silne prądy i ogromne zanieczyszczenie - wszystko na przekór żeglarzom. A na mistrzostwach świata na Florydzie były idealne warunki. Ale nie tylko wiatr i woda różnią mistrzostwa świata od Igrzysk. Na Florydzie o tytule decydowało sześć długich, dwugodzinnych wyścigów, a w każdym startowało ponad sto łódek. W Chinach trzeba będzie popłynąć w jedenastu dużo krótszych rejsach, więc błąd na starcie może być już nie do odrobienia. Rywali będzie zaledwie piętnastu (wszyscy startowali na Florydzie). Żeglarze powtarzają zwykle, że każde regaty są inne - jednak rzadko kiedy widać to tak dobrze, jak na przykładzie tegorocznych mistrzostw świata i igrzysk. - Jeśli na Florydzie jest raj, to w Quindao będzie piekło - mówi Mateusz Kusznierewicz.

Kusznierewicz za burtą

Star to niezwykle wymagająca klasa balastowa, jedna z najtrudniejszych technicznie wśród klas olimpijskich. Załoga Kusznierewicz - Życki pływa razem na takiej łódce od 2005 r. Wcześniej rywalizowali między sobą na jednoosobowych finnach. Kusznierewicz o włos wygrał z Życkim rywalizację o kwalifikację na Igrzyska w Atlancie, gdzie później zdobył złoty medal. - Złożyłem obietnicę, że jeśli wywalczę medal, kupię nowy silnik do jego starego mercedesa, którym wspólnie jeździliśmy na zawody. I słowa dotrzymałem - mówił w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej".

- Mnie po MŚ cieszy przede wszystkim jedno: konsekwentne wyciąganie wniosków z popełnionych błędów - dodaje Chamera. Na Florydzie dwa pierwsze wyścigi wyszyły Polakom niemal doskonale, oba wygrali. Ale już w trzecim przyszło załamanie - błąd w strategii wyścigu i podjęte ryzyko zakończyły się spadkiem na dalekie miejsce, a żmudne odrabianie strat dało tylko 44. miejsce. W końcowych wynikach regat odrzuca się zawsze najsłabszy wynik, ale to oznaczało, że na kolejny błąd już nie było już miejsca.

Tuż przed metą kolejnego, czwartego wyścigu Polacy byli o krok od katastrofy - żeglowali na pierwszym miejscu, ale kilkadziesiąt metrów przed metą Kusznierewicz popełnił błąd przy zwrocie, nie włożył nogi w pas balastowy i wypadł z łódki. Tylko refleks Życkiego, który złapał za ster i wciągnął kolegę do łódki. Przy silnym wietrze mogło to się skończyć znacznie gorzej - interwencją motorówki i dyskwalifikacją.

- Nigdy w życiu taki błąd mi się nie zdarzył. Takie rzeczy powinny wychodzić automatycznie, muszę być trochę jak małpa - mówi sternik.

Łódka jak rakieta już jest

Teraz Kusznierewicz z Życkim wystartują w serii regat w Europie. Do Chin pojadą w lipcu. Do tego czasu powinni już dostać drugą łódkę. Dopiero na miejscu wybiorą tę, na której będą walczyć o złoto. Przy ich strojeniu - a parametrów do ustawienia na starze jest multum - gigantyczną pracę wykonuje trener Andy Zawieja.

- Wprowadziliśmy kilka zmian przed mistrzostwami i wyszła nam rakieta - żartuje, a jego słowa potwierdzają żeglarze. - Widzę też sporą poprawę jeśli chodzi o strategię i taktykę. Wciąż jednak czeka nas wiele roboty, zwłaszcza pod kątem ustawień na słabe wiatry. Chłopaki muszą jeszcze popracować nad kondycją. Jest też kilka manewrów, w których powtarzalność musi być większa, bo na razie raz wychodzi, raz nie. Ale spokojnie, wytrenujemy.

Wszyscy przyznają, że tytuł mistrzów świata przyszedł niespodziewanie. - Mamy już kwalifikację, jedziemy posprawdzać i dopracować kilka rzeczy - mówił Kusznierewiwcz przed zawodami na Florydzie. Teraz na ich żaglu będzie widniała złota gwiazda zamiast czerwonej. To przywilej championów. W stawce na regatach w Pekinie złotych gwiazd na innych żaglach będzie jeszcze kilka. Niektóre zdobyte dwukrotnie.

- Proszę nie wierzyć żeglarzom, którzy mówią, że popłynęli idealnie - mówi Zawieja. - Nie ma takich wyścigów, w których nie popełnia się błędów. I - proszę wybaczyć banał - wygra ten, kto błędów popełni najmniej.