Mondeo jest na służbie. Jeździ nim komendant

Superwyposażone fordy mondeo, które Komenda Główna przekazała lubuskim jednostkom, nie łowią drogowych piratów. Nie mają wideoradarów. Za to jeżdżą nimi komendanci na szkolenia

Zielonogórscy policjanci drogówki odebrali kluczyki od nowiutkiego forda mondeo 15 lutego. Najnowsza wersja auta zrobiła wrażenie - silnik o pojemności 2,5 litra i aż 220 KM pod maską. Nieoznakowane auto miało zostać wyposażone w wideoradar i rozwiązać bolączki drogówki, która często nie jest w stanie dogonić drogowych piratów. Kolejnych osiem takich samych aut trafiło do innych powiatów lubuskiego garnizonu, m.in. także do gorzowskiej komendy. Ale piraci mogą nadal spać spokojnie. Z aut póki co korzystają sami... komendanci. Policjanci z drogówki są wściekli, bo - choć auta są w komendach od dwóch miesięcy - mało który z nich je prowadził.

- Ford dwa razy zawiózł komendantów na szkolenie do Szczytna. Auta stały tam na parkingach ze dwa tygodnie, a przecież mogły nam się przydać do pracy - opowiada "Gazecie" jeden z policjantów.

Policja tłumaczy się, że auta nie mogą być wykorzystywane przez "drogówkę", bo nie zostały wyposażone w wideoradary. Są więc dla niej bezużyteczne. Policjanci nie mogą wlepiać mandatów kierowcom za przekroczenie prędkości, bo nie mają na to dowodów.

Małgorzata Stanisławska, rzecznik zielonogórskiego komendanta: - Zastępca komendanta wyjechał tym autem tylko dlatego, że nie jest ono jeszcze wyposażone w odpowiedni sprzęt. Korzystniej było wysłać na służbowe szkolenie ten samochód, niż np. zabrać samochód policjantom operacyjnym. Ponadto dysponowanie samochodami służbowymi leży w gestii kierownika jednostki, który uznał, że taki samochód będzie odpowiedni i gwarantuje bezpieczny przejazd i powrót czterech osób wraz z bagażami [fordem pojechało jeszcze trzech komendantów z południowej części województwa - przyp. red.] - tłumaczy Stanisławska. - Zgodę na taki wyjazd wyraziła komenda wojewódzka policji. Pod uwagę brane były także względy ekonomiczne. Gdyby każda z tych osób pojechała osobno prywatnym samochodem lub pociągiem, znacznie wzrosłyby koszty delegacji, która przysługuje policjantom.

Sami policjanci uważają, że komendanci mogli pojechać innymi, mniej "wypasionymi" autami. W tym czasie fordy mogłyby służyć np. do pościgów za przestępcami lub do kontrolowania piratów drogowych.

Zapytaliśmy więc komendę wojewódzką, czy nie lepiej byłoby, gdyby auta z takimi osiągami, zamiast stać tygodniami na parkingu policyjnej szkoły, służyły policjantom na miejscu w komendach. - Te samochody są wykorzystywane do pełnienia służby. To prawda, w mniejszym stopniu na potrzeby "drogówki", bo brakuje im niezbędnego osprzętu. Faktycznie, komendanci powiatowi pojechali nimi dwukrotnie na szkolenie do Szczytna. Był to wyjazd służbowy. Użyli fordów, bo uznali, że inne auta bardziej przydadzą się na miejscu. Ich argumentację uwzględnił więc zastępca komendanta wojewódzkiego i podpisał zgodę. Szefowie jednostek wiedzą najlepiej, które auto wybrać do służbowego wyjazdu, by nie zakłócić pracy jednostki - opowiada Agata Sałatka, rzecznik lubuskiego komendanta.

Fordy - Komenda Główna przekazała ich aż dziewięć lubuskiemu garnizonowi - miały spełniać jedno główne zadanie - ograniczyć liczbę wypadków na naszych drogach. Bo według statystyk za zeszły rok, to właśnie nadmierna prędkość jest najczęstszą ich przyczyną. Swoje zadanie będą mogły wykonać dopiero, kiedy zostanie w nich zainstalowane najważniejsze wyposażenie - wideoradar. A na nie Komenda Główna na razie nie dała pieniędzy.

Komendanci mogą jeździć autem, które nie ma wymaganego wideoradaru?