Ginekologicznie badał kandydatki do pracy

Przed sądem stanął prezes lubelskiej firmy budowlanej Jacek S., który testując kandydatki do pracy, własnoręcznie robił im badania ginekologiczne na swoim biurku. Chce dobrowolnie poddać się karze.

Proces rozpoczął się wczoraj w Sądzie Rejonowym w Lublinie. Ze względu na charakter sprawy sędzia Wojciech Smoluchowski zdecydował, że rozprawy będą się toczyły za zamkniętymi drzwiami. Wiadomo, że Jacek S. zgłosił przed sądem chęć dobrowolnego poddanie się karze dwóch lat więzienia.

43-letni biznesmen został aresztowany w lipcu ubiegłego roku. Prokuraturę zawiadomiła jedna z uczestniczek rekrutacji. 22-letnia kobieta powiedziała śledczym, że odpowiedziała na ogłoszenie o pracę w firmie budowlanej kierowanej przez Jacka S. Została wezwana na rozmowę kwalifikacyjną po południu, kiedy w zakładzie nie było innych pracowników. Prezes powiedział, że jednym z etapów rekrutacji jest obowiązkowe poddanie się badaniu ginekologicznemu. Jacek S. powiedział dziewczynie, że ma dyplom Akademii Medycznej w Lublinie i sam przeprowadzi badanie.

Kandydatka zgodziła się. Jacek S. rozłożył prześcieradło i na swoim biurku zbadał dziewczynę. Po wszystkim powiedział jej, że została przyjęta do pracy. Jednak kobieta odmówiła. Kilka dni później zabrała swoje dokumenty. Potem zgłosiła się do prokuratury.

Funkcjonariusze, którzy zatrzymali Jacka S., znaleźli w jego samochodzie przyrządy lekarskie, prześcieradło i jednorazowe rękawiczki. Okazało się, że oprócz tej 22-letniej kobiety prezes firmy podstępnie "zbadał" też trzy inne kandydatki. Dyplom ginekologa był sfałszowany. Jacek S. w swoim biurze trzymał pseudomedyczną dokumentację oraz kilka kwestionariuszy osobowych młodych kobiet, które starały się o przyjęcie do pracy. W jego telefonie komórkowym śledczy znaleźli filmy z przeprowadzonych "badań".

Oprócz zarzutu molestowania Jacek S. ma też zarzut narażenia kobiet na utratę zdrowia. W czasie śledztwa przyznał się do zarzutów, jednak nie potrafił wyjaśnić motywów swojego postępowania. Jacek S. przed sądem odpowiada z wolnej stopy. W lutym po wpłaceniu 50 tys. zł kaucji został wypuszczony z aresztu.