Czy bojkotować sztukę za politykę?

W sobotę w Białymstoku wystąpi Chińska Orkiestra Kameralna z Pekinu. W tym czasie przed budynkiem filharmonii na ziemi leżeć będą ludzie ucharakteryzowani na zmasakrowanych Tybetańczyków. Czy ich protest ma sens, czy może oddzielić kulturę od polityki?

Prastare instrumenty, 15 wirtuozów, do tego zdjęcia z Chin i poezja z czasów dynastii Tang - tak ma wyglądać występ Chińskiej Orkiestry Radiowo-Telewizyjnej. Niedawno Joanna Dolecka, pracownik Wyższej Szkoły Administracji Publicznej, wysłała list otwarty do marszałka, w którym namawiała do protestu przeciwko organizacji takiego występu. Dyrekcja Opery i Filharmonii Podlaskiej nie zamierza jednak rezygnować z koncertu, bo jej zdaniem nie należy łączyć wielowiekowej tradycji z aktualną polityką reżimu.

W sobotę więc przed świątynią muzyki odbędzie się happening - w akcie sprzeciwu przeciwko masakrom dokonanym przez Chińczyków na narodzie tybetańskim. Równocześnie trwająca w Muzeum Podlaskim wystawa "Tajemnice chińskiego geniuszu", też doczekała się komentarza - ktoś przykleił na ścianie ratusza naklejkę z napisem "Free Tybet".

Zadaliśmy więc pytanie, czy można traktować działania kulturalne jako zjawisko niezależne od krwawej polityki chińskiego reżimu?

Andrzej Lechowski, dyrektor Muzeum Podlaskiego: Organizatorem koncertu chińskiej narodowej orkiestry w Filharmonii Podlaskiej jest ta sama fundacja, która prezentuje wystawę w naszym muzeum [Polsko-Chińska Fundacja Promocji Kultury i Sztuki Dong Feng - red.]. Byłem pośrednikiem między fundacją a Marcinem Nałęcz-Niesiołowskim, bo to ja poznałem obie strony i uważam, że przy takich wydarzeniach należy zachować zdrowy rozsądek. Bo przeciw czemu protestujemy kontestując taką wystawę czy koncert - pięciu tysiącom lat chińskiej cywilizacji? Musielibyśmy więc przestać używać prochu, zapomnieć o grze w szachy czy chińczyka, skończyć z tysiącem chińskich produktów. Gdybym w tej chwili otrzymał propozycję zaproszenia tej wystawy zrobiłbym to bez wahania, bo chodzi o działania kulturalne. Ale na wystawę np. o tytule "Współczesne Chiny, ich znaczenie i rola w świecie" pod patronatem ambasady chińskiej, na pewno bym się nie zdecydował. Kiedy zabiegałem o sprowadzenie obecnej ekspozycji dwa lata temu, Tybet też był zniewolony, a dalajlama na przymusowym zesłaniu i wtedy nikt nie protestował, choć wystawa krążyła już po Polsce. Nie można sekować samych Chińczyków, bo doprowadzi to jedynie do ich separacji. Aby coś tam się zmieniło, Chińczycy muszą zobaczyć, jak żyje się na świecie, dopiero wtedy będą chcieli sprzeciwić się ustrojowi. Należy też w sposób jasny i wyraźny oddzielić kulturę od polityki. Zarzut, że chodzi o orkiestrę narodową, jest łatwy do obalenia, tam przecież nie ma innych! Oczywiście należy się pochylać nad krzywdą ludzi. Pomoc i solidarność to formy adekwatne, ale bojkotowanie wydarzeń kulturalnych jawi się jak groteska. Z drugiej strony łatwo jest okleić samochody plakatami i nalepkami, pytanie tylko, czy gdyby zrobił to cały Białystok, dowiedziałoby się o tym choć czterech Chińczyków i jeden Tybetańczyk?

Krzysztof Gedroyć, wykładowca białostockiej Akademii Teatralnej, pisarz: Nie mam nic przeciw kulturze chińskiej, ale na Podlasiu trwa akcja propagandowa, swego rodzaju festiwal chiński. Mieliśmy wystawę wojowników z terakoty w Suwałkach, kilkumiesięczną prezentację dorobku Chińczyków w Muzeum Podlaskim z przydomkiem "geniusz", a teraz zagra Narodowa Orkiestra Symfoniczna Chińskiego Radia. Teraz w ratuszu równie dobrze można by zorganizować wystawę o geniuszu Stalina. Chińskie instytucje świadomie działają na rzecz ukrycia całej prawdy o działalności tego państwa: ludobójstwa w Tybecie, gdzie liczy się już milion ofiar, zaangażowanie Chin w ludobójczą wojnę w Sudanie, i ekscesy w samych Chinach. Gdyby oprócz tych wystaw o kulturze chińskiej, mówiono też o innej aktywności Chin, która nabiera coraz większej, globalnej roli, wszystko byłoby w porządku. Jednak udawanie, że tego nie ma, jest sprzyjaniem reżimowi. Jestem przekonany, że ta fundacja, która organizuje koncerty i wystawy, choć z nazwy apolityczna, jest do cna polityczna. Decyzje szefów placówek kulturalnych o odwołaniu takich imprez są oczywiście trudne, bo takie wydarzenia są organizowane z dużym wyprzedzeniem i często płaci się kary za zmiany w programie, ale jest coś takiego, jak przyzwoitość. Wszyscy solidaryzujemy się z działalnością opozycjonistów na Białorusi, a w przypadku Chin podkreśla się tylko geniusz tej cywilizacji.

Joanna Dolecka, pracownik WSAP, organizatorka happeningu przed koncertem chińskiej orkiestry: Nie żałuję, że podjęłam się organizacji protestu. Wręcz przeciwnie, umocniłam się w przekonaniu, że warto było choćby rozpocząć taką dyskusję w Białymstoku. Nie można oddzielać sportu czy sztuki od polityki. Żyjemy w jednym świecie i te same Chiny, które mają bogatą tradycję, masakrują Tybetańczyków. Ktoś może to nazwać globalizmem lub populizmem, ale uważam, że to dobry moment, aby cały świat wyraził swój sprzeciw. Na miejscu dyrektora filharmonii nie zapraszałabym reżimowego zespołu z Chin, ale nie jest to mój zakres kompetencji. Wiem jednak, że ma sens pokazywanie swojej niezgody także poprzez bojkot takich koncertów. Niech ci ludzie, którzy wrócą z Polski, powiedzą swoim władzom, że jest niezgoda na to, co robią. W Chinach ludzi się bije, przetrzymuje w więzieniach, morduje. Tymczasem najbardziej pokojowa impreza - igrzyska olimpijskie, mają się odbyć w cieniu gór Tybetu. Dla mnie takie zderzenie jest nie do przyjęcia. Po raz pierwszy mamy możliwość wpłynięcia na decyzje Chin, bo przypominam, że MKOl pozwolił na organizację olimpiady w Pekinie pod warunkiem przestrzegania przez Chiny praw człowieka.

not. kosz