Duch Millera i Ziobry

Komentarz Dominiki Wielowieyskiej

Znów zadzwoniły kajdanki. Tym razem na rękach właściciela Comarchu i klubu piłkarskiego Cracovia Janusza Filipiaka zatrzymanego przez policję w sobotę po południu. W niedzielę o 3 nad ranem przesłuchano go, a następnie zwolniono do domu. Prokurator postawił mu zarzut naruszenia praw pracowniczych jednego z piłkarzy.

Czy Filipiak jest winny, rozstrzygnie sąd. Ale dlaczego zastosowano areszt? Czy trzeba było używać kajdanek? Przedsiębiorcy nie podejrzewa się o zabójstwo czy rozbój, nie odmawiał stawienia się w prokuraturze.

Dla właściciela spółki giełdowej zatrzymanie przez policję to cios między oczy: choć sprawa nie dotyczyła Comarchu, to akcje tej firmy taniały w ciągu dnia. Filipiak to kolejna ofiara nadgorliwości prokuratury. Wcześniej był Roman Kluska, Andrzej Modrzejewski, Emil Wąsacz, uniewinnieni ostatnio szefowie Stoczni Szczecińskiej.

Duchy Zbigniewa Ziobry i Leszka Millera wciąż unoszą się nad prokuraturą. I choć nieuzasadnione zatrzymania były wielokrotnie piętnowane przez media, a sądy przyznawały rację aresztowanym, to prokuratorzy nic sobie z tego nie robią. Rząd i posłowie powinni się zastanowić, co zrobić z tą plagą, bo czeka nas zalew spraw o odszkodowanie. Zapłacą je jak zwykle podatnicy, nie prokuratorzy.