Oświadczenie Reni Jusis o rezygnacji z sztafety olimpijskiej

Reni Jusis rezygnuje z udziału w sztafecie olimpijskiej.

Z przykrością informuję, że zdecydowałam się zrezygnować z udziału w Sztafecie Olimpijskiej. Przyjmując zaproszenie pół roku temu nie przypuszczałam, że impreza ta będzie odbywać się w tak dramatycznych okolicznościach. Uważam, że wszystkie opinie i głosy, które docierały do mnie ostatnio są dowodem na to, że dzięki kontrowersjom związanym z tegorocznymi Igrzyskami Olimpijskimi powstała na całym świecie bezprecedensowa dyskusja na temat łamania praw człowieka.

Co do mojego udziału w Sztafecie Olimpijskiej, to zgodziłam się przyjąć tę propozycję wierząc, że Igrzyska Olimpijskie w Pekinie będą doskonałą okazją by zwrócić oczy całego świata na Chiny, gdzie prawa człowieka łamane są codziennie od wielu lat. Jestem przekonana, że obecność polityków, dziennikarzy, obserwatorów, dialog, próby przełamywania barier i nawiązania kontaktu, a nie izolacja i wrogie gesty są sposobami na rozwiązywanie problemów.

Ostatnie wydarzenia w Tybecie są bardzo dobitnym argumentem dla przeciwników organizacji Olimpiady, ale takich argumentów w ciągu ostatnich kilku lat było wiele. Począwszy od sprzeczności dotyczących zapisu w Karcie Olimpijskiej, a skończywszy na wielokrotnych agresywnych wypowiedziach rządu chińskiego na arenie międzynarodowej. W 2001r. gdy ważyła się kandydatura Pekinu, Chiny zapewniły, że Igrzyska "przyniosą poprawę w dziedzinie praw człowieka". Jestem zdania, że bez względu na prawdopodobieństwo spełnienia tych obietnic warto było dać Chinom taką szansę.

Osobiście uważam, że na bojkot całych igrzysk jest już za późno. Byłoby to krzywdzące dla sportowców. Nie przekreślajmy ich wieloletniej ciężkiej pracy i marzeń o medalach, które są dla nich najwyższym wyróżnieniem. Można było podjąć takie kroki siedem lat temu, gdy Pekin ubiegał się o prawo do organizowania Olimpiady. Moim zdaniem wypowiedź Dalajlamy, że naród chiński zasługuje na organizowanie Igrzysk i nie należy bojkotować Olimpiady jest stanowiskiem bardzo mądrym.

Nie chcę jednak brać udziału w święcie ognia olimpijskiego i sportu, które staje się nieuchronnie przedsięwzięciem politycznym, podczas którego pokojowe manifestacje anty-chińskie i pro-tybetańskie przeradzają się w brutalne starcia z policją, a sportowcy są poddawani próbom manipulacji ze strony polityków i władz sportowych. Czuję się zbulwersowana widokiem Tybetańczyków przyduszonych brutalnie do asfaltu przez policjantów w ... Londynie.

Mam nadzieję, że sportowcy swoją postawą w Pekinie wskrzeszą ideę Igrzysk Olimpijskich, a świat po Olimpiadzie nadal będzie tak mocno angażował się w sytuację polityczną w Chinach.

Z poważaniem,

Reni Jusis