Puchar Polski, czyli czego się dowiedzieliśmy

Nie pamiętam już, kiedy po raz ostatni finał Pucharu Polski został tak solidnie potraktowany przez wszystkie zespoły. Oczywiście, 10 lat temu - kiedy stawką było miejsce w powszechnie pożądanym Pucharze Saporty - wszystko wyglądało inaczej. Ale w ostatnich latach zawsze ktoś - a to Prokom, a to Anwil, a to Śląsk - wysyłał na finałowy turniej rezerwy, lekceważąc kibiców i przeciwników. Tym razem zabrakło tylko kilku zawodników Śląska i Prokomu, ale wszyscy przedstawili zwolnienia od lekarza.

Dlatego też oglądanie tegorocznego turnieju było pouczające. Dowiedzieliśmy się, jak można solidnie zagrać, a nawet wygrać, z Turowem Zgorzelec. Trener Śląska Rimas Kurtinaitis wystawił do pilnowania Andresa Rodrigueza (a także zastępujących go Roberta Skibniewskiego i Iwo Kitzingera) skrzydłowych, a superduetem David Logan - Thomas Kelati zajęli się Rashid Atkins i Dawan Robinson, czyli rozgrywający. Dlatego też wolnych pozycji dla superstrzelców Turowa nie było, z czym jeszcze Logan jakoś sobie poradził, ale Kelati wcale (0 punktów). Pod koszem walka była wyrównana i to wystarczyło, mimo że Torrell Martin, Dominik Tomczyk i Aivaras Kiausas zostali we Wrocławiu.

Pouczeniem był też mecz Prokom - Anwil. Świetna obrona zupełnie zabiła szanse włocławian już w pierwszej kwarcie i pokazała, co może się dziać w ewentualnym półfinale między tymi zespołami. Prokom ma możliwości, żeby tak grać w każdym meczu. Przeciwko Turowowi, z panującym nad sytuacją Rodriguezem i wspomagającym go Kelatim i Loganem, nie będzie to tak skuteczne. Ale na Anwil to wystarczy. Bo w odrodzenie włocławian w tym sezonie już nie wierzę.

W finale pouczająca była gra rozgrywającego Prokomu Mustafy Shakura, który miał 10 asyst i zdobył sporo punktów, ale także zaliczył sześć strat. Od niego najwięcej w zespole obrońców tytułu w tym sezonie będzie zależało. Wszyscy rywale Prokomu będą naciskać playmakerów sopocian przez całe mecze, ale najważniejsze akcje wykonywać będzie na pewno Amerykanin. Jest w dobrej formie, ale czy utrzyma ją do maja?

Straszliwa walka trwa za to w eliminacjach do ćwierćfinału, które bardzo paskudnie zwane są preplay-offami (człowiek nawet nie wie, jak to pisać ). Trzy pary są na etapie 1:1 i decydujące mecze zostaną rozegrane w środę. (Czwarta para Kołobrzeg - Kwidzyn rozegra drugi mecz dopiero w poniedziałek). Wielką szansę zmarnowali koszykarze Energi Czarnych Słupsk, którzy zderzyli się z klasą trenera Mihajlo Uvalina i zespołu Polpaku Świecie. W każdym razie walka o prawo gry w ćwierćfinale z Anwilem Włocławek (wszyscy uważają włocławian za najsłabszych z grona uczestników Pucharu Polski) jest najciekawsza.

Wiele osób uważa, że ta dodatkowa runda przed ćwierćfinałem jest zbędna i premiuje zespoły, które przespały cały sezon. Ale przecież na tym właśnie polega rozgrywanie końca sezonu w formie play-off! Taki argument można by podnieść, gdyby mistrzostwo zdobył teraz Basket Kwidzyn. Tyle tylko, że przydałoby się tę rundę potraktować poważnie. Rywalizacja do trzech wygranych, odbywana przez dwa tygodnie, byłaby jak najbardziej na miejscu.