Ryanair obiecuje Polsce bazy

- W ciągu pięciu-sześciu lat chcemy mieć co najmniej pięć baz w Polsce - mówi ?Gazecie? wiceprezes Ryanair Michael Cawley. Jeśli zrealizuje te obietnice, przybędzie podróżnych na polskich lotniskach.

Umieszczenie bazy w porcie lotniczym oznacza, że na stałe przebywają tam samoloty danej linii, otwieranych jest więcej połączeń, a to zwiększa liczbę pasażerów. Ryanair szacuje, że jeden jego samolot w bazie rocznie to ok. 400 tys. nowych podróżnych, a tworząc bazę, na początku przewoźnik wstawia do niej zazwyczaj dwa-trzy samoloty.

Z danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego wynika, że w zeszłym roku linie lotnicze przewiozły w Polsce około 17,2 mln pasażerów, czyli ponad 20 proc. więcej niż rok wcześniej. Jednak to wciąż niewiele, jeśli porównać np. z Hiszpanią, w której żyje podobna liczba ludzi, ale linie lotnicze przewożą prawie dziesięć razy więcej pasażerów.

Irlandzki przewoźnik wszedł na nasz rynek później niż inne tanie linie. Niektórzy do dziś pamiętają, jak w 2004 r. ekscentryczny prezes Ryanaira Michael O'Leary powiedział, że nikt do Polski nie chce latać. Już rok później musiał przyznać się do błędu. W 2007 r. Ryanair przewiózł u nas 2,3 mln pasażerów.

- W ciągu dwóch-trzech miesięcy podejmiemy decyzję o postawieniu pierwszej bazy w Polsce, otworzymy ją około lutego 2009 r. Bierzemy pod uwagę Gdańsk, Rzeszów, Wrocław, Poznań, Katowice, Szczecin. Warszawa i Kraków są za drogie - mówi Cawley. Nie wyklucza bazy w Warszawie, ale dopiero po uruchomieniu tańszego lotniska w Modlinie.

Irlandzka linia wozi mniej ludzi niż LOT (4,3 mln pasażerów w 2007 r.) czy Wizz Air (ponad 2,7 mln pasażerów). Konkurenci nie zamierzają łatwo oddawać pola.

- Jesteśmy na najlepszej drodze do przewiezienia w tym roku 4 mln pasażerów w Polsce. My nie tylko obiecujemy, ale także realizujemy to, co obiecaliśmy. Właśnie otworzyliśmy naszą bazę w Poznaniu - mówi Natasa Kazmer, rzeczniczka linii Wizz Air. A pije do tego, że Ryanair już od dłuższego czasu zapowiada stworzenie bazy w Polsce.

Wszystkie linie lotnicze muszą się zmierzyć z nie lada problemem - rekordowo drogim paliwem. - Rok temu baryłka ropy kosztowała 65 dol., teraz powyżej 100 dol. Koszty paliwa przypadające na jednego pasażera wzrosły nam z 21 do 27 euro. W sumie oznacza to dla nas koszty wyższe o 360 mln euro i zmniejszenie zysku o połowę - mówi Michael Cawley.