Bahrajn - czyli Kubica na swoich śmieciach

Na pierwszym zakręcie toru Sakhir może się zdecydować, czy Robert Kubica znów znajdzie się na podium - tym razem w niedzielę podczas Grand Prix Bahrajnu

Dla BMW Sauber Grand Prix Bahrajnu jest wyścigiem niemal na własnym podwórku. Niemiecki koncern ma na tym ultranowoczesnym torze - dziele guru projektantów Hermanna Tilkego - własne Centrum Osiągnięć (Performance Center) z centrum szkolenia kierowców BMW i szkółkę kierowców Formuły BMW.

Po dwóch pierwszych wyścigach BMW Sauber ma na koncie dwa drugie miejsca Nicka Heidfelda i Kubicy, jedno najszybsze okrążenie podczas wyścigu (Heidfeld w Malezji) i drugie miejsce w klasyfikacji konstruktorów. A przed sobą wyścig, na którym może być równie dobrze.

Heidfeld w ostatnim wywiadzie dla jednego z portali zajmujących się F1 powiedział, że w tym sezonie jego zespół nie będzie się raczej liczyć w stawce, ale inna nazwa Formuły 1 brzmi przecież "werbalne kunktatorstwo". Nikt w F1 nie stwierdzi na przykład, że jest lepszy od innych, nikt nie przyzna się do przełomu, zanim nie będzie tego widać czarno na białym w tabelach wyników. A i wtedy mówi się "prawdziwą siłę zespołów można będzie ocenić po kilku następnych wyścigach" albo "jeszcze nam daleko do Ferrari i McLarena".

BMW Sauber pod względem słownego kunktatorstwa jest na czele klasyfikacji konstruktorów.

Fakty są takie, że tor Sakhir pasuje Kubicy. Jak się okazało - wbrew obiegowym opiniom sprzed sezonu - Polak znakomicie sobie radzi bez kontroli trakcji, która znikła z samochodów wraz ze startem tego sezonu. Mimo że Kubica przyznał po wyścigu w Sepang w Malezji, że na starcie koła wpadły w mały poślizg (co jest konsekwencją zakazu innej, siostrzanej w stosunku do kontroli trakcji elektronicznej formy wsparcia kierowcy, tzw. launching control), ale i w Australii, i w Malezji radził sobie świetnie w trakcie wyścigu.

Po prostu okazało się, że młodzi kierowcy, którzy używali elektronicznego wspomagania od niedawna, łatwiej się przystosowali. Zresztą, tak naprawdę nie wiadomo, jak bardzo Kubica używał układu kontroli trakcji, bo to elektroniczne cudo można ustawić na różnych poziomach.

Skoro Polak doskonale sobie radzi bez tego, na Sakhir też powinno mu pójść dobrze. Tam ważny jest zwłaszcza pierwszy zakręt, według Alexandra Wurza z Hondy właściwie jedyna okazja do wyprzedzania na torze zbudowanym na środku pustyni. Trzeba na nim wyhamować z prędkości 320 km na godz i siódmego biegu, do prędkości 60 km na godz. i pierwszego biegu, następnie znów gwałtownie przyspieszyć i hamować bez użycia kontroli trakcji, a potem znów gaz do dechy. Przypomnijmy - skok pedału gazu wynosi zaledwie kilka centymetrów, a moc pojazdu ponad 900 KM. Widzę przy tym jednego pewniaka do wypadnięcia z toru Sakhir - to Brazylijczyk Felipe Massa z Ferrari, który nie ukończył żadnego wyścigu od początku sezonu.

Ustawienia aerodynamiczne są podobne na torze Sakhir co w Sepang i Melbourne, może nieco sztywniejsze, bardziej dociskające, jako że w Bahrajnie mniej jest szybkich zakrętów. Tor jest też bardziej wymagający dla hamulców. Od zakrętu nr 4 do zakrętu nr 14 nie mają czasu wystygnąć, przy czym aż w trzech przypadkach muszą wyhamować samochód z 320 km na godz. do pierwszego lub drugiego biegu.

Z frontu przegranej z góry walki szefa Międzynarodowej Federacji Samochodowej (FIA) 67-letniego Maxa Mosleya o dobre imię (szefa szefów przyłapano ostatnio ukrytą kamerą na orgii sado-maso z pięcioma prostytutkami): nie odwiedzi Bahrajnu, ale w liście-apelu prosi o pozostawienie go na stołku i wyjaśnia, że sekscesy nie miały żadnego związku z jego pracą z centrali.