Chiny chcą wypłacić odszkodowania ofiarom zamieszek w Tybecie

Chińskie władze zaoferowały wypłatę odszkodowań dla rodzin ofiar zamieszek, do których doszło w tym miesiącu w Tybecie. Chińczycy robią wszystko, żeby przekonać świat do własnej wersji wydarzeń, które w ostatnich tygodniach rozegrały się w Tybecie. Po zorganizowanej przez chińskie MSZ wizycie zagranicznych dziennikarzy, do Tybetu zabrano tym razem przedstawicieli 15 ambasad.

Chińskie władze robią wszystko, aby przekonać świat o tym, że zamieszki w Lhasie okupione były przelaną krwią niewinnych ludzi. Dlatego też odszkodowania w wysokości prawie 30 tysięcy dolarów każde, mają otrzymać rodziny 18 ofiar śmiertelnych zamieszek, do których doszło 14 marca.

Władze w Pekinie mówią o 18 "niewinnych cywilach", którzy zginęli tego dnia w Lhasie. Część z nich to ofiary pożarów sklepów, podpalanych przez manifestantów. Tybetańskie władze emigracyjne twierdzą jednak, że w całym Tybecie zginęło co najmniej 140 osób i to bynajmniej nie z rąk protestujących Tybetańczyków.

Rządowa agencja prasowa Xinhua podała też, że kilkaset osób, które zostały ranne podczas zajść w Lhasie, otrzyma bezpłatną opiekę medyczną. Na specjalną pomoc mogą także liczyć mieszkańcy Lhasy, którzy w zamieszkach stracili dobytek. Bez względu na zorganizowaną przez chińskie MSZ wizytę zagranicznych dziennikarzy w Tybecie, w region ten nadal nie mogą się przedostać inni akredytowani w Pekinie przedstawiciele mediów.

W Tybecie stacjonują obecnie wzmocnione jednostki sił bezpieczeństwa, mające zapewnić spokój na trasie sztafety z olimpijskim ogniem, która dwukrotnie przebiega właśnie przez Tybet.