Chińczycy pokażą światu Tybet

Wyselekcjonowaną grupę 26 dziennikarzy, z pośród 19 agencji prasowych, telewizji, gazet i radiostacji, zabierze w wycieczkę po Tybecie chiński MSZ. Mimo, że w samym Pekinie na taką podróż czeka blisko 1000 akredytowanych dziennikarzy, jedynie tych 26 "szczęśliwców" zobaczy Tybet "zniszczony po zamieszkach". W planie są wizyty w miejscach zniszczonych przez "tybetańskich buntowników", rozmowy z poranionymi chińskimi policjantami itd.

W środę o poranku delegacja MSZ, wraz z wytypowanymi dziennikarzami, udała się do Tybetu, w którym od wielu tygodni trwają walki z policją. Demonstranci, głównie mnisi, walczą o prawa do niepodległości, przerwania okupacji i próbują zwrócić uwagę opinii światowej na sytuację w Chinach w obliczu zbliżających się Igrzysk w Pekinie.

MSZ Chin zorganizował wycieczkę trzydniową dla 26 wybrańców, którzy na własne oczy zobaczą efekty tych demonstracji. Od kilku tygodni bowiem żaden zachodni dziennikarz nie miał wglądu w to, co dzieje się w Tybecie. A dziać może się bardzo wiele - według doniesień Tybetańczyków w walkach chińska policja mogła zabić już 150 osób.

Dziennikarze pochodzą m.in. z agencji Associated Press z Stanów, "Financial Times", magazynu z Wielkiej Brytanii, kilku chińskich gazet, a także z hong-końskiej i tajwańskiej agencji informacyjnej.

Lhasa, stolica Tybetu, powoli wraca do normy po zamieszkach, które trwały od 14 marca. Według chińskich władz - i mediów - były one umyślnie organizowane, nadzorowane i planowane przez "klikę" Dalaj Lamy XIV - przywódcy duchowego, a de facto i politycznego, Tybetu.

Według oficjalnych danych w wyniku buntu zginęło 18 cywilów i jeden policjant. 382 cywilów i 241 policjantów miało też zostać rannych. Faktyczne liczby pozostają jednak nieznane.