Dziękiewicz: Jestem pasożytem jeśli chodzi o święta

Środkowa Winiar Bakallandu Kalisz oraz reprezentacji Polski, Lena Dziękiewicz nie ukrywa, że z utęsknieniem czeka na święta, gdyż kojarzą jej się z odpoczynkiem. W rozmowie z portalem Reprezentacja.net zdradza, jaką potrawę wielkanocną lubi najbardziej, z czym kojarzy jej się Śmigus Dyngus oraz o jakich świętach marzy.

Polska sitakrka nie ma zbyt wiele czasu na przygotowania do świąt. - Absolutnie nie znajduję na to czasu i od kilku lat jestem w rodzinie pasożytem jeśli chodzi o święta (uśmiech). Przywożę tylko prezenty dla dzieci, ale poza tym przyjeżdżam na gotowe. W tym roku znowu nie było i nie będzie ze mnie żadnego pożytku jeśli chodzi o prace przedświąteczne, bo podejrzewam, że kiedy przyjadę w sobotę wszystkie potrawy i dekoracje wielkanocne będą już gotowe. Moja rola ograniczy się więc do tego, żeby zjeść wszystko, co zostało przygotowane (śmiech).

Zapytana o sposób, w jaki spędza świąteczne chwile reprezentantka Polski mówi, że upływają jej one tradycyjnie, z rodziną. - Nie mam jednak zbyt wiele wolnego i nie wystarczy mi go, aby pojechać do Gdańska tak, jak wcześniej planowałam. Jadę za to do siostry do Leszna. Przyjedzie też moja mama, więc będzie rodzinnie. Trochę nam z mężem żal tego zaplanowanego wyjazdu do Gdańska, ale naprawdę czasu jest za mało. Dopiero w sobotę wracamy z meczu w Mielcu, a w poniedziałek już muszę być z powrotem w Kaliszu, więc to rzeczywiście zbyt mało czasu jak na podróż do Gdańska.

Środkowa "Złotek" ma swoje ulubione tradycje wielkanocne. -Prezenty od zajączka, ale tylko i wyłącznie dla dzieci, bo przecież dorośli nie robią sobie takich prezentów (uśmiech). Zazwyczaj zresztą te podarunki ograniczają się do słodyczy. Kiedy byłam dzieckiem, cieszyłam się z każdej czekoladki, ponieważ nie jadałam ich na co dzień, natomiast teraz dzieci mają wszystko i nawet najbardziej wymyślne słodycze nie są w stanie ich zaskoczyć. Poza tym, jak w każdym polskim domu idziemy ze święconką do kościoła w sobotę, ale to chyba nie jest nic szczególnego.

Lena Dziękiewicz opowiedziała też o lanym poniedziałku. - Dawno już minęły czasy, kiedy biegało się po podwórku z wiadrami. Jak byłam dzieckiem to wyglądało zupełnie inaczej. Wręcz się baliśmy wyjść w poniedziałek do kościoła, ponieważ przy wyjściu z naszej klatki schodowej był daszek, na którym zwykle zbierało się kilka osób w wiadrami i czekało tylko na wychodzących. Ale to dawne czasy. Podejrzewam, że obecnie gdyby jakaś grupa dzieci tak się zachowywała, wywołałoby to spore oburzenie i być może nawet wezwano by policję.

Więcej o świątecznych przygotowaniach, ulubionej potrawie wielkanocnej i o tym, czy są święta, które szczególnie zapadły Lenie Dziękiewicz w pamięci, przeczytać można na łamach portalu Reprezentacja.net