Z Tybetu usuwani są ostatni zagraniczni dziennikarze

Z Tybetu wypraszani są ostatni dziennikarze, nie można też do niego wjechać. Chińczycy obiecali w roku olimpijskim ograniczenie cenzury, ale w zamian ograniczyli zagranicznym dziennikarzom swobodę poruszania się po kraju.

- Wyrzucono już niemal wszystkich dziennikarzy z Tybetu - powiedział w TOK FM Jerzy Szygiel, polski korespondent organizacji "Reporterzy bez grani". W Tybecie nie ma już m.in. 15 dziennikarzy z Hong Kongu, którzy przekazali pierwsze wiadomości z Lhasy. W Tybecie, choć nie w samej stolicy, do wczoraj przebywała jeszcze ekipa telewizji fińskiej, dziennikarz Guardiana i brytyjska telewizja ITV. - Informacje z Tybetu przedostają się dzięki niezależnym dziennikarzom tybetańskim, którzy przesyłają krótkie film na zewnętrzne serwery np. w Indiach. Najwięcej informacji jest na stronie www.phayul.com - powiedział Jerzy Szygiel.

Od 10 marca chińskie media mogą mówić o Tybecie wyłącznie na podstawie oficjalnej chińskiej agencji prasowej. Od tego dnia władze nie wydają pozwoleń na wjazd do Tybetu, choć od początku roku każdy dziennikarz powinien mieć swobodę poruszania się po kraju. - Okazuje, że te obietnice przedolimpijskie niewiele znaczą. Nasza organizacja naliczyła blisko 200 incydentów, które zaprzeczają zobowiązaniu władz chińskich - Jerzy Szygiel. Dziennikarz przypomina, że chińska liberalizacja cenzury miała i tak skończyć się trzy miesiące po olimpiadzie.

Nawet jeśli zagraniczny dziennikarz wyjedzie poza Pekin, to i tak nie może wykonywać swojej pracy, bo policja zabiera sprzęt albo nie dopuszcza do miejsca, w którym coś się wydarzyło.