Nawet pogrzeb dziecka nie zwalnia od kontroli dopingowej!

Belgijski kolarz Kevin Van Impe miał zostać poddany kontroli dopingowej w chwili, gdy był zajęty przygotowaniem pogrzebu swojego dziecka. W ramach protestu przeciw bezduszności kontrolerów kolarze opóźnili start do ostatniego etapu wyścigu Paryż - Nicea.

- Przekroczone zostały granice - powiedział w imieniu zawodników Belg Philippe Gilbert. - Nie mamy nic przeciw kontrolom, ale żądamy szacunku. Startujemy dwie, trzy minuty później, chcąc wesprzeć Van Impe i licząc na to, że coś takiego więcej się nie powtórzy.

Protest poparli wszyscy uczestnicy wyścigu. Wokół przemawiającego Gilberta stali prowadzący przed niedzielnym etapem Włosi: Davide Rebellin i Rinaldo Nocentini. Krótkie przemówienie Gilberta zostało przyjęte przez kolarzy oklaskami.

Od Van Impego kontroler wysłany przez flamandzki oddział ministerstwa sportu zażądał oddania próbki moczu, gdy ten załatwiał formalności pogrzebowe w krematorium. Jego synek zmarł sześć godzin po narodzinach. Kolarz odmówił poddania się analizom, za co kontroler zagroził mu dwuletnią dyskwalifikacją. - To było jak cios prosto w twarz. Potem kontroler chciał jeszcze wrócić w ciągu dnia - powiedział Van Impe cytowany przez stronę internetową Sport.be.

Flamandzki minister sportu Bert Anciaux zapowiedział zbadanie sprawy i bardziej delikatne podchodzenie do kontroli dopingowych.

Kolarze mogą być badani w każdej chwili w ciągu roku, niezależnie od tego, czy są na wyścigu, na treningu, czy akurat przebywają w domu i niezależnie od pory dnia. Niektórzy przechodzą kilkanaście takich kontroli rocznie. Żadna inna dyscyplina sportu nie prowadzi tak restrykcyjnej walki z dopingiem.