Droga krzyżowa między pubami i klubami

"Pan Jezus na śmierć skazany" - pod ratuszem, "Pan Jezus upada po raz pierwszy" - przy Pubie Grodzkim, "Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż" - pod klubem Kino. - To ma być kontrowersyjne - przyznają organizatorzy piątkowej drogi krzyżowej w Płocku.

Grodzka to płocka ulica rozrywki. Pełno tu pubów, klubów, pizzerii, restauracji. W piątkowe wieczory kłębi się na niej tłum żądny zabawy. Z każdego z lokali dobiegają dźwięki muzyki, przed wejściami do pubów ustawiają się kolejki.

Dzisiaj wieczorem przejdzie tędy droga krzyżowa. Ze stacjami Męki Pańskiej zlokalizowanymi m.in. przy pubach i klubach.

Jej uczestnicy wyruszą spod fary o 18.30 i z wielkim sosnowym krzyżem przejdą Starym Rynkiem, Grodzką, miną bibliotekę im. Zielińskich i wrócą ul. Małachowskiego.

- Mamy swoje poglądy i chcemy je wyrazić właśnie w taki sposób - tłumaczy Kamila, uczennica Małachowianki. - Też jesteśmy młodzi i lubimy się bawić, ale pewne zasady obowiązują. Niech się zawstydzą tylko ci, którzy mają powody do wstydu - mówi otwarcie.

Sami organizatorzy dzisiejszej drogi krzyżowej - rówieśnicy gości oblegających puby - przyznają, że to kontrowersyjny pomysł. - Nie przypadkowo jednak wybraliśmy Grodzką. Nie miałoby to sensu, gdybyśmy przeszli Kwiatka czy Bielską - mówią.

Pomysłodawcą odprawienia drogi krzyżowej jest ks. Jarosław Cichocki, wikary z fary i katecheta z Małachowianki.

- Pomysł narodził się w mojej głowie jakiś czas temu - opowiada ks. Jarosław Cichocki. - Zawsze było mi przykro, gdy przechodziłem w Wielki Piątek Grodzką i widziałem te tłumy rozbawionej młodzieży. To dla młodych ludzi dzień wolny od szkoły, uczelni i wszyscy świętują. Poruszyłem ten temat podczas kazania w Środę Popielcową. Potem rozmawialiśmy jeszcze na religii i młodzież to podchwyciła.

- Zabierzemy ze sobą flagi, pochodnie - opowiadają młodzi ludzie, którzy będą uczestniczyć w drodze krzyżowej. - Chcemy, żeby nas było widać i słychać. Zamierzamy wrócić w trzykrotnie większym składzie niż w chwili wyjścia z fary - żartują.

Po chwili dodają: - Nie chcemy być nachalni. Zamierzamy tylko dać przykład.

- Samymi słowami nie wszystko da się wyrazić - wyjaśnia Adam, uczeń Małachowianki. - Może w ten sposób uda nam się dotrzeć do większej liczby osób?

- O to chodzi, żeby było kontrowersyjnie - mówi ks. Janusz Cegłowski, proboszcz fary. - Kontrowersyjne sprawy zmuszają do myślenia. Ale nie nazwałbym tego prowokacją - dodaje.

Właściciele lokali na wiadomość o nietypowej drodze krzyżowej reagowali bardzo różnie. Wszyscy jednak ze sporym zdziwieniem. - Trudno to skomentować - mówi prowadzący sklep Świat Win. - Bardzo dziwna sytuacja - skwitował krótko.

Właściciel Pubu Grodzkiego Ryszard Komosiński twierdzi, że nie ma nic przeciwko. - Nie widzę problemu - mówi. - Mnie w żaden sposób to nie przeszkadza. Największy ruch w naszym lokalu i tak zaczyna się dopiero około godz. 22. Jeśli okaże się, że wewnątrz jest za głośno, możemy nawet przymknąć okiennice.

- To zbyt poważna sprawa, żeby ją komentować na gorąco - twierdził właściciel klubu Kino Patryk Dzwonek. - Nie chcę tego robić.

Sprawy nie chciał komentować także Areg Gasparian, właściciel m.in. Zamku Graala.

Więcej o: