Rybski zemdlał, więc dlaczego grał?

Piłkarz Lechii Gdańsk Andrzej Rybski stracił przytomność w niedzielnym meczu z Piastem Gliwice, ale gdy doszedł do siebie, wrócił na boisko. - Absolutnie nie powinien dalej grać! - twierdzi prof. Zbigniew Jastrzębski

Rybski bezwładnie upadł na boisko w 28. minucie meczu II ligi. Po kilkunastu sekundach wstał i przy pomocy trenera odnowy Roberta Dominiaka zszedł za linię boczną. Szybko wrócił jednak na boisko i grał do końca meczu.

- Grałem dalej, bo czułem się dobrze, choć nie pamiętam momentu upadku. Kojarzę tylko, że zdenerwowałem się na sędziego, bo nie przyznał nam rzutu rożnego, a potem ocknąłem się na trawie - opowiada Rybski. - Zemdlenie mogło nastąpić w wyniku uderzenia w splot słoneczny. Chwilę wcześniej dostałem bowiem nieprzyjemnie piłką, ale pobiegłem za akcją. Reakcja organizmu była opóźniona przez adrenalinę. Tym się pocieszam, bo dobrze się czuję. We wtorek idę jednak na dokładne badania - tłumaczy zawodnik, który stracił przytomność pierwszy raz w życiu.

Przypadkiem Rybskiego zaniepokojony jest fizjolog prof. Zbigniew Jastrzębski. - Nie widziałem tej sytuacji, ale nawet jeśli omdlenie było efektem uderzenia, to piłkarz absolutnie nie powinien dalej grać - mówi Jastrzębski. - Jeśli organizm sportowca reaguje w taki sposób, to nie jest to na pewno błaha sprawa. Uważam, że zawodnik nie powinien sam decydować, czy chce grać. Musi przejść dokładne badania, bo nie można ryzykować jego zdrowia. Trzeba wykluczyć coś poważniejszego, np. ukryte wady serca - przekonuje Jastrzębski.

Rybski jest w Lechii jednym z najważniejszych piłkarzy, od jego gry zależy powodzenie Lechii w walce o ekstraklasę. - To ważny zawodnik, ale ze zdrowiem nie ma żartów. W Gliwicach został na boisku, bo trener odnowy powiedział, że piłkarz może kontynuować grę. Mam nadzieję, że badania wykażą, że wszystko jest w porządku - mówi trener Lechii Dariusz Kubicki.