Holoubek: urodzony, by wygłosić Wielką Improwizację

Legendarna kreacja Gustawa Holoubka w "Dziadach" przeszła nie tylko do historii teatru. Zdjęcie spektaklu przez cenzurę stało się w 1968 r. zarzewiem studenckiego buntu przeciw komunistycznym władzom.

- Mamy partyjny prikaz, żeby na rocznicę rewolucji październikowej zrobić coś mocnego, to zrobimy im k... "Dziady" - powiedział reżyser spektaklu Kazimierz Dejmek.

30 stycznia 1968 roku do Teatru Narodowego na ten ostatni publiczny spektakl (potem odbyły się jeszcze trzy zamknięte dla aktywu partyjnego), wdarło się na widownię bez biletów 400 studentów. Po zakończeniu wyszli na ulicę i demonstrowali pod pomnikiem Adama Mickiewicza, żądając powrotu tytułu na afisz, "wolności bez cenzury". - Komu się "Dziady" wymknęły spod kontroli? Na czym polega paradoks tego spektaklu, którego premiera oficjalnie przygotowywana była z okazji rocznicy rewolucji październikowej. Czy Gustaw Holoubek wymknął się Dejmkowi spod kontroli? - pytali uczestnicy dyskusji "Gazety" z okazji 40 rocznicy spektaklu.

"Holoubek mówił za miliony"

Czy "Dziady" Dejmka miałyby taką siłę bez wielkiej roli Gustawa Holoubka? Na czym polegał fenomen tej kreacji? - Gustaw Holoubek urodził się, by wygłosić Wielką Improwizację - napisał w recenzji krytyk Andrzej Jarecki.

- Na scenie był ktoś tak wielkiego ducha, kto niósł potencję duchową i intelektualną. Jego "Wielka Improwizacja" to nie było tylko artystyczne, romantyczne uniesienie, on mówił to piekielnie inteligentnie. Na tym polegała siła jego wykonania, to był bardzo logiczny tok myśli - powiedziała podczas spotkania w "Gazecie" Joanna Szczepkowska. Aktorka przyznała, że oglądała "Dziady" jako trzynastolatka. - Holoubek naprawdę wtedy mówił za "miliony" i miał prawo do tego poczucia - wspomina.

- Nigdy w teatrze nie przeżyłem nic większego niż Wielką Improwizacje z "Dziadów" w wykonaniu Holoubka - wspomina organizator studenckiego protestu Seweryn Blumsztajn. - Nigdy potem nie mogłem oglądać "Dziadów" jeśli Konradem nie był Holoubek - dodaje dziennikarz "GW".

Dzwonił kajdanami "przyjaciołom Moskalom"?

- Jestem przekonany, że Dejmek i niektórzy koledzy z górnej półki obsadowej wiedzieli, że ich praca w tym miejscu i w tym czasie miała ogromne polityczne i społeczne znaczenie. W czasie prób niejednokrotnie przynosiliśmy "z ulicy" wieści o różnych nastrojach i reakcjach środowisk studenckich i inteligenckich. Kojarzyliśmy to z częstymi już wówczas paryskimi niepokojami studenckimi - tak swój udział w spektaklu zapamiętał Damian Damięcki. Według niego sukces "Dziadów", to zasługa Dejmka, aktorów, a przede wszystkim Adama Mickiewicza. - Na partyjnych zebraniach różnych "załóg" lektorzy opowiadali, jakoby na premierze Gustaw Holoubek podchodził podczas recytacji wiersza "Do przyjaciół Moskali" do pierwszego rzędu widowni i przy słowach "gotów kąsać rękę co ją targa" ambasadorowi ZSRR dzwonił kajdanami przed nosem. To oczywiście zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Coś jednak na rzeczy było - wspomina. - Dejmek miał kłopoty z zakończeniem przedstawienia. Na jednej z ostatnich prób generalnych na finał Holoubek wygłosił właśnie ten tekst. Kiedy zakończył, Dejmek zastanowił się i ryknął: "Panie, czy pan zwariował? Chce mnie pan, k... na Sybir posłać? - dodaje Damięcki.