Gracze z Australii, RPA zagrają w polskiej lidze rugby

W polskiej lidze rugby zagrają na wiosnę rugbiści z Australii, Nowej Zelandii i RPA! Chwyt marketingowy to szansa na wyjście z europejskiego zaścianka

Rozpoczynająca się 22 marca druga część sezonu może być przełomowa, bo jeszcze nigdy w historii ligi nie grali w niej zawodnicy z krajów, w których rugby jest bardziej popularne niż piłka nożna.

Królem polowania była Lechia Gdańsk. Jeszcze w grudniu porozumiała się z Australijczykiem polskiego pochodzenia - Bernardem Kubainskim. Rugbista marzy o grze w reprezentacji Polski, chce pokazać się trenerowi Tomaszowi Putrze. Nie jest zawodowcem, pracuje w jednym z banków w Luksemburgu i na mecze Lechii będzie dojeżdżał. Kubainski, który jest synem Polaka i Filipinki, namówił do gry w Gdańsku kolegę z Nowej Zelandii Russella Kupersa, z którym grał w ubiegłym roku w niemieckim klubie z Frankfurtu.

- Wierzymy w to, co robimy - mówi prezes RC Lechia Piotr Piotrowski. - Jeśli oni wystąpią w naszych meczach, to przy odpowiedniej promocji na stadion, nie tylko w Gdańsku, przyjdzie więcej ludzi. Potrzebowaliśmy zawodników na pozycji młynarza i łącznika ataku, oni na nich grają i to dobrze, bo widzieliśmy na DVD mecze z ich udziałem - dodaje Piotrowski. W Lechii zagrają za zwrot kosztów przelotu, spanie i wyżywienie.

Do Trójmiasta z RPA przyjedzie Christiaan Esterhuizen. 23-letni rugbista ma wzmocnić I lub III linię młyna Ogniwa Sopot. Wcześniej grał m.in. w III-ligowym angielskim Ipswich RUFC. On z kolei jest związany z Polką i dlatego chce u nas grać.

Sopocianie i gdańszczanie znaleźli nawet sponsorów na tygodniowe zgrupowania w Irlandii oraz Tunezji - w polskim rugby to też było niespotykane.

Kilka lat temu rugbiści Arki Gdynia zaprosili trenera z Fidżi, egzotycznego kraju, z którym nasi reprezentanci nie mieliby szans. Eksperyment się nie powiódł.

- Sailosi Naiteque nadawał na zupełnie innych falach niż my, chociaż wiedzieliśmy, że dobrze zna swój fach - mówili po wyjeździe trenera rugbiści z Gdyni. - Nie byliśmy przygotowani do sposobu gry, jaki on chciał nam wpoić - dodają.

- Na transfery kolegów z Gdańska i Sopotu patrzę z przymrużeniem oka. Do nas gwiazdy z południowej półkuli nie przyjadą, bo w Polsce nie ma dla nich satysfakcjonujących pieniędzy - mówi sceptycznie Stachura. - Nie wydaje mi się, żeby bardzo wzmocnili swoje drużyny.

Arka będzie miała jednak problem, bo karierę zakończył najlepszy polski rugbista ostatnich lat Waldemar Szwichtenberg. - Definitywnie kończę grać w rugby. Przede wszystkim muszę się wyleczyć [Szwichtenberg leczy tarczycę] i teraz myślę tylko o tym, by być zdrowym. Na razie nie planuję bycia trenerem, będę się przyglądał i kibicował kolegom - mówi Szwichtenberg. - Polskiemu rugby najbardziej potrzeba menedżerów i pieniędzy. Jeśli uda się spełnić te warunki, to nasza dyscyplina wyjdzie z niszy. Czy ten sezon będzie przełomowy? Wszystko zależy od tego, jaki poziom prezentują rugbiści z Australii, Nowej Zelandii czy RPA, którzy do nas przyjadą. Jeśli będą dobrzy, powinni być wzorem dla naszych, ściągną na trybuny widzów i wzbudzą zainteresowanie mediów.

Transferowe niespodzianki szykują też mistrzowie Polski Budowlani Łódź. Mają się wzmocnić graczami z reprezentacji, które grały w ostatnim Pucharze Świata, ale nie chcą ujawniać, jacy to rugbiści.

Krzysztof Folc, właściciel i trener drużyny AZS AWF Warszawa: - Dyscyplinie dobrze zrobią ruchy promocyjne w postaci przyjazdu Australijczyka czy Nowozelandczyka, ale w pierwszej kolejności rugby potrzebuje pieniędzy.

Jego zdaniem dobre rugby w Polsce kończy się na poziomie juniora. - Taki 18- czy 19-latek, kiedy zorientuje się, że jako senior nic nie zarobi, przestaje grać w rugby - tłumaczy Folc.

- Niezbędna jest promocja. Sam fakt, że rugbiści z Australii czy RPA przyjeżdżają grać za czapkę gruszek, trzeba wykorzystać - dodaje Folc. - Jeśli media będą ich często i ciekawie pokazywać, to na mecze będzie chodziło więcej ludzi, a w ślad za tym musi pojawić się większe zainteresowanie sponsorów. Pierwsze efekty już są: Polski Związek Rugby podpisał właśnie umowę z Grupą Lotos, która ufunduje comiesięczne stypendia dla reprezentantów Polski w wysokości 30 tys. zł.