Polska biatlonistka biegła po medal. Ale się zgubiła...

Magdalena Gwizdoń mogła mieć w sobotę brązowy medal MŚ w sprincie, ale pogubiła się na słabo oznakowanej trasie, straciła kilkanaście sekund i ostatecznie była siódma

Dramat polskiej biegaczki rozegrał się na ostatniej prostej prowadzącej do mety. Gwizdoń, która bezbłędnie strzelała i miała do tej pory bardzo dobry czas w biegu na 7,5 km, pomyliła trasę i zamiast w lewo na finisz, pojechała w prawo na strzelnicę (czyli tak, jakby była w połowie trasy)! Zorientowała się dopiero po kilkudziesięciu metrach, błyskawicznie zawróciła i pomknęła do mety, ale ten błąd kosztował ją ok. 10-20 sekund. Trudno oszacować ile dokładnie, ale jeśli było to 10 sekund, to Gwizdoń zajęłaby czwarte miejsce. Jeśli więcej niż 15,5 sekundy - Polka mogłaby mieć nawet brązowy medal mistrzostw świata.

- Trasa nie była może idealnie oznakowana, bo pomyliło się w sumie pięć biatlonistek, ale protestu nie składaliśmy. I tak nic by to nie dało. 90 osób się nie pomyliło, więc trudno by było o zasadność takiego wniosku. Magda powinna trzymać się lewej strony trasy, a trzymała się prawej. Oznakowanie na tabliczkach jest słabo widoczne, ale jest. To był błąd Magdy. Zagapiła się - mówi "Gazecie" Zbigniew Waśkiewicz, prezes polskiego związku biatlonowego, który jest na miejscu w Oestersund. Czy bez tej pomyłki Gwizdoń miałaby medal? - Jest duża szansa, że tak - odpowiada prezes.

Sprint wygrała Niemka Andrea Henkel przed Rosjanką Albiną Achatową (12,7 s straty) i Ukrainką Oksaną Chwostenko (23,2). Gwizdoń była po biegu przybita, ale wszyscy w kadrze starali się szybko zapomnieć o tym przykrym incydencie, bo to był przecież dopiero początek MŚ. Siódma lokata to i tak najwyższe miejsce naszej biatlonistki w tym sezonie i w ogóle w historii jej występów na mistrzostwach.

Pechowo zmarnowane medalowe szanse są jednak niestety znakiem rozpoznawczym 28-letniej Gwizdoń. Na poprzednich MŚ w Anterselvie Polka biegła po medal na 10 km i podczas ostatniej wizyty na strzelnicy oddała trzy pierwsze strzały... nie do swojej tarczy. Była tak zestresowana, że się pomyliła i strzelała do tarczy obok jej toru. Sędziowie litości nie mieli i zgodnie z przepisami zaliczyli jej tylko dwa trafienia. O medalu nie mogło być mowy.

Pocieszeniem dla Gwizdoń może być to, że jej pechowa sobotnia siódemka to na razie i tak najlepsze, na co stać naszą ekipę. Tomasz Sikora w sobotnim sprincie na 10 km szansę na dobre miejsce pogrzebał w ostatnim strzelaniu i był ostatecznie 11. Wygrał Rosjanin Maksym Czudow. W niedzielnym biegu pościgowym triumfował Ole Einar Bjoerndalen, a Sikora znów pudłował, i znów był 11. Gwizdoń w niedzielnym biegu pościgowym trasy już nie pomyliła, ale myliła się na strzelnicy i była 12. Ze złotego medalu po raz drugi cieszyła się Henkel.

Dziś na MŚ dzień przerwy. Jutro sztafeta mieszana (dwóch mężczyzn, dwie kobiety w zespole), a od środy ciąg dalszy rywalizacji indywidualnej. W środę bieg na 15 km kobiet, w czwartek na 20 km mężczyzn.

Liczba biatlonowa

8

złotych medali MŚ w konkurencjach indywidualnych zdobył Ole Einar Bjoerndalen. To rekord świata. Norweg ma sumie 10 medali, bo dwa wywalczył w sztafecie