Musimy produkować 20 proc. zielonej energii

Rozmowa z komisarzem ds. energii Andrisem Piebalgsem

Dominika Pszczółkowska: Komisja chce, by do 2020 r. jedna piąta energii w UE powstawała ze źródeł odnawialnych. Polska i wiele innych krajów protestują, że narzucony im poziom produkcji zielonej energii jest zbyt wysoki. W jaki sposób rozdzielił pan te obciążenia?

Andris Piebalgs: Zacząłem od napisania listu do wszystkich krajów, prosząc, by zgłaszały cele dla siebie. Dostałem niewiele odpowiedzi, celu nie zgłosił nikt. Potem próbowaliśmy ustalać podział na podstawie modeli gospodarczych. To byłoby jednak nie do wytłumaczenia. Wybraliśmy więc najprostszy sposób, by dojść do średniej 20 proc. dla całej UE: każdy kraj będzie musiał produkować ze źródeł odnawialnych 5,75 proc. energii plus odsetek proporcjonalny do wielkości jego PKB. Na tej podstawie Polsce przypadło 15 proc. Na koniec państwa, które inwestowały ostatnio w energię odnawialną, dostały pewną "zniżkę". Myślę, że cel dla Polski jest ambitny, ale osiągalny. Proszę pamiętać, że do tych 15 proc. wlicza się nie tylko energię elektryczną, lecz także wykorzystywaną do ogrzewania, biopaliwa.

Naprawdę liczy pan, że propozycja Komisji w obecnym kształcie może dostać zgodę wszystkich 27 państw?

- Nie będę się sprzeciwiał, jeśli państwa inaczej podzielą między siebie obciążenia. Rzecz w tym, że jeśli chcecie postawić sobie mniej ambitny cel, musicie przekonać inny kraj, by wziął część obciążeń na siebie, tak byśmy wspólnie osiągnęli unijną średnią 20 proc.

Czy Komisja oszacowała koszt potrzebnych inwestycji? Kto za to zapłaci?

- To kraje muszą stworzyć własne plany. Na tej podstawie będzie można wyliczyć koszty. Komisja dokonała pewnych szacunków: w Polsce koszty powinny wynieść ok. 0,1 proc. PKB. Średnia unijna jest znacznie wyższa - prawie 0,5 proc. PKB. To jednak tylko bardzo zgrubne szacunki.

Część kosztów z pewnością poniosą firmy, które z kolei przerzucą to na konsumentów; część inwestycji będzie można sfinansować z rządowych subsydiów, część z funduszy UE. Ale te zmiany to tylko koszty, to także możliwości dla nowego sektora, miejsca pracy, szanse dla małych i średnich przedsiębiorstw.

Niektórzy w Polsce uważają, że powinniśmy raczej inwestować w technologie czystego węgla. Komisja przedstawiła projekt dyrektywy także w tej kwestii. Czy ułatwi ona badania nad tą dziedziną?

- Nie sądzę, by między tymi dwoma rodzajami energii trzeba było wybierać. Każdy kraj powinien mieć zróżnicowane źródła energii. Chińczycy, którzy mają mnóstwo węgla, mimo to inwestują w źródła odnawialne.

A co z energią jądrową? Czy Komisja planuje np. rozluźnienie zasad udzielania pomocy publicznej, by zachęcić do jej wykorzystywania?

- Nie. Myślę, że jak zdecydowała ostatnio Wielka Brytania, budową elektrowni atomowych powinny rządzić prawa rynku. System handlu pozwoleniami na emisje CO2 sprawi, że elektrownie atomowe mogą stać się po prostu bardziej interesujące ekonomicznie.