Rybacy wypłynęli na Bałtyk po dorsze

Po półrocznym zakazie polscy rybacy od trzech dni znowu mogą łowić dorsze. Za przekroczenie zeszłorocznych limitów Komisja Europejska zmniejszyła tegoroczne. Szyprowie zapowiadają, że i tak nie będą ich przestrzegać.

Wprowadzony w lipcu zakaz połowu dorszy był konsekwencją kontroli, jaką KE przeprowadziła wśród polskich rybaków. Okazało się, że w ciągu sześciu miesięcy 2007 r. złowili trzy razy więcej ryb niż mogli przez cały rok. Kontrolerzy na gorącym uczynku łapali załogi fałszujące deklaracje połowowe - w dokumentach wpisywały np., że złowiły 10 ton ryb, a pod pokładem miały kilka ton więcej.

Decyzja KE zbulwersowała rząd Jarosława Kaczyńskiego, który zaskarżył ją w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości. Natomiast Komisja wszczęła przeciw Polsce postępowanie karne za łamanie zakazu. Polscy rybacy manifestowali w listopadzie w Brukseli, domagając się zniesienia ograniczeń i dymisji unijnego komisarza ds. rybołówstwa.

Nowy polski rząd przystąpił do negocjacji z KE i na początku stycznia osiągnął kompromis. Trzy dni temu w życie weszło rozporządzenie pozwalające Polakom na połowy. Udało się także przekonać Komisję do zmniejszenia kary. Początkowo limity na najbliższe cztery lata miały być obcięte o 14 tys. ton. Stanęło na 8 tys. (w tym roku 800 t, w następnych - po 2,4 tys. t). Tegoroczny limit to 12 tys. ton, co oznacza, że jeden kuter będzie mógł złowić ok. 30 ton dorszy.

Po wprowadzeniu rozporządzenia rybacy masowo ruszyli na morze. - Przez ten zakaz znaleźli się w tarapatach i muszą teraz oddawać długi - mówi Grzegorz Hałubek ze Związku Rybaków Polskich, wiceminister ds. rybołówstwa w rządzie PiS. - Jednak z tego, co dostaliśmy na ten rok, żaden rybak nie wyżyje. Nawet koszt wypłynięcia w morze się nie zwróci. Dlatego nie sądzę, żeby rybacy przestrzegali limitów. Dlaczego my mamy to robić, skoro rybacy ze wszystkich nadbałtyckich państw przekraczają swoją pulę? Zresztą Komisja określa te limity na podstawie fałszywych danych. Dorsza w Bałtyku jest mnóstwo!

- Dobrze, że w ogóle mamy prawo połowu, bo przez działania poprzedniego rządu mogliśmy nic nie dostać - ripostuje Kazimierz Plocke, wiceminister rolnictwa ds. rybołówstwa. - Co kwartał będziemy kontrolować, ile dorsza już wyłowiono. Jeśli nie będziemy się trzymać norm, w następnych latach będzie tylko gorzej.

Rybacy chcą, aby rząd wymógł na Brukseli całkowite zniesienie limitów. W zamian proponują inne formy kontroli populacji dorszy - zwiększenie oczek w sieciach, wydłużenie okresów ochronnych w ciągu roku, ograniczenie liczby sieci wystawianych przez jeden kuter. - Do tego trzeba mieć poparcie większości państw w Komisji Europejskiej, a na razie my tego nie uzyskaliśmy - komentuje Plocke.