Ciepły finał WOŚP

Opolski finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy był ciepły i spokojny. Choć policjanci odnotowali dwa napady na wolontariuszy. Do godz. 20 było wiadomo, że w Opolu zebrano ponad 60, a w województwie ponad 200 tys. zł. Liczenie pieniędzy może jednak trwać do rana.

W Opolu zaczęło się z samego rana od wspólnego zdjęcia 350 wolontariuszy, którzy chwilę potem ruszyli z puszkami w miasto. - 120 serduszek jesteśmy w stanie rozdać w ciągu pół godziny. Na ogół wystarczy, że powiemy "Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy". Spotykamy się z naprawdę ogromną serdecznością - opowiadała Katarzyna Kowalska, wolontariuszka Orkiestry od dwóch lat. - Dzięki temu można komuś naprawdę pomóc i to jest najważniejsze, ale oprócz tego także poznać świetnych ludzi i dobrze się bawić. Jeżeli Orkiestry kiedyś nie będzie, na pewno długo będę o niej wszystkim opowiadać - dodała gimnazjalistka.

Za sprawą Orkiestry Opole przypominało wczoraj jeden wielki piknik. - Jest naprawdę super. Nie jest zimno, więc spokojnie można zabrać całą rodzinę na długi orkiestrowy spacer - mówiła Mariola Gołąbek, która przy scenie w rynku spędziła z dzieckiem oklejonym serduszkami kilka godzin. Zresztą nie tylko w centrum miasta Orkiestra grała głośno. W parku przy byłym ZWM-ie opolanie ćwiczyli razem na świeżym powietrzu, zaś w hali sportowej na ul. Prószkowskiej akademicy z AZS-u PO zmierzyli się z uczniami liceów w meczu koszykówki, a dziennikarze stanęli naprzeciw urzędnikom.

W Opolu licytowano m.in. statuetkę Karolinki, symbol opolskiego festiwalu, oraz szachy przekazane na rzecz Orkiestry przez wojewodę opolskiego. Kiedy zamykaliśmy to wydanie "Gazety", trwało jeszcze liczenie pieniędzy. - Z doświadczeń zeszłego roku wiem, że takie liczenie może potrwać nawet do pierwszej w nocy. W tej chwili uzbieraliśmy ok. 60,5 tys. zł, ale ta kwota na pewno jeszcze się zmieni. Zresztą część pieniędzy, np. zbieranych w szkołach, zostanie policzona dopiero w tygodniu - mówił przed godz. 20 szef opolskiego sztabu WOŚP Karol Ostrowski. Pieniądze liczyli pracownicy II oddziału Banku Polska Kasa Opieki SA. - Zaczęliśmy grać w Orkiestrze rok temu i w tym roku organizatorzy nie chcieli grać już z nikim innym. Do akcji liczenia zgłosiło się ponad 20 pracowników. A to mozolna praca, bo w puszkach jest mnóstwo drobnych monet - żartowała Bożena Gęsikowska, jedna z wolontariuszek liczących pieniądze z puszek.

Niestety, nie wszędzie kwestowanie przebiegało bezpiecznie. Pomimo czujności policji i straży miejskiej w Nysie doszło do dwóch napadów na wolontariuszki. W pierwszym przypadku złodziej skorzystał z okazji, kiedy dziewczyny pakowały zakupy pod sklepem w centrum miasta i po prostu uciekł z puszką. W drugim udał, że chce przyłączyć się do akcji, ale zamiast wrzucić pieniądze do puszki, wydarł ją z rąk wolontariuszki i uciekł. Sprawcy bądź sprawców szuka policja. - Jedną ze skradzionych puszek policja już znalazła. Złodziej wyrzucił ją niedaleko rzeki, pozostawiając drobniaki. Trudno powiedzieć, ile to było pieniędzy, bo w takiej puszce może być od 20 do 300 zł - mówił Marcin Oparski, szef sztabu WOŚP w Nysie. - Dziewczyny zachowały się tak jak powinny, to znaczy broniły siebie, a nie puszek, i od razu zadzwoniły do sztabu i na policję - dodał.