Gierczyński: Każdy z nas wierzy w awans

- Jest dwunastu zawodników i każdy z nas wierzy w to, że jedziemy do Izmiru, by walczyć o awans. Gdyby tak nie było, po prostu zostalibyśmy w domu. Dostaliśmy szansę i na pewno ją wykorzystamy - deklaruje przed rozpoczęciem rywalizacji w Izmirze Krzysztof Gierczyński. Od poniedziałku polscy siatkarze będą grać o awans do igrzysk olimpijskich. Pierwszym rywalem będą Hiszpanie (o 19:30).

Dwunastka zawodników powołana na kwalifikacje w Izmirze jest dość niespodziewana. Jak ocenia Pan szanse reprezentacji Polski w zbliżającym się turnieju?

Krzysztof Gierczyński: - Trafiliśmy do bardzo ciężkiej grupy. Jeśli z niej wyjdziemy, zajęcie pierwszego miejsca w tym turnieju - bo tylko to się liczy - będzie bardzo trudnym zadaniem. Nie pojedzie Michał Winiarski , nie będzie z nami Mariusza Wlazłego ani Grześka Szymańskiego, ale bez nich szanse nadal istnieją. Jest dwunastu zawodników i każdy z nas wierzy w to, że jedziemy do Izmiru, by walczyć o awans. Gdyby tak nie było, po prostu zostalibyśmy w domu. Dostaliśmy szansę i na pewno ją wykorzystamy.

Jak przebiegały przygotowania w Spale? Na co trener Lozano zwracał szczególną uwagę?

- Oprócz czysto siatkarskich elementów, jak zagrywka, przyjęcie czy blok, pracowaliśmy przede wszystkim nad zgraniem drużyny. Część zawodników, w tym na przykład ja, jest nowa w tym zespole i jeszcze nie rozumie się zbyt dobrze z rozgrywającymi. Poświęcaliśmy więc sporo czasu na ćwiczenie ustawień. Mam nadzieję, że będzie to dobrze wyglądało w turnieju.

Po dość długiej przerwie wraca Pan do kadry. Jak odnalazł się Pan już w tej drużynie?

- Nie było łatwo, ale wydaje mi się że znaleźliśmy wspólny język z rozgrywającymi, zarówno z Pawłem Zagumnym, jak i Łukaszem Żygadło. Pamiętajmy jednak, że trening to trening, a dopiero boisko zweryfikuje wszystko, nad czym pracowaliśmy w Spale. Mam jednak nadzieję, że damy radę. Jeśli zaś chodzi o mój powrót do kadry... Znałem wszystkich zawodników występujących w reprezentacji, jednych trochę mniej, innych bardziej, z częścią z nich grałem w klubie czy wcześniej w reprezentacji, więc jest to taki stary - nowy skład.

Widzi Pan siebie na tym turnieju w pierwszej szóstce czy raczej uważa Pan, że będzie wchodził z ławki rezerwowych?

- Wszystko zależy od trenera. To on decyduje, ustala skład i to on ma swoją wizję drużyny. Mnie nie pozostaje nic innego jak cierpliwie czekać. Jeśli będę miał możliwość wyjścia w pierwszej szóstce, to będę starał się dać z siebie wszystko.

Jaka atmosfera panuje w drużynie po wszystkich perturbacjach kadrowych?

- To dla nas trudne chwile. Plaga kontuzji, która nas dopadła nie nastraja optymistycznie, ale mimo to atmosfera jest dobra. Trzymamy się razem i wierzymy w zwycięstwo. Nikt tam nie jedzie, żeby się pokazać. My, podobnie jak inni uczestnicy tego turnieju, jedziemy, żeby wygrać, zająć pierwsze miejsce i zdobyć bilet do Pekinu. To będzie bardzo trudne zadanie, ale chcielibyśmy tego dokonać.

Nasi grupowi rywale to Hiszpania, Holandia i Włochy. Którego z nich powinniśmy obawiać się najbardziej?

- W meczu z Włochami w każdym elemencie trzeba zagrać bardzo dobrze, bo Włosi na pewno będą bardzo dobrze przygotowani taktycznie do spotkania z nami. W tej dziedzinie są mistrzami. Hiszpania? Mistrzostwa Europy to był turniej ich życia. Na Pucharze Świata grali już trochę słabiej i w sumie nie wiadomo, w jakiej przyjadą dyspozycji. Nie możemy ich jednak lekceważyć. Zawsze byli trudnym rywalem, który potrafi grać bardzo dobrą siatkówkę, co zresztą pokazali kilka miesięcy temu w Moskwie. Holandia jest teoretycznie najsłabszym zespołem z tej trójki, ale te teoretycznie najłatwiejsze mecze okazują się często bardzo trudne. Musimy grać maksymalnie skoncentrowani, a każdy z nas musi dać z siebie wszystko, co ma najlepsze w danej chwili, bez względu na to, czy gramy z Hiszpanią, Włochami, Holandią, czy ewentualnie w późniejszym etapie z Serbią bądź Niemcami.