Nacjonalistyczne hasła w piśmie studentów UJ

Kontrowersyjny wywiad czy promocja nacjonalizmu? Wydawane przez Uniwersytet Jagielloński pismo studenckie "WUJ" oddało łamy hersztowi krakowskich ultranacjonalistów spod znaku Narodowego Odrodzenia Polski.

"Oczekujesz odpowiedzi, że wpakujemy ich do pociągów i wyjadą? No dobrze, niech będzie radykalnie: wpakujemy ich w pociągi i wyjadą. Ale za bilety i tak zapłacą. Nie będziemy dokładać do tego interesu z kasy państwowej" - tak o "duchowo i narodowo obcych", żyjących w Polsce ludziach mówi Bartosz Biernat, małopolski koordynator Narodowego Odrodzenia Polski, na co dzień student III roku historii UJ. Obszerny wywiad z nim ukazał się w ostatnim numerze "WUJ-a", pisma wydawanego przez Uniwersytet Jagielloński. Redakcja wyeksponowała tekst, umieszczając twarz Biernata na okładce.

Faszyzujący ruch

Narodowe Odrodzenie Polski to faszyzujący ruch ideowo-polityczny. Działa oficjalnie, jego członkowie pojawiają się publicznie np. przy okazji Święta Niepodległości. Bardziej widoczni są jednak podczas Marszów Równości. Wykrzykują radykalne hasła w stylu "stop pedałom", "jedna rasa, biała rasa" itp. Niejednokrotnie dochodziło przy tej okazji do starć ulicznych.

Brak słów

- Brak mi słów. Jak można puszczać wywiad z liderem tak radykalnego ugrupowania w najstarszym tego typu w Polsce, uznanym piśmie studenckim. Te hasła docierają do wielu tysięcy studentów - denerwuje się Ishbel Szatrawska ze Stowarzyszenia Młodych Żydów "Czulent". Nie wierzy, że czytelnicy zachowają dystans do prezentowanych w piśmie nacjonalistycznych poglądów. - W wywiadzie ten pan prezentuje się jako grzeczny, młody człowiek, spokojnie tłumaczący swe poglądy w zacisznej kawiarence. Rzeczywistość jest jednak inna. Cóż z deklaracji, że nie chce wsadzać do komór gazowych Żydów i homoseksualistów, skoro w innym miejscu wywiadu przyznaje, że najchętniej wywiózłby ich z naszego kraju pociągami - uważa Szatrawska.

Redakcja "WUJ-a" broni się: - Przypuszczałem, że wywiad z nacjonalistą wzbudzi kontrowersje, ale dotychczas nikt nie odezwał się do nas z zastrzeżeniami czy pretensjami - mówi Bartek Borowicz, redaktor naczelny miesięcznika. Podkreśla, że redakcji nie chodziło o promowanie tego rodzaju poglądów. - Jestem pacyfistą, więc kłóciłoby się to z moją prywatną wizją świata i linią redakcji. We wstępniaku napisałem, że jestem przeciwny rasizmowi, przemocy i agresji, które często są bliskie nacjonalistom. "WUJ" jest pismem poświęconym UJ. Chcieliśmy pokazać, że nacjonaliści są także w murach naszej uczelni. Celem było zaprezentowanie pewnej sytuacji.

Naprawdę nie widzicie nic złego w oddawaniu łamów nacjonalistom? - dopytujemy.

- "Gazeta Wyborcza" też publikuje materiały na temat Radia Maryja, w których pokazuje wydarzenia i zachowania mające miejsce w imperium ojca Rydzyka. Pokazujecie proces i problem. Czytelnik sam ma ocenić, czy coś jest dobre, czy złe. Chcieliśmy zrobić dokładnie tak samo - ripostuje Borowicz.

Rektor widział, nic nie powiedział

Problemu - przynajmniej oficjalnie - nie widzą także władze Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wypowiedzi Biernata o "ludziach z meczetów, chat z bambusa czy murzyńskich gett, których tu nie będzie", czy też o "Polsce jako kraju bajek z mchu i paproci, a nie opowieści z rodzinnych stron Murzynka Bambo", rzeczniczka uczelni Katarzyna Pilitowska kwituje krótko: - Rektor widział tekst i nie miał nic przeciwko.

Nikogo nie będziemy cenzurować. Mamy wolność słowa i każda zgodna z prawem wypowiedź ma prawo do publikacji.

Tymczasem do redakcji telefonują pracownicy uczelni. Jeden z profesorów uniwersytetu jest zbulwersowany publikacją "WUJ-a", a także otwierającym wydanie zdjęciem NOP-owca. - Dotąd umieszczano tam na okładkach osoby wybitne, zasłużone bądź po prostu ładne. Ów student nie spełnia żadnego z tych kryteriów - usłyszeliśmy.