Pracować w szalecie i przetrwać. Jak?

Co zrobić, gdy klient za długo jest w toalecie, rzuca petardą albo owocem kiwi? A co, gdy uprawia tam seks?

Jak zachować się w takich sytuacjach, radzili pracownikom szczecińskich szaletów miejskich policjanci. Specjalne szkolenie zorganizowano, bo obsługa toalet coraz bardziej boi się w pracy.

Ekipa z prewencji Komendy Miejskiej Policji w Szczecinie spotkała się w piątek z pracownikami (33 panie i jeden pan) 15 szaletów miejskich w Szczecinie. Poprosił o to Zakład Usług Komunalnych, który kilka miesięcy temu przejął toalety od Miejskiego Zakładu Gospodarki Odpadami. Szybko wyszło na jaw, że pracowników nękają poważne problemy. Boją się agresywnych klientów, zwłaszcza na nocnych zmianach. Nie wiedzą, jak się zachować, gdy homoseksualiści uprawiają w toalecie seks. Jak reagować, gdy pojawiają się narkomani. Albo kiedy nastoletnie dziewczyny umawiają się tam ze starszymi panami. Żalili się, że zwłaszcza zimą klienci przesiadują w toaletach godzinami. Rekordzista spędził tam 13 godzin.

Za pracę w takich warunkach dostają średnio ok. 1000 zł brutto.

- Jak niewiele innych grup, macie kontakt z brudną robotą - stwierdził na początku policjant. Szybko wyjaśnił, że chodzi mu o patologie, przestępców, pijanych, bezdomnych, nieletnich, agresywnych "werbalnie i fizycznie". Przedstawił kilka podstawowych zasad działania.

Zasada pierwsza: zawsze dzwonić pod 112. Komentarz z sali: - Eee, nigdy mi się szybko nie odezwał.

Panie narzekały, że epitety to codzienność. - Czasem ja do części męskiej, klient za mną, ja do damskiej, on za mną. Chodzi i wyzywa. Ile to można znieść? - żaliła się jedna z pracownic. Inne mówiły, że obelgi słyszą od zasikanych bezdomnych i eleganckich pijanych. - Załatwią się i na nas wyżywają się, że płace za niskie, podatki za wysokie.

- Starszy pan tak mnie zwymyślał, że następnego dnia przyszedł z czekoladą przeprosić.

- Zwykle zbluzgają i nie ma żadnej czekolady.

Policjant radził, by w przypadku nietrzeźwych zastanowić się, czy i co zrobić. A jeśli pijany niczego nie niszczy, nie reagować. - Czasem po prostu warto poczekać, żeby sobie poszedł i wtedy mamy sprawę załatwioną najszybciej - tłumaczył. Szanse, że taki klient sobie pójdzie, ocenił na jakieś 60 proc.

Panie na to, że klient nie zawsze chce sobie pójść.

- Mnie obrzucili petardami.

- Nagle wyciągnął owoce kiwi i obrzucił cały sufit, ściany.

Jedna z pań stwierdziła, że rozczarowana jest działaniami policji. - Kiedy pobił mnie homoseksualista, kazali mi go ścigać z prywatnego oskarżenia. Tak mnie pobił, że sina byłam, a oni, że to niepobicie.

Policjanci tłumaczyli, że czasem to, co wydaje się pobiciem, jest naruszeniem nietykalności, więc może tamten patrol słusznie zakwalifikował czyn. Kobiety to nie pocieszyło.

Pani z centrum narzekała: - Pożaliłam się dziennikarzowi, że do naszej toalety schodzą się homoseksualiści. Napisał i jakbym reklamę wykupiła. Tabuny zaczęły się schodzić. W życiu więcej nie podam, gdzie pracuję.

- Homoseksualiści to problem głębszy - wyjaśniał starszy aspirant Andrzej Szrajbe. - To grupa zwykle nie agresywna, ale społecznie nieakceptowana. Ale spotkania intymne w miejscu publicznym nie są dopuszczalne ani moralnie, ani prawnie. To wykroczenie. W takim przypadku zawsze trzeba reagować jednoznacznie, wezwać policję.

Panie i pan skarżyli się, że policja przyjeżdża, zabiera klienta, a na drugi dzień on wraca. Czasem z kolegami, czasem z kijem.

Policjanci tłumaczyli, że wszystkie problemy "jak świat światem się pojawiały, a może rozwiąże się je na przełomie kilku wieków". Radzili jednak, by nie poddawać się. Reagować, i tymi reakcjami, interwencjami "zmęczyć klienta".

Ustalili, że panie będą dzwonić po interwencję oraz zawiadamiać swoich przełożonych o problemach. Szefowie przekażą sprawy policji. W najbliższych dniach pracownicy wypełnią ankiety, by sprecyzować, gdzie są jakie zagrożenia. Wyniki trafią do policji.

- Cieszy nas, że policja obiecała uwzględnić je w grafikach swoich patroli - mówi Gabriela Wiatr z ZUK-u.

Spotkania takie jak piątkowe odbywać się będą częściej, by panie nauczyły się, jak pracować w miejskim szalecie i przetrwać.