Kradną kilometry kabli, a TP SA bezradna

W Kotowicach pod Nowogrodem Bobrzańskim regularnie ginie kabel telefoniczny. I to zawsze w tym samym miejscu. Złodzieje w kilka sekund zwijają kilometr przewodu i znikają. Telekomunikacja i policja są bezsilne, a wystarczy kabel zakopać

Dorota Czyżewska przeprowadziła się z Zielonej Góry do Kotowic we wrześniu. Nadal dojeżdża do pracy w mieście. Gdy wraca do domu, myśli tylko o jednym: żeby telefon i internet działał. A milczy coraz częściej.

- Zdarza się, że pracuję jeszcze w domu i internet jest mi niezbędny. Gdy nie ma sygnału, może to oznaczać tylko jedno, znów ukradli kabel telefoniczny, który prowadzi do naszej wsi - opowiada pani Dorota. Od września telefon zamilkł kilka razy. - We wsi jest kilkunastu studentów, którym internet również jest potrzebny. Moja córka na weekendy przyjeżdża do domu. Zamiast korzystać z sieci w domu, jedzie do mnie do biura. Bo jak kabel zwiną w piątek, na nowy czekamy do poniedziałku - tłumaczy.

Szybka wymiana kabla przez Telekomunikację Polską to jedyne pocieszenie. Mieszkańcy boją się, że przez głuchy telefon, dojdzie kiedyś do tragedii i karetka lub straż nie dojadą na czas. Niewielu mieszkańców ma komórki.

Kabel ginie zawsze w tym samym miejscu, pod lasem. Ze słupów złodzieje zwijają po kilkaset metrów przewodu. Raz odcięli 1,5 km linii. - Jesteśmy bezradni. Już nie wiemy, gdzie mamy to zgłaszać. System reklamacji w Telekomunikacji jest bardzo skomplikowany. Awarię telefonu zgłasza się gdzie indziej, a neostrady gdzie indziej. Nigdy nie można porozmawiać z osobami bezpośrednio odpowiedzialnymi na przykład za kradzieże - skarży się pani Dorota.

- Zastanawiamy się, dlaczego do tej pory Telekomunikacja nie zakopała tego kabla pod ziemią. Przecież już tyle razy razy musieli inwestować w nowe przewody. Policja też im to podpowiada, a oni nic - dodaje Rozalia Muniak, żona sołtysa. Mieszkańcy widzieli kilka miesięcy temu jak przez wieś uciekał samochód i za sobą ciągnął długi kabel.

Telekomunikacja Polska zna Kotowice. Jak się okazuje, o kradzieżach kabli słyszy od dwóch lat. - W ub. roku mieliśmy w tym samym miejscu siedemnaście kradzieży. W tym siedem. Za każdym razem znikało ok. 1 km kabla - przyznaje Maria Piechocka, rzecznik prasowy TP SA. Wciąż liczy, że wreszcie uda się dopaść złodzieja, bez konieczności zakopania kabla. - Linia jest monitorowana. W momencie kiedy kabel zostaje odcięty, dyspozytor od razu dostaje o tym sygnał i przekazuje informację policji. Radiowóz jednak nie zawsze zdąży - mówi rzecznik TP.

Kiedy na początku roku w ręce policji wpadła szajka "kablarzy", wydawało się sprawa jest załatwiona. Jednak po paru miesiącach złodzieje wrócili. - Po sygnale z TP SA o odciętym kablu, policjanci są w stanie w pięć minut dojechać na miejsce. Jednak złodzieje są szybsi. Odcięcie kabla zajmuje im ok. 30 sekund - mówi Małgorzata Stanisławska, rzecznik zielonogórskiej policji. Policja organizowała już w okolicy Kotowic nocne zasadzki. Nie udało się jednak złapać złodziei na gorącym uczynku.

Policja też proponuje Telekomunikacji zakopanie kabla, co na pewno utrudniłoby kradzieże. - Rachunek ekonomiczny rzeczywiście wskazuje na to, że powinniśmy poprowadzić linię podziemną. Nie wiemy jednak, kiedy to będzie - przyznaje Piechocka.