Wandale dali czerwone światło

Dwa dni z rzędu wandale psuli sygnalizację świetlną na skrzyżowaniu ul. Krakowskiej i Górników Staszicowskich - piesi mieli ciągle zielone światło, a kierowcy czekali na czerwonym. Policjanci twierdzą, że choćby mieli stać i godzinę, nie wolno było im przejechać na czerwonym

Sygnalizacja na tym skrzyżowaniu należy do najnowocześniejszych i najbardziej skomplikowanych w Kielcach. Wybudowano ją pod koniec 2004 r. Zastosowano w niej czujniki, które w połączeniu z komputerem sterują zmianą świateł.

W poniedziałek kierowcy, jadący około godz. 22 ul. Krakowską w stronę granic miasta, mieli ciągle czerwone światło. Na przejściu dla pieszych było światło zielone. Dziennikarz "Gazety" poinformował o tym telefonicznie Miejski Zarząd Dróg w Kielcach, a dyżurna obiecała szybką naprawę.

Ale we wtorek wieczorem sytuacja się powtórzyła. Około godz. 21.15 na czerwonym świetle stało około dwudziestu samochodów. A zielone światło migało na przejściu dla pieszych. Po około pięciu minutach oczekiwania zdenerwowani kierowcy ruszyli na czerwonym świetle i przejechali przez skrzyżowanie.

- Rzeczywiście dwa dni z rzędu w nocy trzeba było naprawiać sygnalizację. Powód był ten sam za każdym razem. Ktoś niszczył przełącznik uruchamiający zielone światło na przejściu dla pieszych. Potem przez pewien czas kierowcy mieli czerwone światło i musieli czekać, aż sygnalizacja przełączy się na tryb stałoczasowy. Wtedy światła powinny się zmieniać, ale nie tak szybko, jak zazwyczaj - tłumaczy Zbigniew Czekaj, zastępca dyrektora MZD w Kielcach. Zapowiada, że poszukają innych przełączników uruchamiających zielone światło dla pieszych. - Może jest typ bardziej odporny na głupotę ludzką - mówi Czekaj.

A co mają zrobić kierowcy w takiej sytuacji? - Na pewno nie powinni przejeżdżać na świetle czerwonym. Przecież to analogiczna sytuacja do przejazdu kolejowego. Czasem trzeba czekać na przejazd nawet 20 minut, ale to nie powód, żeby ignorować np. opuszczony szlaban, bo to może doprowadzić do tragedii - tłumaczy Tomasz Kaczmarczyk z miejskiej komendy policji i radzi, żeby o takiej sytuacji zawiadamiać policję dzwoniąc np. na numer 997. - Dyżurny po takim sygnale ma obowiązek natychmiast wysłać radiowóz, żeby policjanci pokierowali ruchem - wyjaśnia. Podkreśla, że mandat za przejazd na czerwonym świetle to nawet 500 zł. Znacznie surowsze konsekwencje czekają wandala niszczącego sygnalizację, który wpadłby w ręce policji. - Odpowie przede wszystkim za uszkodzenie mienia, ale również może ponieść odpowiedzialność za sprowadzenie zagrożenia czy spowodowanie wypadku - tłumaczy policjant.